Przejdź do treści Przejdź do stopki

Z ziemi włoskiej do Polski. Drogi Brytyjczyków do Powstania Warszawskiego

W kilku słowach Hymnu Państwowego RP napisanych ponad dwa wieki temu, w 1797 r. na dalekiej ziemi Italii została zamknięta cała epopeja trudnego, wojennego, krwawego szlaku Polaków do odzyskania niepodległości. Z tego samego kierunku, ale już 147 lat później, gdy znów walczyliśmy o wolność w zupełnie innych uwarunkowaniach dziejowych, wśród sił alianckich, które nas wspierały drogą lotniczą byli między innymi nasi brytyjscy sojusznicy.

„Expres warszawski”

Samoloty brytyjskich Królewskich Sił Powietrznych (Royal Air Force) razem z jednostkami południowoafrykańskimi, kanadyjskimi, amerykańskimi i polskimi uczestniczyły w międzynarodowym powietrznym wsparciu Powstania Warszawskiego. Wchodziły w skład 148 i 178 Dywizjonów RAF. Startowały z południowych Włoch z lotnisk rejonu Brindisi (Campo Casale, Grottaglie, Celone, Amendola). Były to czterosilnikowe bombowce Consolidated B-24 Liberator oraz Handley Page Halifax. Podczas Powstania Warszawskiego Brytyjczycy latali jednak nie tylko jednostkami podległymi RAF, ale także Południowoafrykańskich Sił Powietrznych (South African Air Force, SAAF) w Dywizjonach 31 i 34. W sumie wyruszyli nad Warszawę 11 razy.

Wszystkie loty były przeprowadzone nocą (od 12/13 sierpnia do 16/17 sierpnia oraz 10/11 września, 21/22 września). W akcjach posłużyli się 14 Halifaxami i 26 Liberatorami. Niektóre maszyny w akcjach nad Warszawą były używane więcej niż jeden raz. Samoloty z Brytyjczykami na pokładzie startowały więc z południowych Włoch 57 razy. W sumie w operacji uczestniczyło ok. 330 osób narodowości brytyjskiej (obliczenia własne oparte na liczbie startów maszyn i najczęstszej liczbie załóg). Na pokładach swoich samolotów, w metalowych zasobnikach maszyny transportowały broń, amunicję, lekarstwa, żywność, odzież. Lotnicy najczęściej nie znali zawartości ładunku. Zasobniki zrzucali nad celami w ogarniętym walkami mieście bądź w Puszczy Kampinoskiej. Jak podawał oficjalny komunikat RAF z 18 sierpnia 1944 r. akcje powietrzne nad stolicę Polski nazywane były przez lotników „expresem warszawskim”.

Aluminiowy Medalik ze św. Judą Tadeuszem Apostołem, patronem od spraw trudnych i beznadziejnych st. sierż. Tadeusza Rumana, który miał go ze sobą w czasie misji powietrznych nad Warszawą

Aluminiowy Medalik ze św. Judą Tadeuszem Apostołem, patronem od spraw trudnych i beznadziejnych st. sierż. Tadeusza Rumana, który miał go ze sobą w czasie misji powietrznych nad Warszawą, Zbiory MPW

Gdzie jest ta Warszawa?

Lotnicy, którzy zostali wytypowani do udziału w misji materiałowego wsparcia walczącej Warszawy o decyzji swoich przełożonych dowiadywali się tuż przed misją, podczas odpraw w bazie, na których wisiała mapa kontynentu z zaznaczonym punktem docelowym, a oficer operacyjny wyjaśniał problemy związane z lotami i technicznymi aspektami realizacji zrzutów. Czasem wykłady prowadzili Polacy wyjaśniający specyfikę topograficzną i architektoniczną Warszawy. Niejednokrotnie dopiero wtedy młodzi żołnierze dowiadywali się, że w stolicy Polski wybuchło powstanie przeciw Niemcom. Mający wówczas 20 lat sierżant Dawid Patison Lambert wspominał po latach, że dowództwo pozwoliło sobie nawet zaszantażować jego i kolegów, „że jeśli my nie wyruszymy, to rankiem staniemy przed premierem Winstonem Churchillem”.

O rok od niego starszy, pochodzący z Plymouth koło Devonshire (południowo-zachodnia Anglia), Douglas Frederick Matthews o tym, że ma lecieć dowiedział się dopiero, gdy wszedł do pokoju operacyjnego. Także żołnierz 178 Dywizjonu RAF, dwudziestojednolatek George Robert Adams o swoim udziale w akcji dowiedział się w dniu odprawy. Żołnierz 148 Dywizjonu RAF, dwudziestodwulatek William Hayden Jones, wspominał: „W momencie, gdy wszedłem do pokoju operacyjnego, w którym na mapie było zaznaczone, gdzie lecimy i powiedziano nam: >>To wasze zadanie na dzisiaj<<”.

Fragment mapy przedstawiający okolice Warszawy, wydobyty przez MPW z wraku samolotu Handley Page Halifax JP-276 „A” zestrzelonego przez Niemców nad Dąbrową Tarnowską nocą z 4 na 5 sierpnia 1944 r.

Fragment mapy przedstawiający okolice Warszawy, wydobyty przez MPW z wraku samolotu Handley Page Halifax JP-276 „A” zestrzelonego przez Niemców nad Dąbrową Tarnowską nocą z 4 na 5 sierpnia 1944 r., Zbiory MPW

W obie strony bez lądowania

Pamiętnego lata 1944 r., gdy Warszawa chwyciła za broń, na ziemiach polskich rozwijała się ofensywa sowiecka przeciw Niemcom. Strona rosyjska nie godziła się na wykorzystanie kontrolowanych przez siebie lotnisk przez samoloty alianckie, więc maszyny lecące nad Warszawę z Półwyspu Apenińskiego musiały pozostawać w powietrzu wykonując lot w obie strony. Lecąc zatem „z ziemi włoskiej” i wracając po wykonaniu zadania, miały do pokonania ogromny dystans 1 750 mil brytyjskich, czyli ponad 2 816 km.

Do celu docierały nad okupowaną południową Europą bez możliwości śródlądowania i uzupełnienia paliwa, nareperowania potencjalnych usterek technicznych, czy po prostu umożliwienia żołnierzom odpoczynku bądź hospitalizacji w wyniku kontuzji czy też mogących zaistnieć zranień postrzałowych. Drogę wykonywano taką samą trasą. Żołnierz 148 Dywizjonu RAF, sierżant Dawid Patison Lambert wspominał: „Byliśmy źli, że musimy lecieć całą tę trasę i z powrotem do Włoch, że nie mogliśmy wylądować po sowieckiej stronie i uzupełnić zapasu paliwa. To był nasz słaby punkt”.

Sopelki lodu na masce tlenowej

Mimo młodego wieku lotnicy zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa misji. Loty nad Warszawę miały opinię jednych z najbardziej wymagających i skomplikowanych. Leciało się cały czas nad terytorium wroga. Przeciwnikami maszyn i ludzi oprócz artylerii niemieckiej i sowieckiej bądź wrogiego lotnictwa były też warunki pogodowe i zwykły ludzki strach. Szczególnie złowrogim miejscem na trasie jawił się rejon Krakowa, gdzie można było lec ofiarą zdradzieckiego ataku niemieckich nocnych myśliwców. Douglas Frederick Matthews wspominał swój lot nad Warszawę w nocy z 10 na 11 września 1944 r.: „Było bardzo zimno, zwłaszcza gdy lecieliśmy nad Karpatami. Siedziałem z tyłu, bez ogrzewania, na masce tlenowej miałem sopelki lodu. Była to bardzo długa i nieprzyjemna podróż, tym bardziej, że mieliśmy świadomość co nas czeka”.

Miał on dość trudne zajęcie podczas lotu: „Moim zadaniem było wypatrywać myśliwców niemieckich, więc cały czas obserwowałem przestrzeń wokół nas. Było to bardzo monotonne, a musiałem być cały czas czujny w tak ciężkich warunkach, bo w każdej chwili mógł się pojawić myśliwiec”. Wspominał także: „więcej strachu jest, gdy się leci do celu, niż wraca”.

„…można zobaczyć, gdzie się było i jest to przerażające…”

Jednostki nadlatywały nad miasto od południa. Już z odległości 50 mil (czyli 80 i pół kilometrów) lotnicy widzieli pożary nad ogarniętą walkami stolicą Polski, a w odległości 10 mil (ponad 16 km) od miejsca docelowego, samoloty wlatywały w dym pochodzący z pożarów zabudowań miejskich. Georg Robert Adams wspominał: „Miasto było w ogniu. Było dużo dymu. Nie całe było w ogniu, ale duże części miasta paliły się”. William Hayden Jones miał plastyczne skojarzenia, które pozwalają wyobrazić sobie przerażający obraz jaki roztaczał się lotnikom przed oczami: „wyglądało to jak jedna, wielka kula ognia. Masa dymu, płomieni, reflektory przeciwlotnicze”. Maszyny wlatywały w chaos bitwy. Reflektory wroga szukające na niebie samolotów alianckich, strzały artylerii przeciwlotniczej zarówno niemieckiej, jak również sowieckiej, kłęby dymu i płomienie, a także warunki pogodowe i specyfika architektoniczna miasta oddziaływały na emocje.

Zadanie należało wykonać precyzyjnie, więc maszyny, aby odnaleźć cel musiały niekiedy krążyć nad zabudowaniami stanowiąc cel dla przeciwnika. Douglas Frederick Matthews zauważył, że żołnierzom przebywającym w samolocie, wiele rzeczy z przebytej trasy można uciec uwadze „dopiero później, można zobaczyć, gdzie się było i jest to przerażające…” Podobne odczucia miał George Robert Adams: „byliśmy przerażeni, gdy tam byliśmy”. William Hayden Jones wspominał: „czas spędzony na krążeniu nad Warszawą był bardzo ciężki. Była bardzo silna obrona przeciwlotnicza”.

„…jego część uderzyła w naszą maszynę…”

We wspomnieniach Georga Adamsa na zawsze wyrył się obraz zestrzelenia jednego z samolotów lecących przed jego jednostką nocą z 14 na 15 sierpnia 1944 r. Maszyna została złapana reflektorami wroga. Niemcy skoncentrowali się, aby ją zestrzelić. Nagle samolot eksplodował, a fragment, który od niego odpadł uderzył w samolot Adamsa. Tego dnia nad Warszawą zostały zestrzelone dwie jednostki brytyjskie Halifax i Liberator. Pierwsza z wymienionych maszyn spadła na Woli nieopodal ul. Wolskiej i Redutowej przy cmentarzu prawosławnym. Zginęło w niej czterech lotników mających niewiele ponad dwadzieścia lat (Sgt Robert S. Darling, Sgt Peter H. Roots, Sgt Ronald R. E. Hartog, Sgt Thomas Law). Liberator natomiast rozbił się na warszawskiej Ochocie w rejonie ulic Bema i Na Bateryjce. W maszynie zginęło siedmiu brytyjskich żołnierzy (W/O Murray A. Baxter, Sgt John Winter, F/Sgt Richard W. Robinson, Sgt Fernard J. Barret, W/O Jasper V. Lee, Sgt Gordon W. Joslyn, Sgt William Pratt).

Dowódca, Australijczyk miał w chwili śmierci 23 lata, a w załodze podczas katastrofy był jeden jego rówieśnik, dwóch dwudziestojednolatków, dwóch dwudziestolatków, a najstarszy poległy miał 28 lat. W operacji wspierającej walczącą Warszawę była to najtragiczniejsza noc dla Brytyjczyków. W drodze powrotnej Niemcy zestrzelili bowiem jeszcze dwa Liberatory należące do RAF-u. Jeden spadł nieopodal wsi Żdżary koło Dębicy w województwie podkarpackim, a drugi pod Sikorzycami w gminie Wietrzychowice (powiat tarnowski). W obu katastrofach poległo w sumie 11 Brytyjczyków i trzech Południowoafrykańczyków. Ich wiek był zróżnicowany, najmłodszych czterech miało po 21 lat, a najstarszy 36 lat. Pozostali nie doszli jeszcze do trzydziestki. Ich szczątki spoczęły na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Szczątki samolotu Halifax Mk II JN 926 ze 148. Dywizjonu RAF zestrzelonego nocą z 14 na 15 sierpnia 1944 r. Rejon ul. Wolskiej i Redutowej przy cmentarzu prawosławnym, po prawej stronie widoczny krzyż, którym oznaczony został prowizoryczny grób załogi, styczeń 1945, fot. Eugeniusz Haneman „Han”

Szczątki samolotu Halifax Mk II JN 926 ze 148. Dywizjonu RAF zestrzelonego nocą z 14 na 15 sierpnia 1944 r. Rejon ul. Wolskiej i Redutowej przy cmentarzu prawosławnym, po prawej stronie widoczny krzyż, którym oznaczony został prowizoryczny grób załogi, styczeń 1945, fot. Eugeniusz Haneman „Han”, Zbiory MPW

Szczątki Liberatora EW-264 „X” ze 178 Dywizjonu RAF w rejonie ulic Bema i Na Bateryjce

Szczątki Liberatora EW-264 „X” ze 178 Dywizjonu RAF w rejonie ulic Bema i Na Bateryjce, fot. Autor nieznany, Zbiory MPW

Szczątki Liberatora EW-264 „X” ze 178 Dywizjonu RAF w rejonie ulic Bema i Na Bateryjce, fot. autor nieznany

Szczątki Liberatora EW-264 „X” ze 178 Dywizjonu RAF w rejonie ulic Bema i Na Bateryjce, fot. autor nieznany, Zbiory MPW

Pół doby w samolocie

William Hayden Jones wspominał, że po wykonaniu zadania: „byłem trochę zaniepokojony. Wielką sprawą było wydostanie się stamtąd, ale baliśmy się cały czas, aż do momentu powrotu”. Czekała ich ta sama trasa najeżona rozlicznymi przeciwnościami. Loty nad Warszawę i z powrotem trwały 10-12 godzin. Żołnierze uczestniczący w akcjach powietrznych doświadczali nieprawdopodobnego stresu, niepewności, lęku, potwornego zmęczenia.

Prowizoryczny grób żołnierzy z załogi Liberatora EW-264 „X” ze 178 Dywizjonu Bombowego RAF w rejonie ulic Bema i Na Bateryjce. Szczątki żołnierzy spoczęły na cmentarzu Rakowickim w Krakowie

Prowizoryczny grób żołnierzy z załogi Liberatora EW-264 „X” ze 178 Dywizjonu Bombowego RAF w rejonie ulic Bema i Na Bateryjce. Szczątki żołnierzy spoczęły na cmentarzu Rakowickim w Krakowie, fot. autor nieznany, Zbiory MPW

Podczas wspierania Warszawy, Brytyjczycy ponieśli duże straty osobowe. Poległo trzydziestu siedmiu ich żołnierzy, a oprócz tego dwóch kolegów latających, co prawda w Królewskich Siłach Powietrznych, ale skierowanych do nich z jednostek kanadyjskich i australijskich. Południowoafrykańczycy stracili również trzydziestu siedmiu lotników, zaś Amerykanie dwunastu.

Zobacz także