Katarzyna Utracka
Dział Historyczny Muzeum Powstania Warszawskiego
Nie stanowili zwartej jednostki bojowej, nie maszerowali pod jednym sztandarem i rzadko walczyli ramię w ramię. A jednak przeszli do historii jako symbol elity Polskich Sił Zbrojnych czasu II wojny światowej. Cichociemni Spadochroniarze Armii Krajowej rekrutowali się spośród żołnierzy różnych formacji Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, zdecydowanych na podjęcie walki konspiracyjnej w okupowanej Polsce.
Nazwa „cichociemni” pojawiła się w okresie ćwiczeń w Szkocji. Kursanci otrzymywali różne zadania, takie jak wysadzenie mostu czy opanowanie budynku. Pozorowane akcje były prowadzone przeważnie nocą, czyli w ciemnościach, z zachowaniem koniecznej ostrożności, czyli cicho. Sami żołnierze określali je mianem „cichociemnych”, a określenie to z czasem przylgnęło do całej formacji spadochroniarzy Armii Krajowej.
Przed przerzutem do Polski Cichociemni spotykali się w niewielkich grupach szkoleniowych, by otrzymać indywidualne przydziały w Związku Walki Zbrojnej, później przeformowanym w Armię Krajową. Pierwsza grupa została przerzucona do Polski w nocy z 15 na 16 lutego 1941 roku. Ogółem do okupowanego kraju wysłano 316 Cichociemnych, choć kilku z nich nie dotarło do Polski. Byli przeznaczeni do najtrudniejszych zadań – dywersyjnych, sabotażowych i wywiadowczych. Wyróżniało ich nie tylko doskonałe wyszkolenie, lecz także samodzielność i umiejętność działania w warunkach skrajnego zagrożenia. Największą bitwą, w której wzięło udział 95 spośród nich, było Powstanie Warszawskie.

Szkolenie spadochronowe w Lundin Links nieopodal Leven w Szkocji. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Po napaści Niemiec na Polskę 1 września 1939 r., która zapoczątkowała II wojnę światową, polskie siły zbrojne stawiły agresorowi zacięty opór. Jednak po ataku Armii Czerwonej od wschodu 17 września los Polski jako niezależnego państwa został przesądzony. Dwaj okupanci – III Rzesza i Związek Sowiecki – rozpoczęli brutalną politykę terroru, deportacji oraz planowej próby wyniszczenia narodu polskiego. Terytorium kraju podzielono na ziemie wcielone do III Rzeszy oraz obszary okupowane, z których utworzono Generalne Gubernatorstwo, natomiast Sowieci narzucili swoją władzę na wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej.
W tej sytuacji Polacy stworzyli Polskie Państwo Podziemne – struktury cywilne i wojskowe odtwarzające funkcje państwowe w warunkach konspiracji, podporządkowane Rządowi RP na uchodźstwie w Londynie. Jego zręby zaczęto tworzyć już we wrześniu 1939 r., a w listopadzie tego roku powołano Związek Walki Zbrojnej, który w lutym 1942 r. przekształcił się w Armię Krajową – jedną z największych organizacji zbrojnych w okupowanej Europie.
Równocześnie wielu polskich żołnierzy ewakuowało się na Zachód, gdzie formowano Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie – najpierw we Francji, a potem w Wielkiej Brytanii – kontynuując walkę u boku aliantów. To właśnie na styku konspiracji w kraju i wojska na emigracji zrodziła się koncepcja Cichociemnych.
Na przełomie 1939 i 1940 roku dwaj polscy inżynierowie, zaprzyjaźnieni od szkolnych lat – Jan Górski i Maciej Kalenkiewicz, oficerowie sztabowi w randze kapitana – przekazali Naczelnemu Wodzowi, generałowi dywizji Władysławowi Sikorskiemu, projekty nawiązania łączności lotniczej z okupowaną Polską. Ich koncepcja zakładała nie tylko przerzut ludzi i sprzętu, lecz także stworzenie oddziałów desantowych, gotowych wesprzeć planowane powstanie w sprzyjającym momencie.
Myśl o łączności lotniczej z krajem nurtowała również najwyższych dowódców. 28 listopada 1939 roku Naczelny Wódz wydał dowódcy lotnictwa, generałowi brygady Józefowi Zającowi, rozkaz zorganizowania stałej komunikacji lotniczej z centralnymi ośrodkami w okupowanej Polsce. Polecenie to nie zostało jednak wykonane. Zadecydowały o tym braki sprzętowe oraz priorytety aliantów, którzy koncentrowali się na rozbudowie lotnictwa bombowego i myśliwskiego.
Dla Górskiego i Kalenkiewicza była to jednak nie tylko koncepcja wojskowa, lecz także osobista misja, dojrzewająca w doświadczeniach klęski i emigracji. Jan Górski „Chomik”, po latach tak opisywał genezę tej idei: „Marzyłem o tym od najgorszych dni mego życia w Bals – obozie rumuńskim. Marzyłem mieszkając w samochodzie na podwórzu ambasady w Bukareszcie, a potem, gdy spałem w garażu, przygarnięty przez szoferów. Ta myśl była dla mnie jedyną radością i narkotykiem, do którego uciekałem się w czasie spacerów po Bukareszcie czy Paryżu. Leżąc na pryczy w kryminale policyjnym czy też objadając się winogronami nad Ołtecem. Od słonecznej Rumunii, poprzez Jugosławię, potem Włochy i Francję aż tu, na tę wyspę prowadziła mnie ta jedna, jedyna myśl: powrócę do Polski – jako spadochroniarz!”.
Po kapitulacji Francji i ewakuacji do Wielkiej Brytanii, dzięki staraniom kapitanów Górskiego i Kalenkiewicza, w październiku 1940 roku w brytyjskim ośrodku szkoleniowym w Ringway pod Manchesterem został zorganizowany pierwszy polski kurs spadochronowy, w którym wzięło udział 12 uczestników.

W maju 1940 roku kapitan Jan Górski (pierwszy z lewej) i kapitan Maciej Kalenkiewicz (w środku) zostali przeniesieni pod rozkazy generała broni Kazimierza Sosnkowskiego, ówczesnego Komendanta Głównego Związku Walki Zbrojnej. Pracowali tam nad planami wsparcia drogą lotniczą powstania powszechnego w Polsce, w tym nad zrzutami spadochronowymi i lądowaniem samolotów w okupowanym kraju. Fot. Zbiory prywatne
W szkoleniu dla przyszłych Cichociemnych uczestniczyli ochotnicy wybrani spośród żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych w Wielkiej Brytanii, na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Wielu z nich służyło w 1 Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej pod dowództwem generała brygady Stanisława Sosabowskiego. Kandydaci na skoczków musieli sprostać ostrym kryteriom oceny moralnej oraz predyspozycji psychofizycznych.
Oprócz sprawności fizycznej i wartości bojowej przyszły spadochroniarz musiał wyróżniać się błyskotliwą inteligencją, zdolnością improwizacji oraz odpornością psychiczną. Niezbędna była także umiejętność prowadzenia samochodu i motocykla. Atutem była znajomość języków obcych, zwłaszcza rosyjskiego i niemieckiego. Ostateczny werdykt należał do szefa Oddziału VI Specjalnego Sztabu Naczelnego Wodza.

Maj 1943 roku. Pamiątkowe zdjęcie z okazji pożegnania żołnierzy 24 Pułku Ułanów 10 Brygady Kawalerii Pancernej odchodzących na szkolenie dla Cichociemnych. Drugi od lewej stoi podchorąży Kazimierz Bernaczyk (późniejszy Cichociemny „Rango”, po wojnie Kazimierz Bernaczyk-Słoński), trzeci od lewej podchorąży Tadeusz Nowobilski (Cichociemny „Dzwon”), czwarty od lewej podchorąży Zdzisław Straszyński (Cichociemny „Meteor”), szósty od lewej podchorąży Adam Krasiński (Cichociemny „Szczur”), siódmy od lewej podporucznik Andrzej Prus-Bogusławski (Cichociemny „Pancerz”). Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Kolejna selekcja następowała podczas wieloetapowego szkolenia przeprowadzanego w około 50 tajnych ośrodkach Kierownictwa Operacji Specjalnych (Special Operations Executive, SOE) oraz polskich bazach. Kadra instruktorska była w większości polska. Intensywność szkolenia sprawiała, że kończył je jedynie co czwarty uczestnik.
Zasada była prosta: jak najmniej teorii, jak najwięcej praktyki. Program dostosowywano do przyszłych zadań – inaczej szkolono dywersantów i oficerów wywiadu, inaczej radiotelegrafistów czy sztabowców. Szkolenie obejmowało cztery grupy szkoleń: zasadnicze, specjalnościowe, uzupełniające oraz praktyczne. W ramach tych grup organizowano kilka lub nawet kilkanaście kursów, w tym obowiązkowe dla wszystkich kursy odprawowy i spadochronowy.
W marcu 1941 roku rozpoczął działalność polski ośrodek szkolenia spadochronowego w Largo House w Szkocji. Z powodu wyjątkowej trudności toru przeszkód był nazywany „małpim gajem”. Finałem kursu były skoki z wieży spadochronowej. Następnie kandydaci trenowali w brytyjskim ośrodku spadochronowym w Ringway pod Manchesterem lub w polskiej bazie w Ostuni we Włoszech. Wykonywali około pięciu skoków, w tym jeden nocny.
Jak wspominał podpułkownik Felicjan Majorkiewicz „Iron”, uczestnik szkolenia ze specjalnością w dywersji: „Na wzgórzu Largo law była pobudowana wieża o wysokości 24 metrów, z której w okresie tygodnia szkolenia każdy skakał co najmniej po kilkanaście razy, aby skok ukończyć prawidłową przewrotką i oswoić się z przestrzenią. Mimo woli odczuwałem zawsze lęk, gdy siadałem na zawieszonej między ziemią a niebem desce, przywiązany do linki ćwiczebnej czaszy spadochronu. Nie patrzyłem w dół, lecz w obrany punkt na horyzoncie. […] Podobnego uczucie lęku doznawałem przy dwóch obowiązkowych skokach z balonu, szczególnie nocnym, gdy dął duży wiatr i żaden skoczek innej narodowości nie chciał skakać, zwłaszcza że kierownictwo ośrodka odradzało skoków w takich warunkach. Pomimo to postanowiliśmy skakać. […] Skoki z samolotu – co najmniej trzy, w tym jeden nocny – odbywały się przez otwór w podłodze. […] Skoki te w porównaniu ze skokami z balonu, były przyjemne, co nie przeszkadzało, że każdy za nas przed skokiem odczuwał dużo emocji połączonej z uczuciem strachu. Zresztą każdy reagował inaczej. Jeżeli chodzi o mnie to najmniej emocji odczuwałem wówczas, gdy skakałem jako pierwszy. Nie lubiłem tłoczenia się przy otworze”.
Na zakończenie szkolenia kandydaci przystępowali do kursu odprawowego, który uczył zasad konspiracji oraz tworzenia „legendy”, czyli wiarygodnej nowej tożsamości. Po jego zakończeniu przyszły skoczek otrzymywał fałszywe dokumenty i tzw. cenzurkę, przesyłaną do kraju drogą radiową, a złożenie przysięgi na rotę AK było symbolicznym zwieńczeniem drogi szkoleniowej.

Polski ośrodek szkoleniowy Largo House żołnierze nazywali „małpim gajem” ze względu na to, że porastały go stuletnie dęby, a kursanci musieli przedostawać się z drzewa na drzewo, skacząc między gałęziami za pomocą lin, trapezów i huśtawek. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

W trakcie szkolenia żołnierze musieli pokonywać skomplikowane tory przeszkód, obejmujące m.in. przeprawę przez zbiorniki wodne. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Pierwsza grupa Cichociemnych wylądowała na terytorium okupowanej Polski w nocy z 15 na 16 lutego 1941 roku. Był to jednocześnie pierwszy w historii przerzut spadochroniarzy z Wielkiej Brytanii na kontynent. Operacja nosiła kryptonim „Adolphus”.
Loty wykonywano od jesieni do wiosny, korzystając z dłuższych nocy. W listopadzie zostały wznowione i trwały do kwietnia 1942 roku. Miały charakter eksperymentalny – chodziło o wypracowanie maksymalnej skuteczności przy minimum strat. Kolejne operacje zrzutowe realizowano w sezonach operacyjnych „Intonacja” (wrzesień 1942 – kwiecień 1943), „Riposta” (wrzesień 1943 – lipiec 1944) oraz „Odwet”. Początek ostatniego zbiegł się z wybuchem Powstania Warszawskiego, sezon ten trwał do grudnia 1944 roku.
Do jesieni 1943 roku samoloty startowały z Wielkiej Brytanii, później trasą południową – z Afryki Północnej i południowych Włoch, z lotniska Campo Casale położonego nieopodal Brindisi. Przerzutów dokonywały polskie i brytyjskie załogi latające na Consolidated B-24 Liberator oraz Handley Page Halifax. Ośmiu Cichociemnych dotarło do Polski na pokładzie samolotu Douglas C-47 Dakota, który lądował na konspiracyjnych lotniskach (operacje „Most 1”, „Most 2”, „Most 3”).
Tak moment lądowania w okupowanej Polsce opisał porucznik Stefan Bałuk „Starba”, skaczący do kraju w nocy z 9 na 10 kwietnia 1944 roku w rejonie Dąbrówki, nieopodal stacji kolejowej Tłuszcz: „Zapaliło się zielone światło i nie czekając na komendę: »Go!« odbiłem się rękoma od krawędzi otworu i runąłem w dół. Wyrzuciło mnie w powietrze z prędkością lecącego samolotu – przypuszczalnie było to jakieś 200 kilometrów na godzinę – po kilku sekundach szarpnęło mną silnie – znak, że spadochron się otworzył i napełnia się powietrzem, linki spadochronu ustawione były pionowo, tak że nie było żadnych zawirowań. Byłem zachwycony widokiem – nade mną było szeroko rozpostarte wygwieżdżone niebo – pode mną jasna polana zalana księżycowym światłem. Ziemia zbliżała się do moich nóg. Wylądowałem na mazowieckim piaseczku miękko i łagodnie – miałem tak zwane miękkie lądowanie, ale dla zasady zrobiłem przewrotkę. Dotknąwszy ziemi doznałem ogromnego wzruszenia, rozpostartymi ramionami przytuliłem się do niej i ją pocałowałem. Po wielu latach rozłąki wracałem do Kraju, aby walczyć o jego wolność na ojczystej ziemi”.

Czasza spadochronu typu Irvin QD miała średnicę około 8 metrów, a jej powierzchnia wynosiła około 50 metrów kwadratowych. Po wylądowaniu trzeba było ją jak najszybciej „zgasić” i ukryć, by nie pozostał ślad po zrzucie. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Bezpośrednio przed wylotem ekwipunek Cichociemnych był dokładnie sprawdzany, aby upewnić się, że nie posiadał metek ani innych oznaczeń, które mogłyby sugerować jego angielskie pochodzenie. Troska o każdy szczegół nie była przesadą – od autentycznego wyglądu zależało bezpieczeństwo skoczka po wylądowaniu.
Poważny kłopot sprawiał już sam dobór ubrania, które należało w Londynie dopasować do realiów warszawskiej ulicy. „Najcenniejszą częścią mej garderoby była mocno wytarta na łokciach, ale autentyczna jesionka firmy »St. Cichocki – Warszawa«, którą dostałem via Polski Czerwony Krzyż. Resztę musiałem kupić. […] Wielokrotnie przymierzaliśmy zakupione londyńskie ciuchy i ocenialiśmy nawzajem, jak będą pasowały do Marszałkowskiej. Starannie wypruwałem wszelkie »Made in England« i znaki firmowe, które w przypadku rewizji mogłyby mnie wsypać. Przeglądałem każdą sztukę ubrania, każdą koszulę, likwidując wszelkie ślady angielskiego pochodzenia”.
Relację tę pozostawił kapitan Stanisław Jankowski „Agaton”, który skoczył do kraju w nocy z 3 na 4 marca 1942 roku. Jak sam po latach dodawał, mimo drobiazgowej kontroli ekwipunku na stacji wyczekiwania, po wojnie odkrył na przywiezionym dla córki swetrze ledwie widoczną metkę „Pure Wool”.
Do skoku żołnierz zakładał cywilne ubranie oraz płaszcz, na które zapinał pasy z kieszeniami kryjącymi tzw. gwoździe, czyli puszki z pieniędzmi przeznaczonymi dla Komendy Głównej AK oraz Delegatury Rządu RP na Kraj. Całość uzupełniał kombinezon zrzutowy oraz hełm z okularami ochronnymi. Na nogach miał buty z gumowymi wkładkami, a stawy skokowe zabezpieczał bandażami elastycznymi. Na plecy zakładał brytyjski spadochron typu Irvin. Oprócz tego wyposażony był w dwa pistolety z zapasem amunicji, latarkę, kompas oraz zestaw map. Ponadto posiadał m.in. spis sprzętu zrzucanego wraz z daną ekipą, porcję żywności, apteczkę oraz truciznę na wypadek aresztowania. Niektórzy przewozili również pocztę ze Sztabu Naczelnego Wodza do dowódcy AK.
Tak przygotowany Cichociemny był gotów do skoku na terytorium okupowanej Polski.4

Jednym z elementów szkolenia spadochronowego, jakie przechodzili przyszli Cichociemni było zapoznanie się z wyposażeniem skoczka. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Przykładowy zestaw uzbrojenia i wyposażenia Cichociemnego podczas służby w kraju: niemiecka latarka wojskowa, busola polowa, amerykański pistolet Colt 1911, brytyjski wojskowy nóż szturmowy Fairbairn-Sykes, latarki oraz brytyjski scyzoryk nazywany Churchillem. Pamiątki ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego, Muzeum Wojska Polskiego i Krzysztofa Purcelskiego.

Apteczka stanowiąca wyposażenie zrzutowe Cichociemnego, porucznika Stanisława Jankowskiego „Agatona”. W zestawie znajdują się m.in. tabletki na dolegliwości żołądkowe, leki przeciwgorączkowe, morfina, plastry i środki do uzdatniania wody. Pamiątka ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego
Po skoku każdy Cichociemny, zwany niekiedy „ptaszkiem” lub „zrzutkiem”, przechodził kilkutygodniową aklimatyzację pod okiem kobiet z referatu „Ewa-Pers”, popularnych „ciotek”. Po zakończonej aklimatyzacji i wyrobieniu niezbędnych dokumentów skoczek był przekazywany do dyspozycji Oddziału I Komendy Głównej AK, gdzie otrzymywał przydział. Cichociemni służyli w wywiadzie, legalizacji i łączności. Odrębną grupę stanowili żołnierze, którzy mieli odegrać istotną rolę w przygotowaniach do powszechnego powstania, a więc instruktorzy, lotnicy, żołnierze wojsk pancernych, dowódcy oddziałów i oficerowie sztabowi.
Najwięcej Cichociemnych trafiło do organizacji dywersyjnej „Wachlarz” i Związku Odwetu – pionu walki bieżącej Związku Walki Zbrojnej, a następnie – po połączeniu tych struktur – do Kedywu (Kierownictwa Dywersji) Armii Krajowej. Jednym z nich był porucznik Adam Borys „Pług”, dowódca słynnego oddziału „Agat-Pegaz”, czyli późniejszego Batalionu „Parasol”. Jego podkomendni przeprowadzili wiele akcji likwidacyjnych przedstawicieli niemieckiego aparatu terroru. Najsłynniejszą z nich było wykonanie wyroku śmierci na dowódcy SS i policji na dystrykt warszawski, SS-Brigadeführerze Franzu Kutscherze, nazywanym „katem Warszawy”.
Cichociemni służyli też w oddziałach partyzanckich, jak choćby porucznik Jan Piwnik „Ponury”, który dowodził Zgrupowaniami Partyzanckimi AK „Ponury” działającymi na terenie Gór Świętokrzyskich. Ci, których wybuch Powstania zastał w Warszawie, wzięli udział w walkach w mieście.

Lipiec 1943 roku. Podkomendni Jana Piwnika „Ponurego” na Wykusie w Puszczy Świętokrzyskiej. Wykus to nazwa uroczyska w Lesie Siekierzyńskim w Górach Świętokrzyskich, gdzie podczas okupacji znajdowała się baza partyzancka ugrupowania „Ponurego”. Wśród szóstki żołnierzy znajdują się Cichociemni: podporucznik Rafał Niedzielski „Mocny” (pierwszy z prawej), porucznik Jan Rogowski „Czarka” (z fajką) i podporucznik Waldemar Szwiec „Robot” (z prawej strony, w białej koszuli). Autorem zdjęcia jest Feliks Konderko „Jerzy”. Fot. ze zbiorów Mariusza Barana-Barańskiego
W czasie, gdy zapadła decyzja o rozpoczęciu walk o stolicę, w mieście i pobliskiej Puszczy Kampinoskiej przebywało około 100 Cichociemnych, którzy albo mieli przydziały w miejskich strukturach AK, albo oczekiwali na przydział i przerzut do okręgów w innych rejonach Polski. Kiedy 1 sierpnia 1944 roku wybuchło Powstanie Warszawskie, wielu z nich natychmiast włączyło się do walki.
Dowodzili oddziałami, służyli w sztabach i łączności radiowej, a także uczestniczyli w produkcji broni. Walczyli w każdym rejonie Warszawy. Najwięcej, bo ponad 50, działało w Śródmieściu i na Starym Mieście. Najwyższy przydział służbowy otrzymał generał brygady Leopold Okulicki „Kobra”, od 6 września pełniący obowiązki szefa Sztabu Komendy Głównej AK. Inny Cichociemny, pułkownik Kazimierz Iranek-Osmecki „Heller”, był szefem Oddziału II Informacyjno-Wywiadowczego Komendy Głównej AK i sygnatariuszem – w imieniu dowódcy AK – Układu o zaprzestaniu działań wojennych w Warszawie.
W sumie w Powstaniu wzięło udział 95 Cichociemnych. Osiemnastu z nich poległo.

Cichociemny Stefan Bałuk „Starba” (pierwszy od lewej) swój szlak bojowy podczas Powstania Warszawskiego rozpoczął jako podporucznik „Kubuś” na cmentarzu ewangelicko-augsburskim (luterańskim) na Woli, gdzie dokumentował koncentrację swojego oddziału oraz pierwsze walki. Fot. ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego

Pod koniec lipca 1944 roku Cichociemny porucznik Adolf Pilch „Góra” przeprowadził swoje Zgrupowanie Stołpecko-Nalibockie Armii Krajowej z Nowogródczyzny do Puszczy Kampinoskiej. Tam podczas Powstania Warszawskiego dowodził – już pod pseudonimem „Dolina” – Pułkiem „Palmiry-Młociny” w szeregach Grupy AK „Kampinos”. Po klęsce pod Jaktorowem żołnierze „Doliny” przedostali się za Pilicę, gdzie kontynuowali walkę do stycznia 1945 roku. Fot. Instytut Pamięci Narodowej

Stanisław Jankowski „Agaton” zaczął powstańczy szlak bojowy na Woli jako dowódca plutonu w Batalionie Specjalnym (późniejszy Batalion „Pięść”). 2 sierpnia 1944 roku na czele patrolu wyruszył do Śródmieścia Północnego, w rejon nieistniejącego już dziś placu Kazimierza Wielkiego. Żołnierzy „Agatona” uwiecznił inny Cichociemny, Stefan Bałuk „Starba” (powstańczy „Kubuś”). Fot. ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego

Furażerka z jasnego filcu należąca do Cichociemnego, porucznika Stanisława Jankowskiego „Agatona”, w konspiracji kierownika Wydziału Legalizacji i Techniki Oddziału II Informacyjno-Wywiadowczego Komendy Głównej AK specjalizującego się w podrabianiu dokumentów dla żołnierzy AK. Furażerka towarzyszy „Agatonowi” w walkach na Woli w szeregach Batalionu „Pięść”. Z tego okresu pochodzą dwie gwiazdki wycięte z puszki. Trzecia została doszyta pod koniec Powstania, kiedy „Agaton” otrzymał awans na kapitana. Był już wtedy dowódcą oddziału osłonowego Komendy Głównej AK „Łącz 59”. Pamiątka ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego
Po zakończeniu działań wojennych Cichociemni pozostawali pod szczególnym nadzorem komunistycznych służb. Władze PRL i Związku Sowieckiego represjonowały łącznie 103 Cichociemnych, z czego 58 przeszło przez komunistyczne więzienia. Czterdziestu żołnierzy-spadochroniarzy zostało skazanych w pokazowych procesach politycznych, w których zapadło 19 wyroków śmierci. Wykonano osiem z nich – zamordowano: majora Andrzeja Czaykowskiego „Gardę”, majora Hieronima Dekutowskiego „Zaporę”, porucznika Stefana Górskiego „Brzega”, majora Bolesława Kontryma „Żmudzina”, kapitana Aleksandra Kułakowskiego „Rywala”, podporucznika Czesława Rossińskiego „Kozła”, kapitana Mieczysława Szczepańskiego „Dębinę” oraz kapitana Stanisława Wintera „Stanleya”.
Wielu Cichociemnych trafiło do więzień NKWD i sowieckich łagrów. Wśród nich był generał brygady Leopold Okulicki „Niedźwiadek”, ostatni dowódca AK, który został zamordowany przez Sowietów w moskiewskim więzieniu na Łubiance. O Cichociemnych przez długie lata nie można było mówić ani pisać, ani prowadzić badań historycznych nad ich działalnością, dlatego wspomnienia i opracowania ukazywały się na emigracji. Pierwsza książka o Cichociemnych została wydana w Polsce dopiero po 1956 roku.
W 1995 roku Jednostka Wojskowa GROM przejęła tradycje Cichociemnych. W ostatnich latach pojawiło się coraz więcej opracowań i publikacji poświęconych tej wyjątkowej grupie żołnierzy Armii Krajowej.

Major Bolesław Kontrym „Żmudzin” (1898–1953). Fot. Jednostka Wojskowa GROM



Pamiątki po Cichociemnym Bolesławie Kontrymie „Żmudzinie” to wojskowy beret oraz podanie do Sądu Wojewódzkiego w Warszawie w sprawie powołania adwokata. Kontrym napisał je 28 lutego 1952 roku w więzieniu mokotowskim przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Niecały rok później w tym samym więzieniu został stracony. Pamiątki ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego
W toku akcji werbunkowej zgłosiło się 2385 kandydatów na Cichociemnych. Szkolenie ukończyło 605 z nich. Do skoku zakwalifikowano 579 osób, natomiast do okupowanej Polski skierowano 316 Cichociemnych.
Spośród nich 169 posiadało przeszkolenie dywersyjne, 50 było łącznościowcami, 37 ukończyło szkolenie wywiadowcze, 24 było oficerami sztabowymi, 22 zostało wysłanych z przeznaczeniem do służby lotniczej, 11 przewidziano jako instruktorów pancernych i przeciwpancernych, a 3 otrzymało przydział do legalizacji.
Spośród 316 Cichociemnych 102 zginęło w trakcie wojny, w tym m.in. 9 podczas lotu do Polski oraz 18 w walkach powstańczych. 43 zostało zabitych przez Niemców, w tym 8 zażyło truciznę po aresztowaniu przez Gestapo, a 11 (lub 13) zostało zamordowanych w obozach koncentracyjnych. 6 zostało zabitych przez Sowietów.
Cichociemni nigdy nie walczyli razem w jednym oddziale. Mimo to po wojnie nawiązywali ze sobą kontakty. W 1957 roku, na fali odwilży politycznej, zorganizowali w Poznaniu pierwszy zjazd spadochroniarzy AK i ich rodzin. Następne odbywały się już corocznie w Warszawie. Przez długi czas spotkania były aranżowane w rocznicę pierwszego skoku Cichociemnych do Polski. Od lat dziewięćdziesiątych XX wieku zjazdy odbywały się w trzecią niedzielę maja.
Od momentu przejęcia tradycji Cichociemnych przez GROM zjazdy organizowała Jednostka. Przyjeżdżali na nie kombatanci, którzy wspominali swoją służbę i poległych kolegów. Każdego roku uczestników było coraz mniej – wielu odchodziło na wieczną wartę. Podczas jednego z takich spotkań, w 2002 roku, dowódca Jednostki wręczył Złotą Odznakę GROM 11 Cichociemnym przybyłym na uroczystość. Od 2011 roku zjazdy przygotowywano już poza terenem Jednostki. Oprócz Cichociemnych brały w nich udział ich rodziny, żołnierze GROM-u i zaproszeni goście.
W ostatnich latach w organizację zjazdów włączyła się Fundacja im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej. Po śmierci w 2022 roku ostatniego żyjącego Cichociemnego, pułkownika Aleksandra Tarnawskiego „Upłaza”, dotychczasowa formuła zjazdów została zmieniona. Od tego momentu Fundacja Sprzymierzeni z GROM zaprasza na Dni Cichociemnych.

Cichociemni biorący udział w jednym ze zjazdów podczas wizyty na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach Fot. ze zbiorów Jednostki Wojskowej GROM
W styczniu 1995 roku w Bieszczadach odbyły się wspólne ćwiczenia brytyjskich Special Air Service i polskiego GROM-u. Gościem specjalnym zgrupowania był ówczesny przewodniczący Zespołu Historycznego Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej, Bronisław Czepczak-Górecki „Zwijak 2”. Opowiadał on operatorom o szkoleniach, które przeszedł w Szkocji podczas II wojny światowej, oraz o walce konspiracyjnej w okupowanej Polsce.
Dowódca GROM-u, pułkownik Sławomir Petelicki, już od pewnego czasu rozważał przejęcie przez Jednostkę tradycji Cichociemnych – obecność „Zwijaka 2” na zgrupowaniu w Bieszczadach nie była przypadkowa. Za jego wstawiennictwem 6 czerwca 1995 roku Cichociemni zrzeszeni w Zespole Historycznym Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej wyrazili zgodę na to, aby GROM przejął ich tradycje. 4 sierpnia 1995 roku Jednostka oficjalnie przejęła tradycje Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej.

Decyzja ministra obrony narodowej z 4 sierpnia 1995 roku w sprawie przejęcia tradycji Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej przez Jednostkę Wojskową GROM. Dokument ze zbiorów Jednostki Wojskowej GROM
W Muzeum Powstania Warszawskiego od lipca 2025 roku prezentowana jest wystawa „Najlepsi. Cichociemni. GROM”, poświęcona Cichociemnym i Jednostce Wojskowej GROM. Ekspozycja powstała z okazji 35-lecia GROM-u. Pokazuje przede wszystkim ludzi – ich wybory, motywacje i ideały, które kształtowały i wciąż kształtują elitarne formacje specjalne. Wystawa ma układ paralelny: na bocznych skrzydłach antresoli przedstawiono historie Cichociemnych i GROM-u, a centralna część łączy obie formacje poprzez wartości i symbolikę. Integralnym elementem jest replika samolotu Liberator z narracją o Cichociemnych. Zwiedzający mogą wysłuchać relacji bohaterów, zobaczyć archiwalne i współczesne filmy, w tym skok Cichociemnego Aleksandra Tarnawskiego „Upłaza” z GROM-em. Prezentowane są także autentyczne eksponaty i pamiątki po Cichociemnych oraz wyposażenie i przedmioty związane z GROM-em, w tym z misji zagranicznych. Wystawa inspiruje i pozwala zrozumieć istotę elitarnej służby, będzie czynna do końca maja 2026 roku.