Powrót do Archiwum Historii Mówionej
Henryk Jan Wesołowski „Strzelecki”
Henryk Jan Wesołowski
pseudonim
„Strzelecki”
stopień
strzelec
formacja
Zgrupowanie „Krybar”
dzielnica
Powiśle
Zobacz biogram

Wesołowki Henryk Jan, urodzony 2 września 1926 roku. [Walczyłem w Zgrupowaniu] „Krybar”. Do dnia dzisiejszego jest „Krybar”, ale przedtem jakoś inaczej się nazywał.

  • Co robił pan przed wybuchem wojny w 1939 roku?

Pracowałem w ubezpieczalni społecznej. Później pracowałem na Dobrej w Miejskim Przedsiębiorstwie Instalacyjnym MPI.

  • To było przed wojną?

Nie, w czasie okupacji.

  • A co robił pan przed wojną? Chodził pan do szkoły?

Tak, do szkoły.

  • Jaka to była szkoła?

Trzynastka, szkoła podstawowa.

  • Gdzie się mieściła?

Jak byłem w pierwszej klasie, to była na Emilii Plater. Budynek był już bardzo stary, podłogi już były podobno niebezpieczne, więc przeniesiono nas na Raszyńską, chyba 13.

  • Gdzie pan wtedy mieszkał?

W Warszawie. [Na] początku mieszkałem na Emilii Plater razem z mamą. Mama pracowała u pani, jeśli dobrze pamiętam, Tomaszewskiej, ale nie jestem na sto procent pewny. Miała malutką dziewczynkę. Ja też byłem jeszcze malutki. Pamiętam, że była draka, bo posadzili mnie koło kuchni i wlazłem na kuchnię łapami, poparzyłem sobie łapki. Miałem wtedy dwa czy dwa i pół roku. Trudno mi powiedzieć, jak długo tam mieszkaliśmy z mamą. Stamtąd musieliśmy wyeksmitować.

  • Pan był tylko z mamą czy miał pan jeszcze jakąś rodzinę?

Tylko mamę miałem. [Mama] już nie żyje, niedawno zmarła.[Później] mieszkaliśmy na ulicy Wspólnej 66 u pani Mieczysławskiej.

  • Czy pamięta pan moment wybuchu wojny, wrzesień 1939 roku? Miał pan wtedy trzynaście lat.

Tak. Wojna zaczęła się w 1939 roku. W tym czasie budynek, gdzie mieszkaliśmy z mamą, został podpalony przez Niemców, przez samoloty niemieckie. Po drugiej stronie w laboratorium pracowała pani, która pokazała czy powiedziała nam, że możemy się przenieść ze Wspólnej na Klitową 30, gdzie mieszkali państwo Łukasiewicz, starsze osoby. Tam z mamą mieszkaliśmy jakiś czas. Mieszkaliśmy u państwa Łukasiewiczów na drugim piętrze, a na trzecim mieszkał Andrzej Małachowski, który zginął w czasie Powstania koło Bliklego. Jego siostra powiedziała mi to. Nie pamiętam w tej chwili, jak to się stało, że dowiedziałem się o śmierci Andrzeja. On mnie skierował do AK.

  • O tym będziemy mówili później, ale teraz mam kilka pytań odnośnie tego, co robił pan w czasie okupacji.

W czasie okupacji pracowałem jako goniec w ubezpieczalni społecznej na ulicy Długiej.

  • Czy wtedy uczył się pan jeszcze, chodził pan do szkoły?

Jeżeli tak, to były to już ostatnie klasy, ale dokładnie nie powiem, nie pamiętam.

  • Zaczął pan mówić o tym, że trafił pan do konspiracji przez swojego sąsiada.

Tak. Skierował mnie na ulicę Filtrową.

  • Jak zareagowała pana matka na to, że przystąpił do pan konspiracji?

Trudno mi dzisiaj powiedzieć.

  • Wiedziała o tym?

Nie negowała.

  • W którym roku trafił pan do konspiracji?

W 1944 roku.

  • Przed samym Powstaniem?

Tak, przed samym Powstaniem. Dostałem przydział, powiedziano mi, gdzie mam się zgłosić.

  • To było na Powiślu?

Tak, na Powiślu, gdzie siedzieli już Niemcy. Na Krakowskim Przedmieściu jest duża brama i Uniwersytet. Byliśmy przydzieleni na ulicę między Tamką a Browarną. […]

  • Zaczyna się Powstanie, trafia pan do „Krybara”.

Nie, jeszcze nie było „Krybara”.

  • Proszę opowiedzieć, jak to było od początku Powstania. Czy pamięta pan, kiedy pan się dowiedział, że wybucha Powstanie? Gdzie pan się wtedy zgłosił?

Andrzej Małachowski mi powiedział. Zresztą było widać, jak Niemcy już uciekają od strony Sowietów.

  • Co pan robił w czasie Powstania? Pamięta pan, jak wyglądały pierwsze dni Powstania?

[Byliśmy] właściwie wtedy jeszcze gówniarzami, bo tam byli przeważnie już dorośli mężczyźni.

  • Przy jakiej to było ulicy?

Sewerynów.Pamiętam, idzie [ulicą] Sewerynów oficer niemiecki i przechodzi koło szkoły, gdzie myśmy mieli zakwaterowanie. Jak już doszedł do wejścia, to go za kark wzięli (nie my, bo my gówniarze jeszcze wtedy byliśmy, byli o wiele starsi od nas) i wprowadzili go do środka. Jakieś rozmowy były na pewno i w końcu chyba go puścili. Nie pamiętam, czy wrócił z powrotem w kierunku Tamki, czy poszedł do uniwerku.

  • Czym się pan zajmował w czasie Powstania? Proszę opowiedzieć, co pan robił.

Miałem tylko sidolówkę. Byłem razem z kolegą, który był młodszy ode mnie rok albo dwa, mieszkał też na Filtrowej po przeciwnej stronie w jednopiętrowym budynku. Był razem ze mną, a ja razem z nim.

  • Czym się panowie zajmowali?

Siedzieliśmy tam. W końcu miał być wypad na Sewerynów, przeskok prze Browarną, [żeby] zaatakować Niemców. Przy bramie od uniwerku stał już czołg. Chłopcy ruszyli (dorośli ludzie też, nie tylko chłopcy). Niemcy zaczęli walić jak nieszczęście. Jeden starszy Żyd został zabity.

  • W pana oddziale walczyli też obcokrajowcy? Byli jacyś Żydzi w pana oddziale? Może pan o nich coś opowiedzieć?

Chyba uciekli z getta i przeszli tu bliżej w kierunku, gdzie myśmy mieli zakwaterowanie, posterunek.

  • Co się dalej działo z panem w czasie Powstania?

Atak. My, jako jeszcze ci młodzi, niedoświadczeni, szliśmy na końcu, mieliśmy tylko sidolówki, ale ci [doświadczeni] poszli z karabinami. Niemcy zaczęli strzelać. Porucznik, który miał pseudo „Aspira”, został ranny w nogę. Inni koledzy też wtedy wycofali się. Wtedy ten Żyd dostał w głowę. Myśmy się wycofali z powrotem do miejsca, [stąd] wyszliśmy, nie dochodząc do Browarnej. W końcu stamtąd musieliśmy zwiewać, bo Niemcy zaczęli atakować w przejściu przez Browarną do Sewerynów. Pamiętam jeszcze jedną rzecz. W szkole korytarzem przechodził nasz kolega w jakiejś białej koszuli. Widocznie już Niemcy byli w pierwszym budynku nie szkolnym, tylko mieszkalnym. Miał możliwość i strzelił, trafił go w rękę. Wtedy przeszliśmy wszyscy już nie na ulicę Sewerynów, tylko na górę, na strych, [gdzie] była przebita ściana. Weszliśmy do szpitala, żeby ratować tego starszego kolegę.

  • Co działo się z panem dalej?

Oni wszyscy wyszli. Ja i mój kumpel nie mieliśmy broni w ogóle, sidolówki już nam zabrali: „Zostajecie w piwnicy, gdzie szpital i tam przesiedzicie. Jak już będziecie mogli stamtąd zwiewać razem z innymi ludźmi – bo było sporo osób – to możecie wracać. Albo przyjdziecie do nas na Tamkę, albo gdzieś się urwiecie”. Niemcy przyszli do szpitala i zaczęło się: Raus, raus! Jak już wyszliśmy na ulicę Sewerynów, podzielili kobiety, dzieci na lewo, a mężczyzn i nas – chłopaków na prawo. Wszystkich mężczyzn i nas pod karabinami doprowadzili przez Browarną na teren uniwerku, gdzie już była kupa Niemców. Wzdłuż Browarnej, ale już na terenie uniwersytetu był długi budynek, jakby garaż, [pod którym] poustawiali nas wszystkich. Tutaj ja i mój kolega mówimy: „To co? Chyba teraz dostaniemy w czapę?”. Na samym początku był ksiądz z monstrancją. Bóg widocznie tak chciał. Ksiądz wyszedł, za księdzem wyszedł mój młodszy kolega, przeskoczył przez ulicę do budynku cywilnego, gdzie nie było Niemców, nie było nas, tylko cywile mieszkali. Jak już mój kumpel przeszedł szczęśliwie, to mnie kazali wyjść. Myślę sobie: „Jak teraz będę przechodził, to mnie rozwalą”. Ale szczęść Boże, nie. [Potem] przeskok przez Oboźną pod jedenastym…

  • Uratował się pan?

Uratowałem się. Później przyszło stamtąd dwóch-trzech powstańców, żeby zabrać [ludzi], kto będzie chciał przejść na stronę powstańców, na Tamkę. Ja i mój kolega poszliśmy z nimi i byliśmy na Tamce. Przeważnie stałem na warcie, a on chyba tak samo. Ostatecznie nie byliśmy w akcji, widocznie byliśmy na to za głupi.

  • Był pan tam do końca, do upadku Powiśla?

Wcześniej musieliśmy się przenieść do Śródmieścia.

  • Gdzie się pan wtedy przeniósł?

Na Szpitalną, bodajże 4, koło apteki, na pierwszym piętrze.

  • Co pan robił na Szpitalnej?

Nic takiego strasznego, żebym strzelał i z Niemcami walczył. Nie pozwolili nam widocznie, byliśmy za głupi jeszcze na te rzeczy. Wysłano nas po prowiant na ulicę Hożą, przeskok przez Aleje Jerozolimskie dołem, wykopem.

  • Przy Brackiej?

Tak. Przynieśliśmy to, co nam dali na Hożej, gdzie był zakład mleczarski, duży teren. Jak już nam to dali, załadowali worki z żywnością na plecy, wróciliśmy z powrotem. Jako gówniarze już bezpośrednio nie walczyliśmy.

  • Pamięta pan, jak cywile reagowali na to, co się działo wtedy w Warszawie? Jak reagowali na walki?

Zależy w którym miejscu. Różnie to było. Niektórzy byli bardzo niezadowoleni, niektórzy pomagali, przynosili żywność, wodę.

  • Czy w czasie Powstania kontaktował się pan z mamą?

Nie.

  • Dopiero spotkał pan ją po wojnie?

Nie tylko moją mamę, ale cały teren, [ludzi] z tej ulicy Ukraińcy w niemieckich mundurach wywieźli na teren Polski do jakichś chłopów. Moja mama na szczęście tak trafiła.

  • Pamięta pan, jak wyglądał koniec Powstania? Jak dowiedział się pan o tym, że jest kapitulacja? Jak pan wtedy zareagował?

Byliśmy na Szpitalnej. Jak już była kapitulacja, to w szeregi i wyjście z Warszawy w kierunku do Ożarowa. Tam też już byłem. Kumpel gdzieś mi się ulotnił, już go nie widziałem. Podobno na Chmielnej miał swoją mamę. Jeśli dobrze pamiętam, poszedł do swojej mamy.

  • Pan wyszedł z Warszawy razem z żołnierzami?

Tak. Do wagonów bydlęcych i wywieźli nas do obozu, [którego nazwy] zapomniałem.

  • Pamięta pan, jak wyglądała podróż do obozu? Jak wyglądały warunki w obozie?

Do wagonów wsadzali nas dosłownie jak świnie, tak nas upychali.

  • To był obóz Fallingbostel?

Tak, Fallingbostel. Baliśmy się, żeby alianci nie zbombardowali nas po drodze, ale na szczęście jakoś nie. […] Później Niemcy mnie wywieźli do Heimerode.

  • Tam był pan do końca wojny?

Miałem wózek na czterech kółkach, który jeździł po szynach. Podjeżdżałem do fabryki. Wózek wjeżdżał na samą górę, […] gdzie był pył ołowiany, cynkowy, do tego wózka, puszczali go na dół i my, chłopaki musieliśmy go pchać z powrotem do pieca, żeby ponownie wjechać wózkiem do góry i wysypać.

  • Pracował pan wtedy w hucie?

Tak, właśnie z tym pyłem ołowianym, cynkowym. Łapy mi się świeciły.

  • Czy pamięta pan, jak wyglądało wyzwolenie tego obozu i kto wyzwolił obóz?

Oczywiście, że pamiętam. Amerykanie przyszli i nad wyswobodzili. W Heimerode spaliśmy w barakach.

  • Co się działo z panem później? Przyszli Amerykanie, wyzwolili obóz. Nie wrócił pan od razu do Polski?

Jeszcze nie, tak szybko nie wróciłem. Wywieźli nad bodajże do Harzburga. Mieszkaliśmy w szkole. Później jak Amerykanie weszli do tej szkoły, to oczywiście musieliśmy uciekać stamtąd do Goslar, gdzie były baraki, w których mieszkaliśmy my, żołnierze, powstańcy.

  • Kiedy wrócił pan do Polski?

Dokładnie w tej chwili nie powiem.

  • W którym roku to było?

[Wróciłem] do mamy chyba w 1946 roku. Pisaliśmy już listy. Mama też mi przysłała list, że mieszka u pana doktora na czwartym piętrze. Wracaliśmy do Warszawy pociągami. Już wiedziałem, gdzie jest mama, to na górę do mamy, przywitałem się z panem z doktorem.

  • Od tej pory był pan w Warszawie?

Jakiś czas mieszkaliśmy razem, ale to było nie bardzo przyjemne dla pana doktora, żebym tam siedział. Któregoś dnia jadę tramwajem, przy mnie jest jakiś poczciarz i rozmawiamy sobie. Stałem na pomoście. Mówiłem, że tu mieszkaliśmy, ale pan doktor nie chce nas widzieć, coś w tym sensie, nie pamiętam dokładnie, czy tak, czy inaczej powiedziałem. W każdym razie wiedział, że tu mieszkałem i z mamą szukamy teraz mieszkania, musimy gdzieś mieszkać. Poczciarz powiedział, że mieszka w Zielonce i wie, że jest mieszkanie do wynajęcia. Rzeczywiście, pojechałem i załatwiłem mieszkanie w Zielonce. W Markach trzeba było się zameldować, moją mamę i mnie. Mieszkaliśmy w budynku na parterze, były dwa pokoje z kuchnią. Poznałem swoją żonę. Ojciec jej też mnie poznał. I jakoś tak się trafiło, że pomyśleliśmy z moją Irenką o tym, że będziemy małżeństwem. Mieszkaliśmy tam jakiś czas, chyba do 1946 roku. Urodziła nam się [córka]. […]

  • Czy po 1946 roku był pan represjonowany? Czy to, że brał pan udział w Powstaniu miało jakiś wpływ?

Nie, na szczęście nie.

  • Czy mógłby pan opowiedzieć, jakie było pana najlepsze wspomnienie z czasów Powstania Warszawskiego? Co panu najbardziej utkwiło w pamięci z tych czasów?

Bardzo trudno powiedzieć, jak to było z Powstaniem. Cały czas było okropnie, bombardowanie, strzelanie, niemieckie samoloty zrzucały bomby, paliło się, zawalały się domy, to było straszne.

  • Czy na koniec wywiadu chciałby pan powiedzieć coś, czego jeszcze nikt nie mówił? Czy chce pan dodać coś na koniec z czasów Powstania?

[…] W czasie Powstania było okropnie, ludzie ginęli, nie tylko powstańcy, ale i cywile ginęli. To było naprawdę okropne, nie chciałbym jeszcze raz przeżywać takich rzeczy.
Warszawa, 27 czerwca 2007 roku
Rozmowę prowadził Dominik Cieszkowski

Zobacz także


łącznik

Wiktor Abrahamer „Grom”

Nazywam się Wiktor Abrahamer, nazywają mnie Witek od urodzenia. Urodzony 7 lipca 1929 roku w Krakowie. W...

więcej
strzelec, kapral

Teofil Ryszard Rubasiński „Grab” „Dąb”

Nazywam się Teofil Ryszard Rubasiński, jest to moje trzecie nazwisko. Pierwsze miałem Teofil Dolata, drugie miałem...

więcej
sanitariusz, pomoc w Szpitalu Ujazdowskim

Antoni Chełkowski „Kędzierzawy”

Moje nazwisko Antoni Chełkowski, o pseudonimie „Kędzierzawy”. Powstanie Warszawskie zastało mnie u...

więcej
starsza sanitariuszka

Zofia Krystyna Romanowska „Siostra Krystyna”

Co pani robiła przed 1 września 1939 roku? W tym czasie już pracowałam w PKO w Warszawie przy ulicy...

więcej