Krystyna Certowicz „Krycha”

Archiwum Historii Mówionej

Krystyna Certowicz z domu Procner, urodzona w Oryszewie, powiat Sochaczew 13 lutego 1920 roku.

  • Co robiła pani przed 1 września 1939 roku?

W lecie byłam na praktyce w zakładzie ogrodniczym Piotra Chozera w Żbiku w Duknice, a przedtem studiowałam ogrodnictwo w Państwowej Wyższej Szkole Ogrodnictwa w Poznaniu. W wakacje miałam praktykę ogrodniczą.

  • Jak zapamiętała pani wybuch wojny?

[Miałam] dziewiętnaście lat. 1 września mieszkałam na Kaliskiej… Najbardziej [niesamowicie] było 3 września, jak żeśmy się dowiedzieli, że Anglia i Francja przystąpiły. Radio żeśmy postawili na oknie, to ludzie chodzili. Wszyscy się cieszyli, że to już niedługo, że nam pomogą. Wiecie, jak pomogli. To był 3 wrzesień… A potem zaczęła się likwidacja instytucji i ojcu kazali jechać na wschód z rodziną. Żeśmy doszli do Piasków Litewskich, wrócili. Fabryka była uszkodzona, dom był uszkodzony. Myśmy mieszkali na trzecim piętrze, czwarte zrujnowane, dach zrujnowany, tak że jeszcze całą zimę 1939 mieliśmy w przedpokoju poprzez czwarte piętro niebo i śnieg leciał. Okna się zbiło deskami. Sklejki tylko było na jeden pokój i tam wszyscy żeśmy mieszkali. Tam się ogrzewało. Na kupie sienniki. Jakoś się przeżyło. Mama dostała obraz, wstawiła za kredens i to była jedyna szyba, bo kawałek wstawiony przez zimę. Myśmy [mieszkali] przy fabryce tytoniowej, potem fabrykę odremontowano. Gruz, co się nam sypał, tośmy z siostrą codziennie wynosiły kubły gruzu, a miedzy półpiętrem a pierwszym piętrem nie było schodów tylko deska, jak na budowie. Nie było, bo druga bomba tam wpadła. Na szczęście w 1939 jeszcze nie było „krów”, to co było w Powstanie.

  • Czym zajmowała się pani w czasie okupacji?

Trochę pracowałam w sklepie tytoniowym, trochę na praktykach ogrodniczych. W lecie trochę w Ożarowie w ogrodnictwie, to przez dwa lata dojeżdżałam, a w zimę pomagałam jako ekspedientka w sklepie tytoniowym, tam mama miała jedną czwartą udziałów. I działało się w łączności. Coś kazali, tu nosić, tu na kurs pójść, tu to. Uczyli nas, żeby nie pamiętać adresów. Raz się poszło, trzeba było patrzeć, patrzeć, patrzeć i zapamiętać, żeby tam dojść, a żeby nie wiedzieć adresu, że potem, jak będą bić, żeby nie powiedzieć. Ale jakoś się udało, nie zaaresztowali. To wszystko kwestia szczęścia.

  • Jak trafiła pani do konspiracji?

Z Harcerstwa. 11. Warszawska Drużyna Harcerska. Byłam w tej drużynie i w 1939 roku we wrześniu moja koleżanka, która tam była drużynową, mówi: „Chyba nie będziesz nieczynna?” Początek właśnie był Harcerstwa. Ktoś musiał się znać i z czegoś trzeba było wyjść. Potem dochodziły inne. To było przy Gimnazjum Haliny Gertnerówny, Moniuszki 8, tam chodziłam i właściwie zaczęło się od Gertnerek.

  • Odbywała pani na pewno jakieś kursy. Jakie to były kursy?

Łączności. Obsługi urządzeń łączności. Ale to proste…

  • Jak wyglądały przygotowania do samego Powstania?

Było jedno, cośmy poszły. W ogóle strasznie żeśmy się cieszyli, że to już. To była radość. Raz żeśmy już nocowaliśmy, zbiórka była [na ulicy] Moniuszki 8. Zaczęliśmy tam, potem nas rozdzielili. Potem wróciliśmy do domu, potem znowuż przyszedł rozkaz i tam żeśmy się spotkały. Godzina „W”, potem na Placu Powstańców, flaga Prudentialu. W nocy budowaliśmy z płyt chodnikowych barykadę wzdłuż Marszałkowskiej. To się w nocy budowało. Bardzo dobre barykady, bo się stawiało tak i tu dwie mniejsze i tędy się wychodziło.

  • Kiedy ta barykada była budowana?

Zaraz pierwszej nocy i następnych. Bo w dzień strzelali, to w nocy się budowało, wyrywało się płyty. Jak się jedną wyrwało, to potem dalej szło.

  • Jak zapamiętała pani sam wybuch Powstania? Jak ludzie zareagowali?

Radość. Radość, że już, że nie będzie niewoli. W ogóle wierzyliśmy, że to się uda. Jak podpisywali kapitulację, wszyscy płakali. A tu była radość. Wtedy człowiek nie myślał, że zginie, był nastrój że trzeba, że jest radość.

  • Jakie obowiązki miała pani w czasie Powstania?

Podczas Powstania to główne [zadanie]... co drugą noc dublowane meldunki z moją parą, „Misią” Marią Kurzejewską, chodziłyśmy przez Aleje. Druga para to była „Stenia” i „Halina”. I nosiliśmy do „Montera” i tam poczekałyśmy, oddawałyśmy adiutantowi, samego „Montera” nie widziałyśmy i czekałyśmy z powrotem i z powrotem. W nocy trudniej im było z BGK trafić. Poza tym, gdzie trzeba zanieść meldunek, to się zanosiło. Budowało się linię, były patrole liniowe, jak owało kogoś, to się wolno szło. Było dwóch chłopców, co się znali, a myśmy pomocnicze, kable za nimi nosić, czy co. Jak trzeba gdzieś kable nosić, coś przenieść, od Haberbuscha peżetkom przynieść jęczmień, żeby kaszę gotowały. To się od Haberbuscha z Towarowej przez Aleje przenieść, po trzydzieści kilo się tego nosiło. Była centrala telefoniczna, Siemensowska, szesnastogniazdkowa, jak trzeba to się, usiadło. Co trzeba, to się robiło. Dowódca był, porucznik „Bernard”, Bernard Fojucki, co kazał, to się robiło.

  • Jak na was reagowała ludność cywilna? Jaki stosunek ludność cywilna miała do powstańców?

Dobry. Cieszyli się. Nie spotkałam, żeby… W piwnicach koczowali, nie mieli co jeść, a nam kazali pomóc, pytali się, czy mamy co jeść nawet. Dwa razy dziennie. Najpierw była jedna kasza, potem pszenica, a potem już głównie jęczmień. Na żarnach mięły peżetki i dwa razy dziennie dostawaliśmy po talerzu zupy. Inne odziały inaczej sobie kombinowały. Dowództwo miało bezpańskie psy ugotowane.

  • Jak zapamiętała pani żołnierzy strony nieprzyjacielskiej? Czy miała pani styczność bezpośrednio z nimi?

Nie. Tylko oprócz snajpera, co w nas mierzył, to bezpośrednio nie. I tych, co z BGK w nas strzelali, a tak to nie.

  • Czy w pani otoczeniu uczestniczono w życiu religijnym?

Owszem, ksiądz oprawiał mszę. Na Poznańskiej 11 było duże podwórze, żeśmy stali, a tu ołtarz i w czasie podniesienia odłamek spadł tuż za księdzem. Tak, byli księża, byli. Bardzo w porządku, pomagali ludziom. Nie wiem, nie było załamań nerwowych, stale wierzyliśmy. Nawet, jak upadła najpierw Ochota, Wola, to jeszcze Śródmieście do końca się trzymało. Potem Mokotów upadł, potem Starówka. Mówili, co się dzieje na Pradze, kilka osób przepłynęło, to mówili, jak tam jest.

  • Czy słuchała pani radia, czytała podziemną prasę?

Radia nie, ale podziemna prasa tak. Był „Biuletyn Informacyjny” i „Barykada”. Tak, to donosili nam.

  • Czy były debaty na temat zamieszczonych artykułów?

Nie, przyjmowaliśmy za pewnik.

  • Czy podczas Powstania zetknęła się pani bezpośrednio ze zbrodniami wojennymi?

Nie. Śródmieście akurat było, jeszcze Południe, najbezpieczniejszą dzielnicą. „Krowy” w nas strzelały. Miałam rękę zgniecioną od podmuchu. Byłam na kwaterze i zaczęły „krowy” strzelać, to nie wiadomo, w którą stronę, mówię: „Trzeba zejść na dół!” I wtedy „krowa” uderzyła w dom obok, złapałam się, żeby się nie przewrócić, za framugę drzwi, a drzwi się zamknęły, tylko na szczęście były z szybami. Ale dłuższy czas miałam czarną tą rękę. Szereg lat potem, jak przy okazji zrobili mi rentgen, to były kostki przemieszczane. Ale się zagoiło, [ręka] była dużo słabsza, to nie był problem.

  • Czy chciałaby pani dopowiedzieć coś do tego, co już pani powiedziała, ale coś jeszcze? Coś o życiu codziennym, o warunkach życia codziennego?

Z życia codziennego… Porucznik, co kazał, to się robiło, dwa razy dziennie dostawało się zupę, peżetki przygotowywały dla nas. I tak się żyło.

  • Czy pamięta pani szczególne wydarzenie, szczególny rozkaz, szczególne polecenie podczas Powstania?

[My] cztery to miałyśmy najważniejsze [przejście] przez Aleje. To było zawsze [niebezpieczne], bo oni bez przerwy strzelali. […] Tu od mostu nie można było głębiej zrobić wykopu, bo był beton i co kolej jedzie... Domy płonące, ludzie płonący. Tak że nie lubię patrzeć na ogień, bo widzę płonących ludzi, jak się skręcają, gdy są potem malutcy. Nie lubię, jak ludzie mają kominek, nie lubię patrzeć na ogień. Jednak „krowy” to było kruszące zapalające… Stoją przed muzeum, obejrzałam je sobie.

  • Jakie jest pani najgorsze, a jakie najlepsze wspomnienie z Powstania?

Najlepsze, jak mój narzeczony wrócił ze Starówki do Śródmieścia, że żyje. A najgorsze, upadek. Płakałam. Z jego matką wyszłam z Powstania. On pojechał do niewoli, on podporucznik. Cały czas płakałam. I wszyscy żeśmy płakali. Jeszcze chcieliśmy walczyć, ale już były tylko dwie dzielnice i pełne szpitale.

  • Jak wyglądał dzień kapitulacji? Co się wtedy działo? Reakcje ludzi.

Ogłosili nam, że kapitulacja, że jadą rozmawiać i płakaliśmy.

  • Co się z panią działo od momentu kapitulacji do maja 1945 roku?

Wyszłam z Powstania z moją późniejszą teściową. Ona była w Śródmieściu u swojej znajomej. Koczowała, bo mieszkała na Ochocie, ale razem siedziały. Brat męża zginął w Powstaniu na Ochocie. Zapakowali nas na Dworcu Zachodnim do pociągu, ale konduktorzy to przecież byli Polacy i jak byliśmy w polu przed Pruszkowem, to się pociąg zepsuł i stanęło i wszyscy młodzi [uciekali], matka mnie wyrzuciła, mówi: „Wyskakuj, ja sobie dam radę!” Mama z starszą ciotką, z dziećmi w Milanówku była, doszłam do nich. A potem do Krakowa. Pracowałam do wyzwolenia w fabryce cygar jako robotnica. Potem wróciłam, zaczęłam pracować w zakładzie ogrodniczym i od września, właściwie od października [pojechałam] do Poznania kończyć studia. I w okupację... Potem była życzliwość, pomoc, nie to co teraz. […]Tak samo tramwajarze byli wspaniali. Albo im się psuły hamulce, albo podjeżdżał i wołał: „Młodych nie biorę!”, jak widział łapankę. Pomagali. Raz szłam do pracy, a żebraczka siedziała przy Placu Narutowicza, złapała mnie za sukienkę, mówi: „Popatrz, ludzie idą do tramwaju, a tramwaje puste odjeżdżają. Tam są budy w akademickim.” I tak ocalałam od łapanki. Każdy starał się pomóc. Inaczej było. Nie było co jeść, a nikt nie myślał, żeby coś ukraść. Lekarze mówią, że zdrowiej było, bośmy mało jedli i nie tłusto. Tak że była zwięzłość, zżycie, pomoc, dążenie do tego żeby przetrzymać, że będzie dobrze. Nie wiem, co się teraz dzieje, nie rozumiem.
Warszawa, 5 października 2006 roku
Rozmowę prowadził Maciek Bandurski
Krystyna Certowicz Pseudonim: „Krycha” Stopień: łączniczka Formacja: Składnica łączności K2 Dzielnica: Śródmieście Południowe Zobacz biogram

Zobacz także

Nasz newsletter