Germena Maria Bąkiewicz

Archiwum Historii Mówionej

Nazywam się Germena Bąkiewicz.

  • Jak pani się nazywała w czasie Powstania?


Nazwisko ojca to Henryk Rudnicki.

  • Proszę opowiedzieć o swojej rodzinie jeszcze przed wybuchem wojny. Gdzie państwo mieszkali?


Mieszkaliśmy na Rybakach pod dwudziestym dziewiątym, razem, właściwie po sąsiedzku, z babcią. Okna wychodziły na Wisłę, babcia na tym samym poziomie w suterenie.

  • Czym zajmowali się rodzice?


Ojciec miał wychowanie jako ślusarz, a w czasie okupacji i w ogóle Powstania dorabiał, jak mógł. Pracował razem z wujkiem, wydobywali piasek, łowił ryby, a poza tym to tak dokładnie to nie wiem. No, wiem, że zajmował się gołębiami, miał piękny podobno gołębnik, króliki hodował.

  • Mama nie pracowała?


Mama trochę szyła, ale jak trójka dzieci [się pojawiła], to już przestała pracować.

  • Czy pani miała rodzeństwo?


Tak, starszą siostrę Mirosławę, młodsza Elżbieta. Mirosława już… rak ją zjadł, że tak powiem, młodsza też choruje na raka, ja również. No i w czasie Powstania, pamiętam…

  • Proszę jeszcze powiedzieć, czy pani słyszała, co się działo we wrześniu trzydziestego dziewiątego roku na ulicy Rybaki?


No wiem, że był krzyk, harmider, ludzie jak mogli, tak się ratowali, bombardowania były. Tak że no niewiele, jedynie to, co tam…

  • Czy rodzina pani poniosła jakieś straty w wyniku działań?


W trzydziestym dziewiątym raczej nie. Ojciec wrócił, bo był zmobilizowany, ale wrócił. A tak to chyba nikt nie zginął. W czasie Powstania rodzina zginęła.

  • Czy starsze rodzeństwo się uczyło?


Tak, siostra się uczyła, a ja miałam iść do szkoły, jak Powstanie wybuchło. Tak że ja się nie uczyłam, a to młodsze to było w ogóle jeszcze maleństwo.

  • Czy pani pamięta jeszcze z okresu okupacji, czy może słyszała o…


W czasie okupacji słyszałam, widziałam dziewczynkę na podwórku, jak śpiewała, podobno Żydówka – Niemiec ją podobno zastrzelił. Mama mnie zabrała od okna, tak że ja tego nie widziałam. Bo ludzie różne datki rzucali z okien, [Niemiec] próbował znaleźć, kto rzucał, ale nikogo nie wyprowadzili wtedy. No i kłopoty w samym Powstaniu z jedzeniem. Ojciec gdzieś tam z sąsiadem, nie wiem, czy ktoś zabił, czy koń poległ, koninę sprowadził, jedliśmy. A tak to… Nie wiem, w każdym razie radzili sobie rodzice, jak mogli. Wiem, że z naszego mieszkania wyprowadziliśmy się do babci, bo był strach, że to bezpośrednio widok na Wisłę, i po krótkim czasie mieszkanie zostało zbombardowane. Pocisk wpadł, tak że siedzieliśmy u babci, tam nas zasypało właśnie bombą, ojciec nas wygrzebał. Nas uratował stół dębowy, siedzieliśmy na materacach, pamiętam, w trójkę, mama nas karmiła. No i mama była poszkodowana, bo kręgosłup miała skrzywiony przez ten nalot.

  • Kiedy to było, na początku Powstania?


Nie, to już trwało, to już trwało, bo jeszcze przed tym ojciec był ranny, podobno szkołę gasili. Mieli jakieś dyżury na dachach, mama, wiem, że bardzo się denerwowała, trzymała jak mogła tego ojca w domu, nie chciała puszczać, ale…

  • Mówiła pani o szkole na ulicy Rybaki?


Tak, tak. Szkoła na Rybakach była. Pamiętam z okupacji, jak z mamą szłam i jeszcze z siostrą, i w tej szkole Niemcy siedzieli, w każdym oknie [pełno] ich było i wołali nas, żeby dać pomarańcze. Mama mówi: „Niech sami zjedzą”, nie pozwoliła nam w ogóle się ruszyć. To pamiętam, w tych oknach to siedzieli i się grzali na słońcu.

  • Czy widziała pani walki na tej ulicy?


Jedynie co widziałam… Nie, na tej ulicy nie widziałam walki. Widziałam w czasie okupacji łapankę na Nowym Mieście, wtedy ludzie nas zabrali, znaczy z koleżanką, na wieżę kościelną i chciałam patrzeć, to nie pozwolili, no ale zauważyłam te budy brezentem ociągnięte i pod karabinami pchali tych ludzi do samochodów. Mama nas trzymała, jak mogła. Zresztą Powiśle to nie było takie ludne, że tak powiem, tak mi się przynajmniej wydaje. Dom był jedynie wielki, ogromny, a tak to były takie drewniaki naokoło. Jakiś tam sklepik był, nie pamiętam, żeby jakieś były… Ogród był na tej Panny Marii górce. A myśmy chodziły pod krzyż, chyba Traugutta, jeśli się nie mylę. Te pamiątkowe kamienie takie nad Wisłą, to nawet zdjęcie mamy. No i widok też na Wisłę, na Cytadelę, jak ojciec nas zawoził na te łachy piaszczyste kąpać się. Tyle co pamiętam z samego Powstania.

  • Czy pani widziała Powstańców?


Tak, widziałam. Nawet się wystraszyłam, bo w piwnicy była ogromna dziura wykuta i akurat chyba tam wchodziliśmy i w hełmie taki zakopcony, brudny, podobno powiedziałam, że to diabeł. No bo co to, siedem lat, człowiek tak bezpośrednio nie miał kontaktu. No i jeszcze z opowiadań mamy [wiem], że jak żeśmy się wyprowadzili z tego mieszkania, babcia zatkała okno, żeby nie było światła i że tam podobno Powstańcy mieli zebrania. I tak przypuszcza mama, że im się nie podobało, że okno zasłonięte w dzień i że dlatego ten pocisk tak… Ale nie chce mi się wierzyć, po prostu takie zdarzenie. Ale nikt nie zginął, tak że oni wyszli z tego mieszkania, mieli taki punkt wolny do zebrania.

  • Czy był dostęp do wody?


Był dostęp. Był, bo w tym sionku takim u babci był zlew, w mieszkaniu nie było. A później, jak uciekaliśmy, to ja nie wiem, jak sobie tam mama radziła z ojcem. Wiem, że na Freta nie chciała być, uciekliśmy, pognali nas na Cytadelę wtedy, no i z Cytadeli wygonili nas do Pruszkowa.

  • Czy może była pani świadkiem jakichś praktyk religijnych, nabożeństw?


Oj, tak, tak, oczywiście, odbywały się cały czas.

  • Jak one wyglądały?


Przeważnie były kapliczki w domach. Przeważnie jak się wchodziło, to były kapliczki, ołtarzyki i tam ludzie się gromadzili. No i w tej piwnicy też były prośby, modlitwy. Ludzie bardzo się modlili. No, ale było, jak było.

  • I kiedy państwo opuścili ulicę Rybaki?


Dat nie powiem. Mama to wszystko pamiętała. Człowiek młody, to nie przywiązywał do tego wagi, szczerze mówiąc. Ale to było już pod koniec, bo jak nas wywieźli, wygnali do Pruszkowa, później w te wagony pulmany nas zepchnęli, rozdzielając z ojcem najpierw.

  • Ale przedtem pani mówiła, że pani jeszcze była na ulicy Freta?


Tak. Najpierw Freta, a z Freta nas właśnie przegnali na Cytadelę.

  • Ale sami państwo uciekli na ulicę Freta czy Niemcy wyganiali?


Nie, my uciekliśmy, my. Sami uciekliśmy razem z innymi ludźmi, bo ten dom właśnie został zburzony. Wiem, że razem, jeszcze pamiętam, na tej górce Panny Marii kulki strzelały, a ja myślałam, że takie ładne ogniki są, bo to trawa wysuszona zapalała się. No i wiem, że jakieś straszne wszy nas oblazły.

  • Gdzie państwo jeszcze nocowali w czasie Powstania? W piwnicach?


No, u babci w tej suterenie. Ona nie wydawała się bezpieczna, bo to z drugiej strony tego budynku. No i na tym Freta żeśmy chyba nie nocowali, bo nie pamiętam, bo to taki duży podest był, dla dziecka był to. Takie schody do piwnicy szerokie, to tam byliśmy…

  • A czy pamięta pani, jaki to był adres na Freta?


Nie powiem pani, nie [pamiętam]. No i później na tej Cytadeli też nie [pamiętam]. Chyba u ojca na rękach spałam, bo nie pamiętam. No i pamiętam Pruszków, też ludzie kupkami takie sobie…

  • W jaki sposób państwo dostali się do Pruszkowa?


Pieszo. Gnali nas, gnali pod karabinami.

  • Jak zapamiętała pani obóz w Pruszkowie?


No, zgiełk ludzi, hałas, płacz, lament. Jakąś czarną kawę gdzieś tam podobno rozdawali, mama poszła szukać.

  • Długo państwo byli w tym obozie?


Nie. Nie byliśmy długo, bo właśnie tam rozdzielili nas z ojcem i później do tych wagonów. To wiem, że już w wagonach okienko takie malutkie pod sufitem, też krzyk, lament, że jakoś tam dziurę robili w podłodze, ktoś chciał uciec… No jak to, wie pani, dziecko. Ktoś umarł. Ścisk był okropny w tych wagonach. Później do tego Pruszkowa… nie Pruszkowa. Pod Moszczenicą co jest? Piotrków Trybunalski. Tam wagony stanęły, pociągi i tam zaczęli ludzie uciekać, bo to chyba już był rodzaj wyzwolenia [albo] czegoś, bo już Niemcy zginęli, nie było eskorty, no i nas pognali na tę Moszczenicę. Znaczy pognali, nie wiem, czy sami, czy się kierowali ludzie z tych pociągów. No i mama tam się dogadała, nie wiem (kiedyś sołtys też był), jakiś tam dali nakaz, żebyśmy tam przenocowali. No i to niby później była moja ciotka przyszywana.

  • W Moszczenicy, tak?


W Moszczenicy. Mama chciała do Warszawy, no bo jak to każdy, i chciała najmłodszą zostawić. [Najmłodsza] nie chciała, z płaczem, najstarsza to mamie się przydała, więc ja się zgodziłam podobno. I byłam u obcych ludzi dwa lata. Narzekałam sobie po cichu, nie głośno. Dostawali paczki unrowskie, to jak była konserwa, to dostałam plasterek. Pamiętam taką grubą czekoladę, że tasakiem dziabał, to dostałam też kawałek. No, dzisiaj rozumiem, że były ciężkie czasy, nie wiem, czy sprzedawali to, czy… Chociaż to był człowiek dobrze sytuowany, bo on był inżynierem w fabryce włókienniczej, tak że warunki były dobre.

  • Ale musiała pani pracować u nich?


Tak. Moim obowiązkiem było przynoszenie mleka z dworu. Piękny park, do dzisiaj pamiętam, cudowny. Z tych czworaków przy dworze przynosiłam mleko, no i miałam obowiązek pilnować drobiu, że tak powiem, indyki. I też mi się oberwało, bo kiedyś się zabawiałam, a to ptactwo gdzieś poszło. Ale źle nie było, no jak u obcych ludzi. Głodem nie przymierałam. Nawet do komunii poszłam w tej Moszczenicy.
No i po dwóch latach mama przysłała kolejarza po mnie. Bo mama zaczepiła się w Olsztynie. Wędrowała z ciotką i z dwojgiem mojego rodzeństwa. No i tam mieszkaliśmy w alei, aleja chyba Aniołów, coś takiego. Szło się od ratusza w dół, taka duża, długa ulica. Tam siedzieliśmy, [ale] też – do Warszawy, do Warszawy, do Warszawy. Dwa razy byłam z siostrą starszą, bo mamy brat zamieszkał na Bielanach. Też miał trzech chłopaków z kolei. No to podobno ja tak się witałam z tym wujkiem, jakbym z ojcem [się witała]. Później nawet wujek wspominał, że myślał, że ja go uważałam za ojca. No i co jeszcze stało? Jedna ściana budynku, na pamiątkę braliśmy kawałki cegieł. No, takie sentymentalne rzeczy. A później żeśmy znowu [przenieśli się] do Warszawy na Ogrodową. Paskudny ten budynek był, pełno robactwa, do dzisiaj pamiętam, jak pluskwy kapały z sufitu. Mieszkanie wypalone, okna koślawe, po drabinie się jeszcze szło, po schodach. No ale ponieważ mama umiała szyć, to dzięki temu przetrwała, bo mama zanim jeszcze wędrowała do Olsztyna, to jeszcze w Kutnie była, bo tam podobno [był] jakiś rodzaj rodziny z mojej babci strony. No ale tam nie widziała chyba widocznie warunków, no bo też na wsi podobno szyła i z tego się utrzymywała. W Olsztynie również podobno szyła, ta ciotka z kolei na bazarach sprzedawała jakieś tam [rzeczy], nie wiem, co mama uszyła. Tak że dzięki temu, że potrafiła szyć, to nas utrzymała. Należała w Olsztynie, należeliśmy do… ZBoWiD się bodajże nazywa. Matka szukała przez Czerwony Krzyż ojca i tam należeliśmy. Nawet ja pod sztandarem szłam swego czasu. Nie pamiętam, jaka to była uroczystość. Tak że później mama, jak wędrowaliśmy do Warszawy – w tym czasie było połączenie „czerwonych” z więźniami – mama nie chciała należeć, mówi: „Ja do takich, siakich nie będę należeć”. A źle zrobiła, bo by korzystała, jakby nie było, miałaby jakieś zasiłki, pomoc. No i później szkoła zaczęła się już na dobre.

  • Czyli w którym roku pani dotarła do Warszawy?


W pięćdziesiątym pierwszym. I od pięćdziesiątego pierwszego mieszkaliśmy już na Ogrodowej.

  • Czy ktoś z rodziny zginął?


Ojca rodzona siostra zginęła i z tego, co mama opowiadała, to była w zaawansowanej ciąży; z tego napięcia, z tego wszystkiego podobno zaczęła rodzić, a wtedy Niemcy wyganiali, no i mąż nie zostawił jej, podobno granaty rzucili do tej piwnicy i tak zginęła. Druga siostra ojca na Pradze mieszkała, to jej nic się nie stało. Tak że nawet miała żal do niej, bo chciała tę najmłodszą, na stałe żeby mama się odpisała. Mama podziękowała za taką pomoc. Tak że żal miała do końca, że tak nie pomogła. W czasie Powstania podobno bardzo korzystała, bo mój ojciec podobno był zaradny. Mieli zapasy mąki, cukru, tak że myśmy głodu nie cierpieli. Poza tym… no, babcia, a poza tym mamy rodzeństwo po obozach, mamy brata syn brał [udział w] Powstaniu, szesnastoletni chłopak. Podobno oszukał, że ma więcej lat. Miał piękne zdjęcia, ale już nie żyje, z Powstania.

  • Ale czy pani wie, w jakim oddziale walczył, w jakim zgrupowaniu?


Nie wiem. No bo wie pani, człowiek młody nie interesował się tym, ale pamiętam te zdjęcia. Brał udział w armii Andersa, też wędrował do Włoch, miał te zdjęcia, takie polowe, na ołtarze. A tak to poza tym drugi brat mamy zginął gdzieś w obozie. Chyba ten jeden tylko, najmłodszy, Marian, co na Bielanach mieszkał, to jemu nic nie było, a tak, to się wszystko rozjechało, poginęło bez wieści.

  • W czasie Powstania jaki był stosunek ludności do Powstania, Powstańców?


Powiem szczerze, że moja mama raz klęła, a raz z kolei na drugą stronę. W zagrożeniu to wiadomo. A tak to, no, żaden chyba z warszawiaków nie chciał ruskich, bo inaczej przecież chyba by nie było Powstania, przynajmniej ja tak rozumiem. Nie chcieliśmy łap ich na naszym kraju.

  • Które z wydarzeń w czasie Powstania szczególnie utrwaliło się w pani pamięci?


No krzyk, jak mój ojciec był ranny. Mama to histeryczka, że tak powiem, darła się, że zabili ojca. No i rozstanie w Pruszkowie.

Strzeniówka, 22 września 2016 roku
Rozmowę prowadziła Elżbieta Trętowska

Germena Maria Bąkiewicz Stopień: cywil Dzielnica: Stare Miasto

Zobacz także

Nasz newsletter