Tędy przeszła Warszawa. Powstania Warszawskie – epilog

W trakcie Powstania Warszawskiego do obozu przejściowego w Pruszkowie – Dulagu 121 – trafiała ludność cywilna Warszawy wypędzana z miasta w miarę opanowywania przez Niemców poszczególnych dzielnic. Władze niemieckie obiecywały wysiedleńcom godne warunki i pełne bezpieczeństwo, jednak nie wywiązały się z tego przyrzeczenia. Znajdująca się w Muzeum Powstania Warszawskiego unikatowa kolekcja fotografii z obozu to przejmujące świadectwo ciężkiego losu, który przypadł im w udziale.

Obóz

Obóz w Pruszkowie Niemcy założyli 6 sierpnia 1944 r., szóstego dnia Powstania Warszawskiego, na terenie dawnych Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego. Na obszarze 48 hektarów znajdowało się dziewięć ogromnych hal odizolowanych drutem kolczastym oraz kilkanaście mniejszych budynków – wszystko otoczone betonowym murem z czterema bramami. Jak wielkie było to założenie, widać na niemieckim zdjęciu lotniczym z 15 sierpnia 1944 r. Zaznaczono na nim następujące miejsca: 1 – brama 14; 2 – hala nr 2; 3 – hala nr 5.

Wysiedlenia

Już dzień później trafił tam pierwszy transport – ocalali z rzezi mieszkańcy Woli. Kolejne przybywały aż do 10 października, kiedy w Dulagu 121 znaleźli się ostatni mieszkańcy Śródmieścia. Tę datę często uznaje się za moment, w którym obóz przestał funkcjonować jako miejsce przetrzymywania wypędzonych warszawiaków.


Transport

Dziennie do obozu przyjeżdżało kilkadziesiąt pociągów osobowych i towarowych, kierowanych pod bramę 14 (na pierwszym zdjęciu). Ponieważ na bocznicy nie było peronów, ludzie musieli wyskakiwać z wagonów wprost na ziemię. Na fotografiach widać, że była to znaczna wysokość, a niemieckim żołnierzom nie wolno było pomagać nawet chorym, rannym czy osobom w podeszłym wieku. Wszyscy musieli też samodzielnie nieść bagaże, nierzadko ciężkie i nieporęczne, bo zawierające większość ocalałego z Powstania dobytku. Wędrówce towarzyszyły krzyki i poszturchiwania niemieckiej załogi.



Hala nr 5

Pozostałych wysiedlonych kierowano do hali nr 5 (dawna wagonownia, widoczna w tle na trzech ostatnich zdjęciach), pełniącej funkcję pomieszczenia przejściowego, w którym odbywała się wstępna selekcja wysiedlonych, głównie pod kątem przydatności do pracy. Często oznaczało to rozdzielanie rodzin, co załoga niemiecka – jak wspominają byli więźniowie – czyniła nieraz „ze specjalną zwierzęcą satysfakcją”. Tym wymowniejsze są fotografie, na których widać przerażone twarze kobiet. Nieprzypadkowo Dulag 121 nazwano symbolem tragedii Warszawy.






Warunki

Zazwyczaj w obozie przebywało jednocześnie od pięciu do czterdziestu tysięcy ludzi, jednak w szczytowym momencie – koniec września i początek października – było ich znacznie więcej. Warunki były fatalne. W nieogrzewanych halach było tłoczno i duszno. W każdej znajdowały się rowy rewizyjne, które przez dwa miesiące ani razu nie były oczyszczone. Brakowało posłań; pozostawała jedynie betonowa podłoga – zimna i mokra, pokryta ekskrementami, śmieciami i gruzem. Rozrzucono na niej trochę słomy, ta  jednak szybko zgniła, stając się siedliskiem wszy i innego robactwa. W tej sytuacji część więźniów wolała koczować pod gołym niebem.


Chorzy i ranni

Osoby potrzebujące pomocy medycznej kierowano do hali nr 2, gdzie zorganizowano ambulatorium i izbę chorych. Początkowo za jedyne wyposażenie służyła skromnie wyposażona apteczka. Później w hali nr 8 zorganizowano szpital dysponujący nawet instrumentami chirurgicznymi, co pozwalało na dokonywanie prostych zabiegów. Zaplecze sanitarne obozu stanowił szpital w Tworkach, do którego odsyłano rannych i poważnie chorych.


Wyżywienie

Kuchnia wydawała codziennie od 20 do 35 tysięcy półlitrowych porcji zupy (co widać na pierwszym zdjęciu poniżej) i była to podstawa wyżywienia. Dodatkowo więźniowie dostawali pół litra kawy oraz około 25 dekagramów chleba razowego na śniadanie i kolację. Były to drastycznie małe porcje i w obozie panował głód. Polski personel starał się w miarę możliwości zwiększać i urozmaicać wyżywienie, dostarczając np. mleko dla dzieci (zdjęcie szóste) oraz rozdając dodatkowe porcje chleba (dwie ostatnie fotografie), jednak sytuacja nadal była trudna. Początkowo jedzenie dostawali tylko ci, którzy mieli jakiekolwiek naczynia – na zdjęciach widać szczęśliwców, którzy prawdopodobnie przywieźli je ze sobą.








Do pomocy włączyły się również struktury Polskiego Państwa Podziemnego. VI pruszkowski rejon AK oddał swoje zapasy: 20 ton ziemnaików, mąkę, cukier, boczek i słoninę.



Na pomoc potrzebującym

W obozie stacjonowała stuosobowa niemiecka załoga, ale dopuszczono tam również dochodzący z zewnątrz polski personel sanitarny i kuchenny, który cieszył się w dodatku względną swobodą. W obozowych służbach sanitarnych pracowało społecznie kilkudziesięciu lekarzy oraz blisko 300 sanitariuszek. Wyróżniały ich białe fartuchy i opaski ze znakiem czerwonego krzyża. Personel polski robił wszystko, aby ratować więźniów przed wywózką.

Pomocy udzielały także siostry zakonne – przede wszystkim szarytki (na zdjęciach poniżej) oraz benedyktynki samarytanki. Wysłane do obozu wraz z innymi warszawiakami, opiekowały się chorymi i pomagały w ucieczce, często wyprowadzając więźniów w stroju zakonnic i księży.



Dalsze losy

Obóz w Pruszkowie stanowił dla władz niemieckich ogromny rezerwuar siły roboczej. Ludzi niezdolnych do pracy, a więc „bezwartościowych”, wysyłano do różnych regionów Generalnego Gubernatorstwa, pozostawiając ich tam bez środków do życia. Wybranych kierowano na roboty przymusowe w głąb Rzeszy (dwie pierwsze fotografie).
Podczas formowania transportów wychodzących z Pruszkowa ludzi upychano w wagonach w takim ścisku, że zdarzały się przypadki uduszenia. Na podróż, nierzadko kilkudniową, nie dostawali ani picia, ani jedzenia. Od czasu do czasu polskiemu personelowi udawało się przedostać na bocznicę kolejową i dostarczyć wywożonym trochę chleba (co widać na trzecim zdjęciu).


Szacuje się, że przez obóz w Pruszkowie przeszło od 390 do 650 tysięcy warszawiaków. Jeśli pamiętać, że za tymi liczbami kryją się indywidualne, nierzadko tragiczne, ludzkie historie, każda z nich przeraża. Tych, którym udało się – głównie dzięki pomocy polskiego personelu – opuścić obóz, było według różnych źródeł od 30 do 100 tysięcy. Dla nich Pruszków stanowił ostatni etap popowstańczego exodusu. Dla pozostałych był to początek trudnej drogi w nieznane.

Propagandowe zdjęcia jako dowody zbrodni

Większość zdjęć wykonał Ewald Theuergarten, niemiecki fotograf, na zlecenie prowadzonego przez władze okupacyjne wydawnictwa. Fotografie zamieszczono w skierowanej do Polaków propagandowej publikacji „Tragedia Warszawy”, tzw. gadzinówce. Winę za cierpienia cywilów zrzucano na przywódców i uczestników Powstania Warszawskiego, całkowicie pomijając rolę niemieckiego wojska jako rzeczywistego oprawcy ludności cywilnej. Zdjęcia opatrzono zmanipulowanym komentarzem o „gorącej strawie”, opiece i bezpiecznej przystani, jaką warszawiacy znaleźli w Dulagu 121.


Zbiór niemieckich zdjęć z Pruszkowa jest jednym z licznych przykładów dokumentacji fotograficznej powstałej na potrzeby niemieckiej propagandy, po wojnie dobitnie świadczącej przeciwko samym autorom.


Autor artykułu:
Aleksandra Trzeciecka
Dział Ikonografii i Fotografii Muzeum Powstania Warszawskiego

Zobacz także

Nasz newsletter