Pseudonim:
"Grażyna"
Data urodzenia:
1921-01-27
Data śmierci:
2015-01-05
Funkcja:
pielęgniarka
Miejsce urodzenia:
Skąpe
Imiona rodziców:
Stanisław - Leonia
Wykształcenie do 1944 r.:
Uczennica szkoły rolniczej
Udział w konspiracji 1939-1944:
Podczas nauki wstąpiła w szeregi AK. Brała udział w kursach sanitarnych, uczestniczyła w wykładach polityczno-historycznych. Po przeszkoleniu Czerwonego Krzyża pracowała jako pielęgniarka w szpitalu Maltańskim.
Oddział:
"Bakcyl" (Sanitariat Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej) - III Obwód "Waligóra" (Wola) Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej - punkt opatrunkowy ul. Wolność 14 (podczas okupacji ul. Zegarmistrzowska); następnie Grupa "Północ" - Szpital Chirurgiczny nr 3 ul. Miodowa 23, potem Szpital Maltański
Dzielnica:
Wola - Stare Miasto
Odznaczenia:
Krzyż Walecznych
Nazwisko po mężu:
Kleniewska-Karska
Losy po wojnie:
W 1946 roku wyjechała do Anglii. Przez ponad 30 lat mieszkała w Kanadzie, ostatnie lata spędziła w Londynie.
Miejsce śmierci:
Londyn
Miejsce pochówku:
Columbarium Kościoła N.M.P. Matki Kościoła na Windsor Road w Londynie
Informacje dodatkowe:
Współpracowniczka dr. Stanisława Milewskiego-Lipkowskiego (kawalera maltańskiego i kierownika Szpitala Maltańskiego w Warszawie)
Wspomnienia:
    "W AK odbyłyśmy przeszkolenie broni. Jedna z koleżanek miała przywieźć karabin. Ponieważ nie było innej komunikacji, wiozła broń tramwajem. Była wiosna, więc ona przyozdobiła ten karabin jak drzewko. U góry doczepiła liście, włożyła patyk i owinęła papierem. Weszła do tramwaju i jedzie. Był straszny tłok. W pewnym momencie chłopak, niezadowolony z tego, że ona zajmuje tyle miejsca, krzyknął: „Co pani karabin wiezie?!” Jej się zupełnie słabo zrobiło. Na lekcję przyszła blada i bardzo zdenerwowana. W końcu nigdy nie wiadomo, co mogłoby się stać. W 1940 roku dostałam się do szkoły rolniczej, miniatury SGGW. Podczas nauki włączyłam się do AK. Brałam udział w kursach sanitarnych, uczestniczyłam w wykładach polityczno- historycznych. Naturalnie po jakimś czasie była przysięga do grupy, którą potem nazwałyśmy „Nasza Dziwna Grupa”. Po przeszkoleniu Czerwonego Krzyża pracowałam jako pielęgniarka w szpitalu Maltańskim. Wykształcenie miałam stosunkowo niewielkie. Nigdy nie zapomnę, jak miałam nocny dyżur w szpitalu. Przywieźli chorego – ślepa kiszka. Doktor Żebrowski powiedział do mnie: „Siostro, chorego na salę operacyjną”. Na miejscu miałam podawać narkozę. Pomyślałam sobie, Jezus Maria, nigdy nie dawałam narkozy. W rękach jestem słaba, a wtedy narkoza wyglądała tak, że kapało się na nos i trzeba było trzymać szczęki, żeby chory się nie udusił. Ręce mi opadały zupełnie, ale jakoś przetrzymałam. Przeżycie nie do zapomnienia. Równocześnie, z koleżankami pracowałyśmy w innej dziedzinie. Prowadziłyśmy schronisko dla dzieci. Z dworca głównego w Warszawie wykradałyśmy dzieci wywożone z Zamojszczyzny. Podchodziłyśmy do pociągów i brałyśmy dzieci jako swoje. Ukrywałyśmy je czasowo na Woli, w fabryce. Później wyrabiało się im fałszywe papiery. Na zmianę miałyśmy dyżury w opiece nad nimi. Przed powstaniem ciągnęłyśmy losy, które pójdą na powstanie, a które z dziećmi. Szczęśliwie, państwo Mazaraki udostępnili nam oficynę w swoim majątku koło Skierniewic. Naturalnie kilka z nas zostało, żeby tymi dziećmi się zajmować. Ja wyciągnęłam los na powstanie. (...) Na ulicy Okopowej na Woli zorganizowałyśmy szpitalik. Urzędowałyśmy parę dni i stamtąd musiałyśmy wycofać się na Stare Miasto. Znowu tylko przez kilka dni miałyśmy szpital na Starym Mieście, aż przeniosłyśmy się na pasaż Miodowa-Długa, gdzie w piwnicy był dosyć duży szpital. Miałyśmy kilka sal, naturalnie miałyśmy również i rannych Niemców. W tym szpitalu przeżyłyśmy bombardowania, pożar, upadek samolotu z Południowej Afryki. A potem koniec. Czuło się, że Starówka upada, wiedziałyśmy, że na drugi dzień mogą ją zająć Niemcy. Przeszłyśmy do pokoju, przy naszym szpitalu, żeby wszystko przygotować, a rannych Niemców postawić przy drzwiach. Do swojej koleżanki Helenki Brzozowskiej powiedziałam: „Słuchaj Helenka, obok na drugiej sali, gdzie są chorzy, ksiądz odprawia mszę”. I wyszłyśmy. W tym momencie bomba uderzyła w pokój, który opuściłyśmy. 12 koleżanek zginęło. Tylko my dwie przeżyłyśmy. Naturalnie wrócić już nie mogłyśmy. Przeszłyśmy od drugiej strony, starałyśmy się odsuwać gruzy, ale to wszystko było zbyt ciężkie, nie dałyśmy rady. Ale rozmawiałyśmy jeszcze z nimi, podawałyśmy im wodę przez dziurkę. Wśród nich była moja kuzynka, Jolanta Mirosławska. Pamiętam, powiedziała do mnie: „Wiesz, palę się od nóg”. Coś potwornego. Dała mi sygnet, który miałam przekazać jej mamie. Co dalej robić? Musiałyśmy tych co żyją wynieść ze szpitala. I tak, po kawałku, przenosiłyśmy. Jednego kładło się na ziemi i wracało po następnego. Aż doszłyśmy do szpitala Maltańskiego, na ulicy Senatorskiej. Kawałek drogi. I tam przyjęli tych rannych. A mnie przewieźli do szpitala na Wolę. Ponieważ obsługi było dosyć dużo, tych co ze Starówki przyjeżdżali starali się wywozić poza Warszawę. Wywozili na wozach, przykrytych płachtami do pierwszej możliwej stacji kolejki. Ja też tak wyszłam i wsiadłam do pociągu. Do końca życia nie zapomnę rozmowy, której byłam świadkiem. Dwie paniusie, siedzące za mną, opowiadały, jak to wczoraj było przyjemnie na brydżu. To był szok dla mnie! Taka tragedia, takie przeżycia…Człowiek myślał, że wszyscy bierzemy w tym udział, że cała Polska… A tu życie toczyło się normalnie – opowiada pani Teresa. – W lecie 1945 roku przeprowadziłyśmy ekshumację zwłok naszych koleżanek. Spotkałyśmy się z Helenką w Warszawie, wynajęłyśmy firmę pogrzebową, która obiecała nam pomóc. Było bardzo ciężko, byłyśmy w strasznych warunkach finansowych, nie miałyśmy co jeść. Wydobyłyśmy te spalone zwłoki i pochowałyśmy na cmentarzu powązkowskim w Warszawie. Na nagrobku widnieje napis autorstwa Helenki: „Pamiętajcie o nas w modlitwach Waszych, nie po to się żyje, by walczyć, lecz walczy się po to, by żyć. A jeśli ci życia nie starczy, to śmierci spójrz w oczy i idź.”
Publikacje i artykuły:
    "Śmierci spójrz w oczy i idź" w : Cooltura - Polish Weekly Magazine 08.2009
Archiwum Historii Mówionej:
Posiadasz jakiekolwiek dane lub materiały o mieszkańcach stolicy, którzy zginęli lub zaginęli w trakcie Powstania Warszawskiego? Chcesz poprawić biogram lub dodać nowe informacje o ofiarach cywilnych? Zaproponuj zmiany w formularzu. Wszystkie uwagi będą weryfikowanie przez grono historyków Muzeum Powstania Warszawskiego i po weryfikacji uzupełniane w bazie.

Pomóż uzupełnić bazę biogramów

Fotografia z Powstania Warszawskiego. Patrol sanitarny przechodzący przez barykadę na ul. Piekarskiej. Na dalszym planie po lewej, za kamieniczką Piekarska 18, wylot ul. Rycerskiej. Autorem zdjęcia jest Jerzy Chojnacki "Chojna". Zdjęcie ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego, sygn. MPW-IH/2233. Według informacji przekazanych przez panią Teresą Karską podczas jej wywiadu dla Archiwum Historii Mówionej na zdjęciu widoczne są Teresa Kobyłecka-Karska „Grażyna", Zofia Przedpełska "Hania"  i Helena Brzozowska "Anna".

Fotografia z Powstania Warszawskiego. Patrol sanitarny przechodzący przez barykadę na ul. Piekarskiej. Na dalszym planie po lewej, za kamieniczką Piekarska 18, wylot ul. Rycerskiej. Autorem zdjęcia jest Jerzy Chojnacki "Chojna". Zdjęcie ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego, sygn. MPW-IH/2233. Według informacji przekazanych przez panią Teresą Karską podczas jej wywiadu dla Archiwum Historii Mówionej na zdjęciu widoczne są Teresa Kobyłecka-Karska „Grażyna", Zofia Przedpełska "Hania" i Helena Brzozowska "Anna".

Teresa Janina Kobyłecka - Kleniewska-Karska "Grażyna" - na zdjęciu w roku 1946.

Teresa Janina Kobyłecka - Kleniewska-Karska "Grażyna" - na zdjęciu w roku 1946.

Portret Teresy Kobyłeckiej - z archiwum rodzinnego udostępnił p.  Bob Tatarski.

Portret Teresy Kobyłeckiej - z archiwum rodzinnego udostępnił p. Bob Tatarski.

Nasz newsletter