Jerzy Ruge „Kuna”

Archiwum Historii Mówionej

Jerzy Ruge, urodzony w Warszawie, w Śródmieściu.

  • Kiedy się pan urodził?

5 lipca 1925 roku.

  • Bardzo proszę, żeby króciutko pan opowiedział o latach przedwojennych, o swoim domu rodzinnym, gdzie pan mieszkał dokładnie. Trochę o szkole.

Mieszkałem w Warszawie. Tam chodziłem do szkoły powszechnej. Potem w czasie okupacji chodziłem do szkoły budowy maszyn Wawelberga w Warszawie.

  • A przy jakiej ulicy mieszkaliście przed wojną?

Przy ulicy Pięknej. Piękna 11/40.

  • Kim był pana tata z zawodu?

Był dekoratorem wnętrz.

  • Jak pan zapamiętał przedwojenną Warszawę?

Dobrze. Fajnie.

  • To były szczęśliwe lata?

Tak, to były szczęśliwe lata.

  • Miał pan rodzeństwo?

Tak, mam dwie siostry: Zofię i Marię.

  • Jak pan zapamiętał przedwojenną szkołę powszechną? Jakie wartości tam przekazywano?

Jak szkoła powszechna.

  • Ona tylko uczyła, czy też wychowywała?

Nie, tylko sama nauka była w szkole.

  • A jak wybuch wojny we wrześniu 1939 wpłynął na losy pańskiej rodziny?

Myśmy mieszkali w Warszawie. Jeden wujek był w Powstaniu. To był pułkownik „Pług”. W latach powojennych go rozstrzelali na Mokotowie.

  • W czasie Powstania?

Nie. Po wojnie. Powstanie prowadził. Był dowódcą.

  • Kim on był dla pana?

Wujek. Znaczy brat mojej matki.

  • Pamięta pan nazwisko wuja?

Łukasz Ciepliński pseudonim „Pług”. Pułkownik „Pług”.

  • A wracając do września 1939 roku, czy pamięta pan, kiedy pierwszy raz zobaczył niemieckiego żołnierza?

W 1939 roku.

  • Pan wtedy miał czternaście lat. Dobrze liczę?

Tak. Ja mieszkałem na ulicy Pięknej. Obok była niemiecka ambasada. Ja widziałem tych chłopaków, którzy obsługiwali tę ambasadę. Potem, jak już oni weszli, to, jak się okazało, wszyscy byli w mundurach SS. To wszystko byli esesmani.

  • Porozmawiajmy jeszcze o okresie okupacji. Z czego żyła pana rodzina? Tata dalej pracował jako dekorator wnętrz?

Tak. Oprócz tego zajmował się handlem. W przemyśle włókienniczym pracował.

  • A pan dalej kończył szkołę? Uczył się, tak?

Ja skończyłem szkołę powszechną, gimnazjum na ulicy Mokotowskiej. A potem chodziłem do szkoły budowy maszyn do Wawelberga.

  • Jak wyglądało życie w okupowanej Warszawie? Godzina policyjna, łapanki?

Godzina policyjna była do dziewiątej. A łapanki to normalka. Jak ktoś podpadł, to go brali.

  • A panu się upiekło, jak rozumiem?

Ja wymknąłem się. Ja już wtedy byłem harcerzem, [byłem] w „Szarych Szeregach”, a potem w Armii Krajowej.

  • Jak pan trafił do harcerstwa?

To w czasie szkoły powszechnej. W szkole powszechnej zapisałem się.

  • Jeszcze przed wojną?

Tak, przed wojną. A potem to już byłem cały czas. W AK i w „Szarych Szeregach”.

  • A do działalności konspiracyjnej w Armii Krajowej to kto pana wciągnął? Ktoś z harcerstwa czy ktoś z rodziny?

Nie, to z harcerstwa.

  • Miał pan jakichś serdecznych kolegów w tamtym okresie? Pamięta ich pan do dzisiaj?

Tak. Jeden nie żyje, a drugi mieszka w Stanach. Zdzichu Góralski. A reszta kolegów to poszła do piachu. Nie żyją.

  • Na czym polegała działalność konspiracyjna jeszcze przed Powstaniem?

Kolportaż, rozrzucanie ulotek, napisy na murach, prawda. No i przeszkolenie żeśmy przechodzili, przeszkolenie wojskowe.

  • A gdzie te szkolenia się odbywały?

W mieszkaniach prywatnych. Przeważnie na Mokotowie.

  • A kto je prowadził?

Jakiś oficer. Nie pamiętam jego nazwiska. Lata mijają, to się nie pamięta nazwiska. No i przeszkolenie wojskowe, takie jakie się przechodzi.

  • Strzelał pan jeszcze przed Powstaniem?

Nie, przed Powstaniem nie strzelałem. Tylko w czasie Powstania. Byłem starszym strzelcem i miałem pistolet maszynowy. Notabene od kolegi, który był ranny, szmajsera. To niemiecki pistolet maszynowy, szmajser.

  • A jeszcze przed Powstaniem pan wiedział o tym, że się zbliża jakaś duża akcja? Że Powstanie ma wybuchnąć?

Nie.

  • To było dla pana zaskoczenie?

No, tak. Do pewnego stopnia zaskoczenie. Jak dla wszystkich. Ja nie wiedziałem, że Powstanie ma wybuchnąć.

  • A jaka była atmosfera w mieście? Pamięta pan dni poprzedzające Powstanie?

Normalne życie. Tyle że wszyscy się kręcili, każdy handlował. Trzeba było jakoś żyć.

  • Gdzie panu się kazano stawić 1 sierpnia? Pamięta pan miejsce zbiórki?

Ja miałem skierowanie do zgrupowania na Żoliborz. Ale na Żoliborz nie mogłem się już dostać, bo przejście nad Dworcem Gdańskim było obsadzone przez Niemców. Tak że nie dostałem się do swojego zgrupowania i wtedy dołączyłem do zgrupowania „Bełta”.

  • A pierwotnie do jakiego był pan na Żoliborzu przydzielony?

Jako harcerz, jako żołnierz miałem się zameldować na Żoliborzu i taki był rozkaz. Ale się nie dostałem. No i w Śródmieściu dołączyłem do zgrupowania „Bełta”. No i tam żeśmy atakowali „czerwoną” ambasadę, czyli róg Mokotowskiej i alei Róż. To żeśmy tą ambasadę atakowali. A potem brałem udział w ataku na Politechnikę Warszawską.

  • A pamięta pan, jak był pan uzbrojony i ubrany?

Miałem jakąś kurtkę i spodnie zimowe. Takie jak się w zimie nosi.

  • Od razu miał pan już szmajsera?

Nie, szmajsera to dostałem od kolegi, który był ranny. On leżał z tym szmajserem i nie chciał mi oddać. Mówię: „Nie będziesz leżał ze szmajserem w szpitalu” – no i w końcu mi oddał tego szmajsera.

  • To do Powstania z jakim rodzajem broni pan poszedł? Z jakąś bronią palną, granatem, butelką?

Nie, ja tylko ze szmajserem. A z butelką to nie. I z granatami nie. Brałem udział w ataku na Politechnikę Warszawską. Myśmy ją zajęli, a w końcu Niemcy nas wyparli z tej politechniki. Od Pola Mokotowskiego podjechały czołgi. I pamiętam, jak podjeżdżały czołgi, to ci żołnierze wołali: Franz, unsere Panther – nasza „Pantera”. Czołgi niemieckie to były „Pantery”. Tylko jak one podjeżdżały pod barykadę, to się one nie wycofywały tyłem. Nie robili zakrętu, bo bali się obstrzału. Z tyłu bardzo łatwo trafić w czołg, prawda. W motor. To się zawsze cofali tak samo, jak podjeżdżali. Niemcy wołali: Franz, unsere Panther. A myśmy dawali do „Pantery” popić.

  • Czym odpieraliście ataki czołgów, pamięta pan?

Mieliśmy Piata. No i mieliśmy karabiny. Ja miałem szmajsera, pistolet maszynowy.

  • Ten Piat jeszcze przed Powstaniem był w oddziale?

Nie, nie. To były angielskie zrzuty.

  • Pamięta pan te zrzuty? Towarzyszyła im radość, wyczekiwanie desantu spadochroniarzy? Pamięta pan, jak to było?

Wszyscy myśleli, jak leciały spadochrony z bronią, że to armia. A to Anglicy rzucali nam tylko sprzęt i lekarstwa. No i bieganie po politechnice. Oni do nas, my do nich. Każdy liczył: albo ty go zabijesz, albo on ciebie zabije.
  • Dochodziło do walki wręcz?

Nie, nie było takich odległości na parę metrów, tylko na kilkanaście metrów. Niemcy do nas strzelali, a my do Niemców. Taka ganianka. A w końcu nas z politechniki przepędzili. Żeśmy ustąpili. Oni byli w przewadze, a nasze siły były słabe. Nie byliśmy taką wielką armią.

  • Bał się pan, że będzie pan ranny, że zginie?

Nie. Nikt się nie bał. Tam nie było czasu na banie się. A potem byłem ranny. Na ulicy Skorupki. Tam byłem na przepustce. Ostrzeliwali z granatników i dostałem z granatnika w plecy. No i stamtąd zawieźli mnie do szpitala polowego. A potem stamtąd Niemcy wszystkich wygonili. A potem – wiem, że to Wehrmacht – wojsko nas odwoziło takimi ciężarówkami do pociągu. I do Krakowa. No i w końcu wylądowałem w szpitalu krakowskim. A stamtąd potem wyszedłem, pojechałem do rodziny w Poznańskim. A potem przeniosłem się do Gdańska. I w Gdańsku pracowałem w zakładach olejarskich. W Gdańsku też się uczyłem. A z Gdańska wróciłem do rodziny w Poznańskim, a potem się przeniosłem do Wrocławia. Wróciłem już do Wrocławia na stałe.

  • A wracając jeszcze do Powstania. Który moment Powstania szczególnie wrył się panu w pamięć? Pamięta pan takie wydarzenie?

Wszystkie były pełne wrażeń.

  • Czy zapamiętał pan jakieś ciekawe anegdoty z Powstania Warszawskiego?

Nie pamiętam. Nikt tam specjalnie się nie bawił w anegdoty. Trzeba było się bić: albo ja ciebie, albo ty mnie.

  • A miał pan kontakt ze swoją rodziną w czasie Powstania?

Raz byłem tylko. Rodzina mieszkała na Hożej. I tylko raz byłem na przepustce w odwiedziny. A potem nie miałem czasu.

  • A miał pan jakąś dziewczynę, kochał się pan w jakiejś sanitariuszce?

Sanitariuszki były, ale o miłości to się tam nie mówiło. Nie było czasu, poza tym byłem za młody, żeby się wdawać w jakieś romanse damsko-męskie. Równe dziewuchy były sanitariuszki. Raz nawet pamiętam, nie było co jeść, to one gdzieś poszły i cały taki kocioł zupy ugotowały. I żeśmy tą zupę jedli z garnka.

  • A ciężko było z wyżywieniem? Zaznał pan głodu?

Nie, nie. Głodny nie byłem. Tam były w tej dzielnicy na Mokotowskiej i alei Róż domy, ale już bez mieszkańców. Oni opuścili mieszkania. No i w tych mieszkaniach były jeszcze różne smakołyki. Pamiętam, żeśmy jakieś konfitury znaleźli w takim pomieszczeniu w kuchni, to żeśmy te konfitury jedli. A tak specjalnie jedzenia to nie było.

  • Był pan świadkiem jakichś zbrodni popełnionych przez Niemców albo innych wstrząsających wydarzeń?

Tylko jak mieszkaliśmy na Piusa, na Pięknej, obok niemieckiej ambasady. Kiedyś ulica była zamknięta, a my mieliśmy dom zaraz obok niemieckiej ambasady. Przywieźli cywili i tam ich rozstrzeliwali. Ustawili pod murem niedaleko nas, tam przy niemieckiej ambasadzie, i rozstrzeliwali. A potem przyjechał zakład [niewyraźne] miasta i tych wszystkich zabitych zabrali i wywieźli. A Niemcy odmaszerowali i poszli do diabła.

  • Pańskie siostry też brały udział w Powstaniu?

Młodsza siostra brała udział w Powstaniu na Mokotowie, a starsza siostra nie. Z matką była.

  • Jak było w szpitalu, w którym pan przebywał? Ciężkie warunki tam panowały?

Tak jak szpital. Polowy szpital w mieszkaniu. Coś tam do jedzenia dawali.

  • Pan dostał odłamkiem w plecy? Tak?

Tak.

  • I „na żywca” był pan operowany?

Na żywca. Plecy były rozwalone. Przycięli, odłamek wyciągnęli, zszyli i uciekaj. Dali do leżenia. Potem ze szpitala to nas Niemcy wzięli na ciężarówki i wywieźli aż koło szpitala Dzieciątka Jezus. I stamtąd szpital był ewakuowany i wywieźli nas do Krakowa. Leżałem potem w krakowskim szpitalu.

  • A ilu żołnierzy liczył oddział, w którym pan służył, jak rozpoczęliście Powstanie?

Nie pamiętam.

  • A wielu spośród kolegów zginęło w czasie Powstania?

Jeden Staszek zginął. Potem Tadek pod politechniką padł. Potem Zdzicho do Ameryki pojechał, w dalszym ciągu jest w Ameryce. A poza tym to się nie pamięta szczegółów. Trzeba było się tłuc – albo ty jego, albo on ciebie.

  • A dlaczego pan w ogóle poszedł do Powstania?

No bo byłem w harcerstwie. W czasie okupacji i przed wojną. No i jak mówiłem, moje skierowanie było na Żoliborz. Na Żoliborz się nie dostałem. W Śródmieściu byłem, w zgrupowaniu „Bełta”. No i najpierw żeśmy się tłukli pod „czerwoną” ambasadą, to czeska ambasada była; róg Mokotowskiej i alei Róż. To żeśmy się tam z Niemcami tłukli. Jak żeśmy w końcu zdobyli, to dwóch Niemców było na dachu. To ich chłopaki zastrzelili. I tylko tak – [niezrozumiałe] i za chwilę już na jezdni leżeli. Z dachu zrzucali ich. Jak to walka.

  • A walki o politechnikę pamięta pan? Czy walki toczyły się o pomieszczenia? Jak to wyglądało?

Myśmy zajęli politechnikę i połączenie było z ulicą Noakowskiego. A Niemcy już od Pola Mokotowskiego nas ostrzeliwali. I tam myśmy się z tymi Niemcami po tym budynku ganiali. My w nich, a oni w nas. Ale nas w końcu, cholera, wygonili. Wyprali nas po prosu. Myśmy nie dali rady. To żeśmy się wycofywali takim przekopem od politechniki, aż do ulicy Noakowskiego. To wiem, że jak żeśmy się wycofywali, to Niemcy już siedzieli w politechnice. Myśmy wychodzili, to już siedział strzelec w politechnice i który się wychylił, to zaraz dostał w głowę. Ja też się wychyliłem, ale tylko dla sportu, żeby się pokazać. On już myślał, że wychodzę i strzelił. Jak strzelił, to nim on załadował broń, to ja dawno dałem nura i uciekłem. Już się wycofałem. Tak że takie to historie były.

  • Nie owało amunicji?

Ja miałem szmajsera i miałem naboje do szmajsera. A z reszty chłopaków to paru miało karabiny, a reszta to nie wiem. Mieli granaty. Takie ganianie.

  • A jak był pan ranny i Powstanie się już kończyło, pan wiedział, że Powstanie zbliża się ku końcowi?

Tak. Jak już w szpitalu leżałem, to był koniec Powstania. Potem nas wywieźli.

  • I o czym pan myślał? To było jakieś przygnębiające czy towarzyszyła panu ulga?

Trudno mi powiedzieć, jakie miałem uczucia wtedy. Ale nie radosne. Na pewno. Powstanie upadło, a chłopaków albo do szpitala, albo do niewoli, albo do piachu.

  • Jak był pan traktowany przez Niemców? Bo to oni przeprowadzili ewakuację szpitala?

Tak, Wehrmacht. To byli żołnierze. To nie było SS czy jakieś gestapo. Oni nas do ciężarówki i jazda – na dworzec, do pociągu i do Krakowa. Wywieźli nas do szpitala krakowskiego. Ale Wehrmacht to raczej traktował nas jak żołnierzy. Jakby nas brało gestapo albo SS, to inaczej by nas traktowali. Oni nas źle nie traktowali.

  • Ile czasu pan spędził w szpitalu w Krakowie. Wrócił pan do zdrowia, czy jeszcze nie?

Tak. W Krakowie leżałem dwa lub trzy miesiące. No i stamtąd pojechałem do rodziny w Poznańskie. Najpierw w Krakowie moja siostra była, a potem pojechałem w Poznańskie. Pod Poznaniem moja matka mieszkała z ojcem i z drugą siostrą, bo stamtąd pochodzili.

  • Czyli rodzice do żadnego obozu nie byli wywiezieni?

Nie. Nie byli nigdzie internowani. Tak jak cywile.

  • A koniec wojny, maj 1945 roku, gdzie pana zastał?

Koniec wojny to mnie zastał w Poznańskim. Tam byłem u rodziny. Z matką i z ojcem, i siostrą. W Poznańskim mnie zastał koniec wojny. Najlepsze to było poznanie Krasnej Armii. Jak leżałem w Krakowie, to trochę już chodziłem. Wypożyczyłem laskę od takiego staruszka i poszedłem sobie na miasto. Idę sobie z tą laską, a tu podchodzi ruski i mówi: „Pan, dawaj laskę”. Takie było moje pierwsze spotkanie z Armią Czerwoną. Zabrał mi tę laskę i poszedł. Pomyślałem: „Ty cholero”.

  • Był pan represjonowany po wojnie przez władze komunistyczne?

Nie. Parę razy byłem wezwany na UB, tutaj we Wrocławiu, na przesłuchanie. Co, jak – takie tam gadki szmatki. Ale nic mi nie mogli udowodnić. Tylko się pytali, skąd pochodzę, w jakich oddziałach byłem. Gadki z UB. Ja siedziałem przy stole, a on siedział na krześle i na stół, chyba żeby mnie postraszyć, położył pistolet. Myślę sobie: „Ty durniu, czym mnie straszysz? Pistoletem?”. Specjalnie się nie czepiali.

  • A kiedy pan trafił do Wrocławia?

Do Wrocławia przyjechałem z Poznańskiego, bo chciałem iść na uczelnię, na Politechnikę Wrocławską. Przyjechałem do Wrocławia i chodziłem na politechnikę, a jednocześnie pracowałem jako technik w Instytucie Medycyny. Na Chałubińskiego bodajże, nie pamiętam, jak się ta ulica nazywa.

  • Od początku mieszkał pan w tym miejscu, w którym się znajdujemy?

Nie. Przedtem mieszkałem w innym miejscu.

  • A bywa pan w Warszawie czasami?

Ostatnio to nie. A przedtem to byłem parę razy w Warszawie.

  • I jak bywa pan w Warszawie, to wracają wspomnienia z Powstania?

Trochę się pamięta. Ale Warszawa to było inne miasto.

  • Idąc do Powstania, miał pan osiemnaście lat. Gdyby znowu miał pan osiemnaście lat, to poszedłby pan do Powstania?

Poszedłbym.

  • A dlaczego?

Bo to jest odruch. Jak się jest Polakiem, to trzeba się za Polskę bić.

  • Po prostu?

Tak jak każdy.

  • Ma pan jakieś przesłanie, jakąś myśl, którą chciałby pan przekazać młodemu pokoleniu Polaków?

Żeby pamiętali o Polsce. O kraju, w którym się urodzili. I trzeba pamiętać, że to jest ich ojczyzna. Ma się jedną ojczyznę.



Wrocław, 17 maja 2010 roku
Rozmowę przeprowadził Mariusz Rosłon
Jerzy Ruge Pseudonim: „Kuna” Stopień: starszy strzelec Formacja: Batalion „Bełt” Dzielnica: Śródmieście Południowe Zobacz biogram

Zobacz także

Nasz newsletter