Mieczysław Krop
stopień
cywil
dzielnica
Ochota

Mieczysław Krop, urodzony 2 stycznia 1930 w Warszawie.

  • Co pan pamięta z okresu dzieciństwa jeszcze przed wybuchem wojny, jak wyglądało życie w Warszawie, co robiły dzieci?


Wie pan, dużo jest do powiedzenia na ten temat. Tak jak powiedziałem, pamiętam pogrzeb Piłsudskiego, gdzie z ojcem byłem na Polu Mokotowskim, a później, jak już pociąg jechał do Krakowa, to byłem na przejeździe kolejowym Warszawa–Czyste, jak powoli pociąg jechał, trumna, warta i tym podobne. No i później, w międzyczasie budowano… w międzyczasie była budowa tej kolei radomskiej, to też od samego rana tankietki jechały na kierunek Krakowa. No i później wielki szum, krzyk, [to znaczy] w późniejszym okresie – chyba to był marzec – bodajże Zaolzie, gdy ludzi do wojska powoływali. Między innymi sąsiada też powołali do wojska. I tak było aż do sierpnia, choć w społeczeństwie było głośno: „Co to będzie, co to będzie?”.

  • Jeszcze tutaj panu przerwę. Jak z pańskiej perspektywy wyglądał pogrzeb Józefa Piłsudskiego? Ludzie byli w jakich nastrojach, co się mówiło?


Jakie nastroje, wie pan… Na Polu Mokotowskim tłumy były ludzi, którzy go żegnali. Na tym przejeździe kolejowym Warszawa–Czyste też kupa ludzi była i czekali, kiedy będzie ten cały kondukt przejeżdżał. Żałowali Piłsudskiego, z tego co mi się wydaje.

  • A jak wyglądało takie życie codzienne z pańskiej perspektywy? Co dzieci robiły? Wspomniał pan, że mieszkał pan na Ochocie, tak?


Tak.

  • To jak wyglądało w czasie wojny życie dzieci, gdzie urzędowały?


Zabawa, nie to co teraz zabawa. Kiedyś przychodziłem ze szkoły, to do kolegów albo grać w klipę… A to klipa, nie wiem, czy pan wie, co to jest. Klisze pocięte po pięć okienek i rzucało się jeden do drugiego jakąś tam szajbą czy czymś i albo jedną, albo kilka klisz trzeba było zapłacić koledze. Lub koło od roweru czy fajerka i się latało. W zimę to na ulicach łyżwy, sanki. Teraz tego już nie ma.

  • W którym miejscu pan mieszkał na Ochocie?


W którym miejscu? Wie pan, gdzie jest pomnik Reduta Ordona?

  • Tak.


To w pobliżu jego. I między innymi pamiętam, jak było odsłonięcie tego pomnika, to było w godzinach rannych, była kompania honorowa, odsłonięcie i później ten sam pododdział podszedł do odsłonięcia pomnika w parku Sowińskiego. Taki moment może niezbyt przyjemny jako chłopaczek, a ja miałem na głowie beret – ktoś mi zwrócił uwagę, że jak grają, to beret należy zdjąć. I to był bodajże trzydziesty ósmy rok, jak się nie mylę, tego odsłonięcia. No i tak doszło do trzydziestego dziewiątego roku.

  • No właśnie, a jak to wyglądało? Czy państwo byli nastawieni na to, że będzie wojna? W domu się mówiło o tym?


Tak, takie było nastawienie. Tyle było szumu, tych plakatów i tym podobne, że ludzie: „Co to będzie, co to będzie?”. Tylko nie myśleli, że tak to będzie wyglądało. Ojciec był w robocie… Aha, i przedtem było podane, że będą nad Warszawą ćwiczenia samolotów myśliwskich.

  • Przed samym wybuchem wojny, tak?


Tak.

  • To był komunikat polski?

 

Tak, to był polski. I gdzieś godzina czternasta, stałem przed budynkiem i samoloty były, ale ogienki leciały z samolotów. Później okazało się, że to było pierwsze starcie polskich myśliwców z niemieckimi. Była godzina czternasta, w tym przedziale. Ojciec przyszedł już z pracy. Wojna, radio podało też ten komunikat, że już jest wojna. No i później bombardowania. W tym budynku, w którym mieszkałem, była piwniczka dość głęboka, to sąsiedzi chowają się u sąsiadów przed bombami. No i od tego budynku pięćdziesiąt metrów dwie bomby spadły. Panika: „O, gaz, gaz”, a to był skutek spalenia się po wybuchu ładunku. No, 5 czy 6 września…

  • A niech mi pan powie, czy te tereny były mocno bombardowane? Bo tam generalnie…


Były bombardowane z tego względu, że tam obok była stacja rozrządowa, kolejowa, była parowozownia i tam niestety Niemcy zrzucali bomby, niszczyli to. I to będzie gdzieś, tak, jak mówię, 4, 5 września. Wszyscy uciekali przed bombami na forty szczęśliwickie. Bomby spadały tam, ale nie przebijały tych stropów. I też ten siódmy, ósmy, to mi ciężko skojarzyć, już jak Niemcy podeszli do Warszawy, tu od kierunku Okęcia i Włoch, szwabi się znaleźli na fortach i wszystkich mężczyzn zabrali. Pamiętam jakiś tam (teraz to wiem, że już podoficer) Niemiec z pistoletem chodził i tak wszystkich mężczyzn zabierał. No i zabrali. Ojciec był przez nich [zabrany] do Mszczonowa, ale jakoś uciekł i wrócił. Jakiś, ja wiem, dzień, dwa, nasze oddziały zrobiły natarcie na tych Niemców, którzy byli tam już na tych fortach. Tam ich sporo poległo i do końca wojny raczej się nie pokazali. Bo tam byliśmy gdzieś do dziesiątego, piętnastego, w tym przedziale czasu, i uciekliśmy do rodzinki na Lwowską, przy politechnice. No i tam jak dziś pamiętam ten obrazek, że patrzyłem się w kierunku, jak w tej chwili od Dworca Zachodniego, patrząc na Dworzec Główny, była walka, jak niemiecki samolot spadał, dym za nim leciał. Był zestrzelony.

  • Pamięta pan mniej więcej, gdzie on mógł uderzyć, rejon?


Nie, bo on leciał od zachodu na południowy czy północny wschód.

  • I co było dalej?


A dalej, na Lwowskiej byliśmy, bombardowali, i samoloty, i artyleria, do chwili kapitulacji. Kapitulacja, wielka defilada w Alejach Ujazdowskich. Lwowska, politechnika i plac przed politechniką, bo tamtędy te oddziały po tej defiladzie przemieszczały się na Okęcie, no to cały sznur żołnierzy, oczywiście wystrojonych, przemaszerowali.

Wróciliśmy, znaczy chcieliśmy wrócić na Mszczonowską, ale tam w tych pomieszczeniach, w tej okolicy Niemcy byli, mieli swoje siedziby. No ale jeden pokój zostawili. Tam przebywaliśmy gdzieś do 15 października albo i dalej, datę ciężko mi powiedzieć, żebym to mógł określić. Wynieśli się. Jak już weszliśmy do mieszkań, no to w szafie kupa gwoździ wbita, na których wieszali karabiny. Za obrazem jakaś puszka była z nieczystościami, bo się bali wyjść chyba.

  • Zostawili bałagan.


Tak. No i później już ich nie było, ale wszędzie była obstawa, no i też między innymi taki obrazek [zapamiętałem]: ja jako ten chłopaczek, gówniarz, a że miałem kolegów na terenie kolei, bo tam razem do szkoły chodziliśmy i tym podobne… przechodził obywatel z Woli na Ochotę. Szwabi go zrewidowali, znaleźli granat, zabrali. Tyle co później słyszałem, to sąd polowy go rozstrzelał, ale tego nie widziałem, to sąsiedzi mówili. I zaczęła się okupacja. Do szkoły poszliśmy od listopada dopiero. Bo do szkoły chodziłem na Bema, przy Wolskiej. Tam była szkoła powszechna 132, gdzie chodziłem, dyrektorem był Lewandowski, i druga szkoła, numeru nie pamiętam, to była szkoła, gdzie był dyrektorem Wróblewski. No i nauka, ale nauka… Język wprowadzili niemiecki, polski, matematyka, rysunki, śpiew i dalej to już nie pamiętam, co tam było. W każdym razie skończyłem szkołę, to zaczęli tam wprowadzać trochę geografii. Ale niemiecki tylko był jeden rok, bo nikt nie chciał się uczyć. Dostałem linijką, bo opór przeciwko tej władzy. Później żałowałem, że się nie uczyłem niemieckiego, bo Niemcy szybciej zmądrzeli jak my, bo oni polskiego się uczyli, a my już nie, tego niemieckiego nie uczyliśmy się, bo doszliśmy do wniosku, że po co uczyć Polaków ich języka. To tylko rok czasu był ten język. No, z tym że szkoła z Bema, chyba niecały rok, wyrzucili nas i przenieśli tę szkołę na Młynarską. W tej chwili ta szkoła jeszcze jest. Była na terenie tramwajowym. Po roku czasu wyrzucili nas z tej szkoły na ulicę Ordona, tak zwane baraki, i tam uczyliśmy się. Ale już tam z kilku szkół tłok się zrobił, kilka szkół było.

  • Ta szkoła na Ordona mieściła się na tyłach Dworca Zachodniego?


Później panu na rysunku pokażę. Ona była między ulicą Wolską a Dworską. Gdzie Dworska, to pan nie wie, obecnie jest nazwa Kasprzaka. I ja do szkoły chodząc, z Mszczonowskiej chodziłem Mszczonowską przez Przejazd, Ordona, do samej Wolskiej i do szkoły. A lekcje trwały niestety tylko trzydzieści minut. Czas na to nie pozwalał więcej poświęcić. Chodziłem do szkoły, szedłem z Mszczonowskiej ulicą Włochowską do ulicy Pomnikowej lub Wrocławskiej, też tych ulic nie ma. Wrocławska, to co jest, to jest już na Bemowie, to jest coś innego. Do Bema, tunelem przy Dworcu Zachodnim, też do szkoły na…

  • Młynarską.


Tak. Ordona, bo jak z kolegami się szło, no to w tę czy inną stronę. Też Ordona tego odcinka już dawno nie ma, bo to był parkan, tereny kolejowe. Jest tylko fragment tam, gdzie jeszcze była stacja rozładunkowa, towarowa. Tam się cuda działy, niestety.

  • To znaczy?


Po pierwsze, to w stronę Ochoty to, co kolejarze ukradli Niemcom z wagonów czy ci, co pracowali na składzie węgla i w parowozowni, to łatwiej im było przenosić ten towar na stronę Ochoty, a później innymi sposobami wędrowało to na całą Warszawę chyba.

  • Czyli dużo rzeczy stamtąd zostało Niemcom ukradzionych.


O tak, dużo, dużo. Tak samo, jak Niemcy z Grecji zwozili transporty z żółwiami, tam było kilka wagonów zabitych żółwi i Warszawa cała w knajpach miała zupę żółwiową. Niemcy pilnowali, tak zwani Bahnschutze. Przekupni byli, tam kolejarze mieli z nimi układy i zwykle pamiętam, godzina dwunasta, pierwsza, to oni mieli przerwę.

  • W nocy?


Nie, w dzień, w dzień. To kolejarze ile udźwignęli, tyle węgla nieśli, a później węgiel między innymi ja wózkiem woziłem na Szczęśliwice (teraz tam jest ulica Włodarzewska, a to była kiedyś wioska Szczęśliwice), no i tam sprzedawałem ten węgiel. Czy też jak taki epizod z tego okresu, kiedy było już getto. Wolska przy Sowińskiego, tam jest w tej chwili cmentarz Powstańców, ale przed tym cmentarzem jest glinianka (nie wiem, czy pan tam bywał), to tam było jeszcze bardziej na wschód od tej glinianki [były] duże dwie glinianki i stamtąd z getta były wywożone różne, różne rzeczy. No i oczywiście kupa zbieraczy, którzy szukali tam, znajdowali różne rzeczy, od złota poczynając, na innych drobiazgach kończąc. I to trwało, dopóki getto było czynne, a z getta przywozili to wozami konnymi.

  • Czyli jakby to były śmiecie?


Tak, napełniali te glinianki właśnie śmieciami z getta. W tej chwili, jak nieraz rozmawiam z kimś, mówię: „O, jaki ładny park, ale tu jest półtora metra ziemi, a reszta to jest gruz, śmiecie i inne rzeczy”. Nie wiedzą o tym ludzie.

  • Mowa o parku Sowińskiego?


Nie. To park, który jest w tej chwili na wschód od Powstańców i tam biegnie ulica Sowińskiego. Po lewej stronie jest cmentarz Powstańców, po prawej na wschód jest park założony już po wojnie.

  • Niech mi pan powie, czy panowie jako w sumie młodzi chłopcy, brali udział w takich wypadkach, żeby coś tam podkraść Niemcom, zwędzić?


Nie wypada mi o tym mówić. Trzeba było coś robić.

  • A gdzie panowie się wyprawiali? Na te magazyny kolejowe, na kolej czy gdzieś jeszcze?


Na wagony, na kolej.

  • I co najczęściej można było zwinąć stamtąd?


Co się dało. I żywność, i inne. Nawet jak szedłem, o tym wspominam, to przed Wielkanocą, nie pamiętam, który rok, dostałem po tyłku od rodziców, bo w nowy garnitur mnie ubrali, a przedtem parę dni z wagonów, tamtych niemieckich, „cykorię” wyciągnęliśmy. W cudzysłowie, bo to były ładunki wybuchowe, które Niemcy podkładali pod szyny i zapalnikiem eksplodowali. To jak już uciekali. No to jak był środek pobudzający, no to eksplodowało i wywalało. A my to podpalaliśmy taką „cykoryjkę” i się rzucało, i to ładnie iskrzyło. No i ja między innymi od tego wypaliłem marynarkę i dostałem manto. Wie pan, też takie rzeczy się działy. Czy też nieraz… ojciec mówi: „Masz, paczkę zanieś na Wolę pod taki i taki adres”. Ja jako gówniarz szedłem, Bahnschutze nie zaczepiali. Czy też nie wiem, co to było, teraz wiem, wcześniej nie wiedziałem. Dwie takie banieczki tutaj, na pasku przywiązane i też przenosiłem z Ochoty na Wolę. Też tam gdzieś, gdzie ojciec mi kazał. Tak że widzi pan, zawsze coś robiłem, nieraz nieświadom, co robiłem. Czy tam: „Masz, zanieś gazetę”, gdzieś tam, trzy gazety. Ci Bahnschutze na to nie zwracali uwagi, a tych esesmanów to raczej nie spotykało się. Tam w tej okolicy to dosyć dużo ludzi mieszkało.

  • Teraz się zmieniło troszkę.


Teraz jest pustkowie, tam w zasadzie nikt nie mieszka, bo w tej chwili to jest poligon ćwiczebny policji, z drugiej strony markety, jak Reduta czy Blue City. Z tym że widzi pan, też tu muszę wrócić do tematu, że jak Niemcy weszli, to tam był taki wał, jeszcze za cara, obronny, między Mszczonowską a budkami szczęśliwickimi i torem radomskim. A Polacy mieli swoje linie obrony tu, jak jest ulica Bateryjka, Bema. No i tam było natarcie (ale to już my wtedy byliśmy czy ja z rodzicami byłem na Lwowskiej), to położyli tam Niemców trochę. I nawet jak budowali tę Redutę, to jeszcze znaleźli jakiś niemiecki karabin, ale co z tym robili, to już mnie nie interesowało. Od Mszczonowskiej do tych wałów to znowu dużo Polaków było zabitych i między innymi na ogródku u ojca był ustawiony polski karabin maszynowy i tam ten żołnierz, który obsługiwał, Niemców trochę położył i jego tam zabili. Z tym że Polaków ekshumacja następowała w miesiącu marcu, kwietniu, Niemców to nie pamiętam, kiedy zabrali. Tak że widzi pan, taki pas neutralny. Tak, powinienem wcześniej o tym powiedzieć, ale przeleciało mi. I tak to przez całą okupację było. Nieprzyjemny obrazek, o czym wspominałem, jak mnie w IPN-ie przesłuchiwano na ten temat, bo tam mnie pewne rzeczy wkurzały i pisałem, aż w końcu ktoś poprosił, porozmawiał. No, co dalej można było powiedzieć. Na kolei to duża stacja rozrządowa była i ruch był duży, bo to był jedyny przejazd z Ochoty na Wolę. Bo przejazd, jaki był w tunelu przy Dworcu Zachodnim, co może panowie czytaliście, słyszeliście, że tam były rzekomo komory gazowe – to jest bzdura.

  • Właśnie, a jak pan tam był, to jak to wyglądało? Generalnie wiemy, że te tunele były zasypane, był tylko jeden przejazd, natomiast jak pan może…


Ten tunel był wybudowany gdzieś trzydzieści siedem, osiem, w tym okresie. I wtedy wybudowano Dworzec Zachodni, bo przedtem go nie było, ale była stacja Warszawa–Czyste. To bliżej, aż od Zachodniego w tej chwili, na zachód. I tam był tunel, który miał pięćdziesiąt, siedemdziesiąt metrów szerokości, że się mieściły dwa wozy konne. Ale tylko ten tunel był pod torami, gdzie był ruch pociągów osobowych, a dalej to była taka eska, musieli podjechać na górę przez przejazd dla pociągów ciężarowych i z powrotem Armatnią wrócić na Bema.

  • Czyli nic się nie działo w czasie okupacji w tych tunelach?


[Jeden] tunel.

  • Tak, w tunelu, bo te tunele odkopano dużo wcześniej, całkiem niedawno zresztą.


Mam to na jakimś zdjęciu, mogę panu później pokazać, jak to wyglądało. I wjazd do tego tunelu był z Bema, z tym że można było wjechać, jadąc Kopińską wzdłuż torów i eskę robiąc, żeby wjechać w tunel, lub od Kopińskiej ulicą Skalmierzycką (Skalmierzycka czy Skalmierzyńska), [która] była bardziej odsunięta na południe od torów kolejowych, też był wjazd do tunelu. No, miedzy tą ulicą, która biegła w pobliżu torów, a Skalmierzycką były przez Niemców budowane jakieś baraki ogrodzone, ale tam raczej były jakieś magazyny.

Też [pamiętam] taki nieprzyjemny epizod. Szedłem do szkoły, to był chyba październik, w kierunku zachodnim Niemcy pędzili mężczyzn, którzy mieli na plecach wymalowane jakieś tam cyfry i nieśli słupy drewniane. Za ulicą Mszczonowską, już wracając ze szkoły, stały dwie szubienice. Kto to był, co to nieśli? Przypuszczalnie jacyś więźniowie, którzy tam w jakimś baraku przy ulicy Armatniej, Ordona byli przechowywani. Godzina osiemnasta, na przejazdach kolejowych (tam były trzy przejazdy) pustka, nikogo nie ma, kolejarzy nie ma, nikt się nie rusza. Pełno Niemców. No, że ja miałem tam kolegów naprzeciwko tych szubienic, tam był tak zwany polski tlen, magazyn butli z tlenem, i tam ludzie mieszkali obok, między innymi pan Frejlak, chyba jeszcze może ktoś z jego rodziny żyje (bo ten budynek jest i te budynki polskiego tlenu też są), tam byłem u kumpla. Obstawione przyjechały samochody, a my przez szparki, jak to dzieciaki ciekawe, patrzyliśmy. Podjechały samochody, obstawa, tyłem cofnęli pod tę szubienicę i na komendę odjechali, bo oni na tych klapach tylnych odstawili po pięciu. Trzech w środku, dwóch na zewnątrz. Odjechali i została warta niemiecka, pilnowali tych ludzi. Ale to nie było powieszenie, tak jak to pokazują w filmach, jak to kat wiesza człowieka, tylko sznurek związany i oni tak wisieli, nogi mieli związane sznurkiem, bo to pamiętam, i się bujali. Jeden tu miał ten sznurek, drugi tu, trzeci z boku, że oni się dusili po prostu. I po trzech czy czterech dniach, to mi ciężko to powiedzieć, przyjechali, zabrali tych powieszonych. To była wtedy tak zwana akcja pięćdziesięciu, powieszeni byli przy Dworcu Zachodnim, byli powieszeni w Rembertowie i jeszcze gdzieś, i przy Dworcu Wschodnim, w okolicach węzła kolejowego powiesili ich.

  • Wiadomo, dlaczego zostali straceni?


A czy Niemcy się pytali? Przedtem był zamach na Niemców i na transporty i w odwet Niemcy, żeby wystraszyć Polaków, powiesili. Tak jak i rozstrzeliwania – to też taki obrazek. Dat nie pamiętam, bo na to nie jestem przygotowany, ale mógłbym przejść na Wolską, przy Syreny… Przywieźli Polaków, postawili na środku ulicy karabin maszynowy, tratatata i rozstrzelali, zabrali. To był widok ze szkoły, to chusteczkę maczaliśmy w tej krwi zamordowanych Polaków. Szczegół niewielki, prawda, ale takie to były kryteria czasów okupacji. Czy też była linia kolejowa biegnąca z Włoch do Dworca Zachodniego i linia radomska na Radom. Tam był most stalowy, taki most jeszcze jest, został przy Dworcu Wschodnim. I to był miesiąc luty bodajże. Na tym moście niewielu tam było szwabów, zaczaili się i w nocy tych, co nieśli te ukradzione z transportów towary po kolei trzech czy czterech z tego mostu pach, pach, pach, zastrzelili – sąsiadów, którzy tam mieszkali.

 

  • Niech mi pan powie, czy było wiadomo, że będzie Powstanie?


Raczej tak. Jako ten chłopaczek, bo akurat przed Powstaniem skończyłem naukę w szkole powszechnej, to tam bywałem i na kolei bywałem u kolegów, i ludzie rozmawiali między sobą, że to się wyczuwało, że coś będzie.

  • A czy na kolei miał pan kontakt z kimś, kto na przykład był w konspiracji?


Na kolei miałem kolegę Pęsika (jeszcze żyje, gdzieś tam mieszka na Grochowie) czy też Cacek, też takie nazwisko, to do nich chodziłem pobawić się i pobałaganić. To ruchy były, bo myśmy… tam sąsiedzi czy to kuzynka (jak miała na imię, chyba Wanda Deś czy Tarczyńska, czy Wiśniewska, bo to akurat były starsze ode mnie oczywiście, wiek jakieś osiemnaście lat) to te torby szykowali, to się wyczuwało. Zresztą Niemcy sami przeczuwali, że coś będzie.

  • Jak wyglądał wybuch Powstania w tamtych stronach? Rozumiem, że Powstanie zastało pana na Mszczonowskiej?


No, nie w pewnym sensie…

  • Dobrze, to niech pan nam opowie, jak to było.


Dlaczego. Bo 1 sierpnia pogoda była trochę gorsza jak dzisiaj (chmury, pułap był nisko, niby to miał padać deszcz), to już były ruchy ludzi, poznałem po ubiorze, bo to w jesionce, to w oficerkach, to z jakimś bagażem i tym podobne, się poruszali.

  • Czyli raczej widok niecodzienny?


Tak. No i właśnie rano szedłem do Mundka Gardowskiego (bo tam właśnie zgłaszałem te nazwiska), ojciec, matka i syn, bo to rodzinka była dalsza, do niego szedłem, jak to wakacje, żeby czas jakoś spędzić. No to już na Wolskiej taki jakiś ruch był. I taki sygnał, że coś może będzie. Wcześniej, dwa, trzy dni, duże jednostki Węgrów były wysyłane z frontu i przesłane na zachód. I też taki obrazek. Byłem z kompanią [kolegów] przy kościele Świętego Wawrzyńca, a oni wszystko oddawali. Tam im podwędziliśmy trochę amunicji, jakieś granaty czy coś, tak że o czymś świadczyło. Oni byli dość przyjemni dla Polaków, nie to, co Niemcy. No i godzina gdzieś szesnasta, już pokazały się strzały, a o siedemnastej już cała kanonada.

  • Czyli w którym miejscu wtedy pan był?


W drodze od niego do…

  • A gdzie on mieszkał?


Wolska 118. [W drodze] od niego do domu. No i w międzyczasie ojciec, który był u znajomych na Wolskiej, to było gdzieś w tym miejscu, gdzie w tej chwili jest osiedle Wolska (nie wiem, czy pan wie, gdzie), to zbierał [się] i szybko wracał do domu, to po drodze Niemcy ojca kilkakrotnie legitymowali. Ale że akurat miał legitymację, bo pracował w zakładach Puchalski czy [o podobnej nazwie], na „P” w każdym razie, które były na Żytniej, taką legitymację, że była podstemplowana na sierpień.

  • Co to były za zakłady? Czym one się zajmowały?


Jakieś metalowe wyroby były. Były na Żytniej, naprzeciwko Wroniej. Tam był Kercelak, za Kercelakiem te zakłady były. W każdym razie coś dla armii niemieckiej tam było robione na pewno. No i też ojciec dobił do domu.

  • Jak wyglądała dalsza ta część Powstania?


Dalsza część… Dużo opowiadania tu by było. Miałem ciotkę, która mieszkała na ulicy Wrocławskiej, i stryjka, który miał budynek dwupiętrowy na ulicy Kołomyjskiej 3, to jest trzydzieści metrów od wlotu do tego tunelu przy Dworcu Zachodnim. No to tam kursowałem, chodziłem w czasie Powstania do rodzinki. Z tym że na wzgórku, jaki był na ulicy Pomnikowej czy Szujskiego (tu mogę to mylić) stała artyleria przeciwlotnicza. Ale dla takich gówniarzy… Tam były sady i tym podobne, ja czy siostra – nikt nie zwracał na to uwagi i tam się przechodziło. „Własowcy” byli, ci to wozili, kobiety chowały się, żeby przeżyć jakoś, bo lazł taki „własowiec” z karabinem, w cholewie granat, za pasem granat, ten pałkowy i się panoszyli. Powstańców już tam nie było.

  • A byli przez pewien czas?


Tak. Jakiś oddział był na Włochowskiej i Na Bateryjce, ale oni dość szybko się wycofali, bo za dużo było na kolei Niemców. Później na fortach Szczęśliwice też Niemcy stali, to się wycofali. Zresztą na Ochocie Powstanie krótko trwało, krótko trwało. Jak mówię o Ochocie, powinienem się cofnąć trochę, do trzydziestego dziewiątego roku. Jak było to pierwsze natarcie Niemców na Warszawę, tu, gdzie w tej chwili kino Ochota jest, po przeciwnej stronie był jakiś zajazd, jakaś knajpa, coś w tym rodzaju, to od tego miejsca czołgami dojechali. Ale to już widziałem, jak wracaliśmy do domu, dwa spalone czołgi. Na jednym jeszcze taki przechylony szwab leżał – też ten obrazek mam przed oczyma. Czy też były naloty rosyjskie: najpierw zniszczyli Kercelak i chcieli trafić w tory kolejowe na Zachodnim, a trafili w tory kolejowe EKD (w tej chwili WKD), która biegła Nowogrodzką, Tarczyńską, Niemcewicza, Szczęśliwicką, dalej przez Szczęśliwice do Włoch lub do Grodziska. Też taki obrazek z tego okresu. Powstanie Warszawskie. Przez Dworzec Zachodni byli wywiezieni Polacy do Pruszkowa, przepędzani z tak zwanego Zieleniaka. A Zieleniak wie pan, gdzie jest?

  • Był na Ochocie.


Na Banacha. I w tej chwili to wybudowali ten nowy dom handlowy, też dali mu nazwę Zieleniak. Ale to był koniec Warszawy. Badylarze, rola uprawna, sady i tym podobne. I przy ulicy Opaczewskiej, naprzeciwko chyba Piotrowskiej, była remiza, zajezdnia tramwajowa, która została zniszczona przez Niemców w czasie Powstania i później nie odbudowano jej już wcale.

  • Przy Opaczewskiej?


Tak, przy Opaczewskiej. Też nikt o tym nie wie. No, ja wiem, bo jak jeździłem z Mszczonowskiej po marmoladę (na kartki) z buraków na plac Narutowicza, to wtedy chodziła „erka” z Narutowicza do tej zajezdni. Poza tym jeździłem czy to na cycku, czy na stopniu się jeździło, ale to młode lata.

  • Powstanie trwało na Ochocie krótko. Jak później to wyglądało? Pan mówił, że z Dworca Zachodniego byli wożeni ludzie. Jak pan to zapamiętał?


Tak, pociągami elektrycznymi. No, Niemcy pędzili i ci „własowcy”, jak my ich nazywaliśmy, obstawiali i do takiej jednostki elektrycznej, ile się dało, tyle ładowali i odjazd do Pruszkowa.

  • Czy mieliście jakiś kontakt z tymi ludźmi, czy oni byli raczej tak bardzo mocno pilnowani?


No, można było uciekać.

  • Czy zdarzały się jakieś ucieczki, widział pan?


Widziałem.

  • Czemu oni uciekali? Ze strachu? Ciężko powiedzieć.


Dlaczego uciekali… Wiedzieli, że gdzieś jadą i najczęściej to na tym odcinku za Dworcem Zachodnim dość wolno te pociągi szły. Za wały wskakiwali ludziska.

  • Przetoczyli się jacyś uciekinierzy przez państwa dom?


Nie.

  • Nie, nie dotarli.


Od razu uciekali na Szczęśliwice, a już na Szczęśliwicach było normalne życie. Włochy, Szczęśliwice, już normalne życie było w zasadzie. No, 15 sierpnia, nalot, pomoc dla Warszawy. Samoloty latały i na spadochronach rzucali. I między innymi taki samolot z załogą chyba kanadyjską spadł… w tej chwili, żeby to jakoś panu określić… Tu, jak jest w tej chwili ten dom handlowy Reduta, a te biurowce bliżej Dworca Zachodniego, to tam ten samolot spadł i jego ślad był, jak on spadał (to ja tam chodziłem jeszcze), to na wysokość gdzieś półtora, dwa metry ściął słup od światła, usiadł po prostu. I tam ten samolot spadł, zaczął się palić, od razu Niemcy się znaleźli, bo stali na tym, jak już wspomniałem, wzgórku przy Pomnikowej. Tam teraz śladu nie ma. I ich pochowali tam. I też (może już nie powinien o tym mówić) zostali ekshumowani i tym podobne, samolot rozebrali ludzie na złom. Ja też tam jeszcze znajdowałem wodę w opakowaniach, w puszkach, inne rzeczy, czy amunicja była, to chłopak, to mnie się przyda. I do czego tu chciałem dążyć? Tak jak powiedziałem jednemu panu, jak było odsłonięcie rzekomego pomnika, który stoi w tym miejscu, co strącony samolot angielski przy ulicy… On w tej chwili stoi przy rondzie Sybiraków. To jest jakieś pięćset metrów czy dalej, gdzie faktycznie ten samolot spadł.

  • No tak, bo on stoi po lewej stronie, jadąc w kierunku Pruszkowa. A ten samolot jak spadł, był po prawej stronie czy też po lewej?


Alei nie było.

  • Dobrze, to jak stoi pomnik, to mniej więcej na tej wysokości, jadąc w kierunku Pruszkowa to było, czy jakby na obecnej…


Który pomnik? Ten, co stoi?

  • Nie, gdzie spadł samolot. Jakby pan dzisiaj miał to umiejscowić, to gdzie to by było?


To już panu lokalizowałem, między domem handlowym Reduta…

  • Jasne, czyli po prawej stronie dzisiejszych Alej Jerozolimskich.


Tak, a pomnik stoi na rondzie Sybiraków, po lewej stronie.

  • To rzeczywiście jest spora rozbieżność, nawet więcej niż pięćset metrów.


Tym bardziej że tam był budynek, który nie był zniszczony w Powstaniu, i drugi, piętrowy, to jak budowali Aleje Jerozolimskie i ulicę Wery Kostrzewy, starą nazwą operuję, w tej chwili to [ulica [Bitwy Warszawskiej 1920] roku, rozwalili i tam ten drugi pomnik też postawili ofiarom Sybiraków. I tam właśnie odsłonięcie, tam przemawiał pewien pan wojskowy, [to] sprostowałem go, przedstawiłem się, kim jestem. Nie podobało mu się. W każdym razie później w pracy mi to przypominali. Bo ja też wojskowy jestem.

  • Skoro nie była to prawda historyczna, to czemu ją powielać, skoro nie jest faktem, tak?


Ale w tej chwili nic się nie robi. Nieraz w telewizji na tym programie Historia jest pokazane, że Reduta Ordona to nie tam, gdzie stoi pomnik przy Mszczonowskiej, a przy Żwirowej, Bema i Szujskiego, tam te wykopaliska są. I nawet jak pan by jechał w tej chwili w kierunku Włoch, to po lewej stronie, na tym stoi [informacja]: „Teren Reduty Ordona”. A obok tego teraz otworzyli kościół muzułmański, tak?

  • Meczet.


Widzi pan. I ci [piloci] tam zginęli. I w innych punktach Warszawy też.

  • A czy u państwa spadł jakiś zasobnik? U państwa nie udało się przechwycić żadnego?


Nie, spadały raczej w Centrum. No i też nie pamiętam, w który to będzie dzień, w ciągu dnia dużo samolotów leciało, na dużej wysokości, artyleria strzelała niemiecka, ale niewiele mogli zrobić, bo z samolotów wyrzucali folię, paski folii spadały i zakłócały wszystkie urządzenia namiarowe.

  • Pomijając funkcję techniczną, musiało to dosyć ładnie wyglądać.


Byłem z rodzicami do 5 czy 7, czy 8 września, bo wtedy Niemcy wszystkich, co tam jeszcze mieszkało, a tam mieszkało gdzieś ponad sto ludzi, wyrzucili i po kolei chałupa po chałupie podpalali.

  • Gdzie państwo poszli?


Do Grodziska. Tam mieszka właśnie ten stryjek, co wspominałem, na Kołomyjskiej 3. Tam, a później jeszcze do dalszej rodziny, znajomych, za Sochaczew. I do Warszawy wróciliśmy w połowie lutego.

  • Kiedy dowiedzieli się państwo, że Powstanie upadło? Czy dochodziły takie wiadomości, czy dopiero jakoś tak z opóźnieniem?


To było wiadomo, proszę pana, przecież głośno Niemcy o tym mówili. Jak wywozili właśnie między innymi z Pruszkowa Polaków węglarkami, to akurat jak byłem w Grodzisku blisko torów, to wyrzucali kartki. „Doręczyć tu i tu”.

  • Zbieraliście państwo te kartki?


Tak, zbieraliśmy i przekazywaliśmy. A starsi zbierali to wszystko.

  • Pan też chodził z takimi kartkami, czy to raczej dorośli przekazywali?


Znaczy ja i moi rówieśnicy zbieraliśmy te kartki, a dalej doręczali. Między innymi jak polskie oddziały przebijały się z Kampinosu w Góry Świętokrzyskie, przecież tam był wielki bój też, o czym się mało mówi.

  • Jak wrócili państwo do Warszawy po Powstaniu, to wrócili państwo na Mszczonowską czy gdzieś w inne miejsce?


Nie, na Mszczonowską. Z tym że ojciec znalazł robotę poza Warszawą i przyjeżdżał, żeby nad tą chałupą zrobić dach. Bo jeden pokój tak jakoś nie był spalony, to tam mieszkaliśmy, a wkoło to później byli towarzysze i wiadomo: Dawaj czasy i koniec. I tak to wyglądało.

  • Czy dużo osób spośród dawnych mieszkańców wróciło w ten rejon po wojnie?


Wie pan, wróciło dość sporo, nawet mam taką listę, kto tam wrócił, ale później jak się czasy zmieniały, te wszystkie ziemie zostały dekretem Bieruta zabrane. Też polityka: ziemię zabrali, ale budynku nie zabrali. To później zrobili tam ten ośrodek policyjny, działki i tam to się zabudowało.

  • A w miejscu dzisiejszych działek też były normalnie budynki mieszkalne?


Tak, budynki mieszkalne były. No, tam było jeden, dwa, trzy budynki dość duże, dwupiętrowe i dwa jednopiętrowe, mówiąc już o tych małych.

  • A niech pan powie, jak wyglądała Warszawa? Czy wybierał pan się na tę Warszawę bliżej Centrum, czy Ochota była bardzo zniszczona, z tego co pan zapamiętał?


No, Ochota… same zgliszcza były. Jak w lutym wróciliśmy, to trzeba było jakieś deski na dach, czy też ulica Bema, przy Prądzyńskiego, tam były tak zwane elewatory, to tam jeździłem z mamą, blacha stalowa z dachów spalona, ale wybierało się, żeby zrobić z czegoś dach. Gwoździ nie było, papy nie było. Deski to były z budynków. A dlaczego… Pan mówi o Ochocie. No bo jak otwierane były szkoły, poszedłem do gimnazjum już i chodziłem między innymi (ta szkoła była w kilku miejscach) na Reja. Tam w tej chwili jest ta wyższa uczelnia, zarządzania czy czegoś, Reja chyba 3 czy 5. Później szkołę przenieśli, obecnie to jest przedłużenie Opaczewskiej, przy Hali Banacha, tam przenieśli.

  • Czyli na Banacha jest?


Tak, tak, tam przenieśli. Później szkołę przenieśli już na stałe na Okopową, tak że po Warszawie się ruszałem. Manifestacje robiliśmy, żeby nam szyby w szkołach wstawili, no, takie rzeczy – po Warszawie się chodziło.

Warszawa, 3 września 2015 roku
Rozmowę prowadził Mariusz Kudła

Zobacz także


cywil

Ryszard Nawrocki

Czy pamięta pan wybuch wojny? Tak jest. I jak pan to zapamiętał? Ratuszowa...

więcej
cywil

Danuta Klimowicz-Przybylska

Nazywam się Danuta Przybylska, urodziłam się w Warszawie na Karowej, mieszkałam w Warszawie na...

więcej
cywil

Wanda Kowalska

Nazywam się Wanda Kowalska. Kiedy się pani urodziła? […] 8 listopada 1927 roku,...

więcej
cywil

Irena Szyll

Nazywam się Irena Szyll, urodziłam się w 1933 roku. Moje nazwisko panieńskie było Irena...

więcej

Danuta Kucharska

Ryszard Nawrocki