Bogusław Porwisiak

Archiwum Historii Mówionej

Moje nazwisko Bogusław Porwisiak, [urodziłem się] 12 grudnia 1938 roku w Warszawie.

  • Jak się nazywali rodzice?


Stefan i Władysława.

  • Władysława z domu?


Jóźwiak.

  • Miał pan rodzeństwo?


Miałem rodzeństwo, młodszą siostrę.

  • Jak miała na imię?


Barbara, która […] doznała w czasie okupacji choroby Heinego-Medina i przebywając podczas całego Powstania, choroba się rozwinęła. Dziś jest kaleką bez lewej ręki – absolutny niewład lewej ręki pozostał po tej chorobie.

  • Urodził się pan tuż przed wojną. Czym przed wojną zajmowali się rodzice, z czego się utrzymywali?


W zasadzie ojciec był stolarzem meblowym, w związku z czym stolarka to była…

  • Miał zakład meblowy?


Meblowy zakład wspólnie z jakimś [innym stolarzem], no ale osobnika nie pamiętam.

  • Pod jakim adresem był ten zakład?


To była gdzieś chyba, jeśli się nie mylę, ulica Próżna, Marszałkowska, gdzieś w tej okolicy.

  • Pod jakim adresem państwo mieszkali?


Na Zielnej 42, w Śródmieściu. Mieszkanie i okna z mieszkania wychodziły na dom PAST-y, który nam towarzyszył przez całe Powstanie.

  • Mama zajmowała się po prostu domem?


Domem się zajmowała, bo miała jeszcze stryjka również, Tadeusza, który też bywał, zamieszkiwał…

  • To znaczy to był jej brat czy to był jej stryj?


To był jej męża brat.

  • Czyli pana ojca brat, Tadeusz?


Brat, Tadeusz [Porwisiak].

  • Który później brał udział w Powstaniu?


W Powstaniu Warszawskim.

  • To był starszy brat ojca czy młodszy?


Nie, był najmłodszy, bo było trzech braci, Marian, Stefan. Marian był najstarszy, Stefan i Tadeusz.

  • I Tadeusz pomieszkiwał u państwa?


Pomieszkiwał, no to matka musiała tą całą trzódkę jakoś ogarniać.

  • Proszę powiedzieć, czy pamięta pan jakieś momenty jeszcze sprzed Powstania, z okresu okupacji? Jakichś sąsiadów na przykład czy dzieci sąsiadów, z którymi pan się bawił?


Tutaj to pamięć nie sięga tak daleko, ponieważ miałem około pięciu lat, w związku z tym z dzieciakami się na podwórko wybiegało, jak to zwykle bywa wśród dzieci. Ale jeden z ciekawszych momentów tutaj może być taki, że ja miałem również kontakt… To znaczy ja wymuszałem, za co obrywałem od ojca cięgi, bo biegałem bawić się z niemieckimi dzieciakami do domu PAST-y. Tam na podwórko wbiegałem, oni mieli zabawki, samochodziki, kolejki, no to miałem zakaz oczywiście, ale ten zakaz był różnie traktowany. Otrzymywałem reprymendy i to czasami dosyć ostre w tonie, niemniej jednak takie zdarzenie miało miejsce.

  • Jak pan w ogóle wspomina okres dzieciństwa? Czy to było takie dzieciństwo mimo wojny po prostu radosne, czy jakoś odczuwał pan skutki wojny, okupacji niemieckiej? Czy to jakimś śladem na rodzinie się położyło?


Raczej był, jak sobie to kojarzę, dla dziecka… Skoro chodziliśmy na spacery do Ogrodu Saskiego, matka z ojcem wyprowadzali mnie często, tak że nie było jakiegoś momentu, w którym by była jakaś rozpacz czy nieszczęście. À propos tego spaceru do Ogrodu Saskiego, tam była fontanna, którą bardzo chętnie odwiedzałem, bo matce wtedy znikałem i z wodą byłem w kontakcie. Pewnego razu z tego pochyłego wejścia do obudowy fontanny zsunąłem się i wpadłem, znikając matce z oczu, co spowodowało z jej strony, bo mnie szukała, a ja sobie głęboko siedziałem w wodzie, w fontannie, w Ogrodzie Saskim. To pamiętam, że było potem jeszcze po wojnie wielokrotnie ze strony matki wspomnienia, jak ona to przeżywała, bo tam ktoś nawet sygnalizował, że się topię czy tam pluszczę w tej wodzie. Oczywiście reprymenda była odpowiednia, ale to taki moment związany z Warszawą, z jej częścią, którą kojarzę.

  • Czy pamięta pan nazwiska jakichś sąsiadów, którzy mieszkali z państwem czy których państwo odwiedzali, przyjaźnili się rodzice?


Niestety nie, pamiętam tylko nazwiska chyba, ale w tej chwili też nie. Gdzieś tam mam zanotowane, bo po wojnie były rozmowy. Matka wspominała i powinienem pamiętać, ale niestety pamięć jest zawodna.

  • Czy wybuch Powstania Warszawskiego, 1 sierpnia, jakoś został w pana pamięci?


Tak.

  • Jak to wyglądało?


To, że strzelanina, hałas, odgłosy strzelaniny i jakoś to było zaobserwowane, że coś się niewłaściwie dzieje, a później zaskoczenie, że jestem w piwnicy, że muszę opuścić mieszkanie, schodzę do piwnicy, chowając się przed ewentualnymi agresorami. Później to już cały czas też w tej takiej traumie wojennej piwnicznego przemieszczania się z jednego budynku do drugiego. Ten się zawalił czy został uszkodzony, to między murami piwnic, lochami przemieszczaliśmy się dalej. Pamiętam, to utkwiło w pamięci, płacz dzieci, modlitw, pogrzebowy nastrój, którego się trudno wyzbyć z pamięci – to mi pozostało, to mi utkwiło głęboko w pamięci.

  • Czy ojciec został z państwem?


Tak, ojciec przez cały czas Powstania był z nami. Pamiętam, jak ciężko pracował przy przejściach między budynkami, gdzie ściany były po kilka metrów i trzeba było przekuć się do następnego pomieszczenia, bo strach było wyjść, żeby jakoś tam wymanewrować i przejść, kiedy [będzie można]. Pamiętam też moment i opowiadanie matki po wojnie, jak ojciec mnie gdzieś przeprowadzał z miejsca na miejsce i nastąpił atak ze strony Niemców za pomocą ciężkiego działa, które wtedy nazywano ryczącą „krową”. Po tych rykach, że tak powiem, ojciec mnie rzucił pod mur, swoim ciałem mnie przykrył i przeczekaliśmy atak ze strony tej ryczącej krowy. To jest też takie pamiętne, bo ten moment jakoś człowiek fizycznie chyba nawet odczuł, bo bolało, jak został chłopak pięcioletni przyciśnięty do ziemi.

  • Większość czasu spędził pan z rodziną w piwnicach?


Całe Powstanie Warszawskie w piwnicach.

  • Mieszkali państwo blisko PAST-y. Czy państwo orientowali się, że trwają walki o PAST-ę? Czy dochodziły jakieś informacje na ten temat, czy było to utrudnione, dlatego że musieli się państwo kryć w piwnicy?


No nie, chyba nie było to jakoś rejestrowane, czym jest ten dom PAST-y. Rodzice się orientowali, reagowali, wiedzieli. Ja natomiast uważałem, że tam są chłopcy, tam trzeba zobaczyć, jaki mają sprzęt, pobawić się. Natomiast ojciec twierdził, że musimy się ewakuować, bo tu pójdzie też atak ze strony Powstańców, w związku z tym nie możemy okna w okna przebywać. Nawet w piwnicy szukał innego bezpieczniejszego pomieszczenia. Gdzie się przenieśliśmy w danym momencie, to trudno mi powiedzieć, w każdym razie wiem, że piwnice zawalone czy uszkodzone na skutek bombardowań trzeba było opuszczać i przemieszczać się w inne miejsca.

  • Stryj Tadeusz, który jak powiedział pan, pomieszkiwał z państwem, poszedł do Powstania. Czy on gdzieś się pojawiał, przychodził, czy przez całe Powstanie już się nie pojawił?


Pojawił się. Pojawił się chyba raz, jak matka wspominała raz, albo dwa. Podczas jednego ze spotkań zostałem wyproszony z pokoju do innego pokoju czy nawet pozwolenie na pójście na podwórko, bawić się, ale przez ułamki sekund widziałem stryjka i potem dopytywałem, dlaczego wujek się przebrał. Przyszedł w mundurze oficera chyba, nie wiem, czy to było… Trudno przypomnieć, co mówiono na ten temat, SS czy Wermacht.

  • W każdym razie w niemieckim mundurze?


W niemieckim mundurze

  • I to było w czasie Powstania czy przed Powstaniem?


To było przed Powstaniem, a później się pojawił już w mundurze akowskim, z opaską. Ja tego nie widziałem, natomiast zauważyłem kątem oka, bo mnie przeproszono do innego pokoju, że coś tu się zdarzyło, coś się stało – dlaczego wujek w niemieckim mundurze. Ale najprawdopodobniej już wówczas działał i miał do spełnienia jakąś szczególną misję, skoro założył mundur niemiecki.

  • Wizyta podczas Powstania z opaską to była wizyta, podczas której ostatni raz widzieli państwo stryja?


Widzieliśmy ostatni raz, tak, później już widocznie został skierowany przez Niemców do obozu, wywieziony do Niemiec.

  • Czy pamięta pan taką codzienność? Co państwo jedli, jak mama funkcjonowała, jak dbała o to, żeby pan nie chodził głodny?


To też utkwiło mi w pamięci, a mama to jeszcze później powtarzała, że kobiety organizowały posiłki z różnego rodzaju produktów, a te produkty, które wymagały, że tak powiem gotowania czy ognia – to się działo na podwórko – kobiety miały takie różnego rodzaju piecyki, różnego rodzaju możliwości zagotowania czy ewentualnie usmażenia posiłków. Podczas jednego – to matka opowiadała – podczas jednego przyrządzania tych posiłków omal nie zginęła, bo uderzył pocisk. Kilka osób zostało nawet ciężko rannych wśród tych kobiet. Wszystko zostało zniszczone i przez jakiś czas mieliśmy do spożycia tylko suchary. Nie było możliwości [przygotowania] jakiegoś bardziej sensownego gotowanego [jedzenia] do spożywania. To pamiętam i chyba taki stan trwał przez dłuższy okres czasu.

  • Czy pamięta pan Powstańców? Czy widział pan jakichś żołnierzy?


To tylko jeżeli widziałem, to mnie chyba zainteresowało to, że przenoszono ludzi rannych…

  • Na noszach?


Na noszach takich i to z bardzo dużym trudem przeciskając się przez te czeluście, które między tymi budynkami zostały wykute. Bo pamiętam, że ojciec przychodził cały zapylony, brudny, bo też uczestniczył przy tym wykuwaniu otworów przejściowych między budynkami. To jakoś tak kojarzę, że umorusany, że brudny taki, co zwracało moją uwagę.

  • Czy pana dziadkowie też mieszkali w Warszawie podczas Powstania?


Nie, w różnych częściach kraju, ale nie.

  • Czyli nie było bliskiej rodziny w innej części Warszawy?


Nie, nie było. My byliśmy odosobnieni. Gros rodziny zamieszkiwało w Łodzi i tu kierowaliśmy się z Pruszkowa do Łodzi.

  • Pamięta pan ten moment, kiedy państwo wyszli ze swojego mieszkania czy w zasadzie z piwnicy?


Pamiętam doskonale, bo nie kojarzę dobrze faktu, który miał miejsce, związanego z [pewnym] zdarzeniem. W drodze, jak nas pędzono, wypędzano z Warszawy, kolumny szły gdzieś przed Pruszkowem drogą, zobaczyłem w okolicy, gdzie się przechodziło, ziemniak.

  • Rarytas.


Matka później wspominała, jaką ja okazywałem radość, że mam coś do jedzenia. Znalazłem tego ziemniaka i to była największa frajda, że będziemy mogli jeść. Matka później, już po wojnie, często wspominała: „Jedz, bo byłeś głodny, a teraz masz co jeść, wobec tego nie odmawiaj”.

  • Kiedy mniej więcej nastąpiło wyjście do Pruszkowa?


Też były wspomnienia, ale chyba jakoś nie zarejestrowałem szczególnie, jak to [było] w tym Pruszkowie. Nawet sobie nie bardzo kojarzę, jak to w tym Pruszkowie się parcelowano, przemieszczano, jak Niemcy segregowali, [jak wyglądał] ten na wyjazd do Niemiec, ten….

  • Ale jeszcze chciałam zapytać, czy to był moment, kiedy Powstanie upadło, to wtedy państwo wychodzili…


Tak, wtedy [wypędzono] do Pruszkowa wszystkich cywilnych – wszyscy, którzy wyszli z piwnic, jeszcze stać ich było na to, żeby było przemaszerować sporo. Nie pamiętam, jakie tam były te podwody, jaki transport Niemcy używali, tego nie pamiętam, w każdym razie kawałek trzeba było przejść drogą, gdzie znalazłem wspomnianego ziemniaka i się ogromnie cieszyłem, matce zaniosłem.

  • A były rzeczy, które pan pamięta, że udało się zabrać ze sobą w tej drodze do Pruszkowa i potem w tej dalszym pielgrzymowaniu z Warszawy? Co państwo zabrali, bo wiadomo, że nie można było zabrać wiele?


Przede wszystkim jak była dwójka małych dzieci…

  • Siostra, w którym roku się urodziła, Basia?


Ona jest ode mnie młodsza o cztery lata.

  • Czyli w czterdziestym drugim?


Tak.

  • To była bardzo mała, była dzieckiem na ręku.


Tak, to matka [zabrała jakieś rzeczy], kołdra, nie kołdra, koc, poduszka; takie rzeczy, które można było zabierać, nie było ograniczeń.

  • Pan coś niósł oprócz tego ziemniaka, którego pan znalazł?


Jeszcze do niedawna miałem walizeczkę, którą miałem, tylko już się rozsypała, już się rozleciała przez moje tutaj też przemieszczania. Ale bardzo długo, długo przywoływała mi pamięć.

  • Co było w walizeczce, kiedy pan wychodził z Warszawy?


Było moje ubranko, nawet jakieś takie, które na spacery…

  • Wyjściowe?


Wyjściowe, tak, bo matka mówi: „Przecież gdzieś kiedyś się zatrzymamy i w ludzkich warunkach będziemy egzystować, w związku z tym pierwsze, to żebyś miał co na siebie włożyć”. Tak to interpretowała.

  • A jakaś zabawka, coś takiego osobistego też?


Nie pamiętam, co to tam było.

  • Czy ojciec też z państwem wyszedł?


Wyszedł, tak.

  • I razem szliście do Pruszkowa. Potem w Pruszkowie jak to wyglądało?


W Pruszkowie ojca izolowano od nas.

  • Podzielono, mężczyźni…


Tak. Najprawdopodobniej ojciec miał kierunek do obozu w Niemczech i tak jak z relacji matki to wyglądało, to chyba z transportu, którym był wywożony do Niemiec, uciekł. Uciekł i po krótkim bardzo okresie kierował się do Warszawy. Jak matka mówiła, [kiedy jechał] do Warszawy, był atak Niemców, tych resztek, co się wycofywali, resztek, na samochód, którym jechał, i zginął.

  • A mama dowiedziała się o tym później?


Później, właśnie Jamrozińscy się kontaktowali później, znajomi z Warszawy, że mają jakieś informacje o śmierci ojca.

  • Czyli zostali państwo sami, bez wieści na temat stryja. Z samego Pruszkowa dokąd państwo trafili?


Do Łodzi.

  • Już bezpośrednio?


Już bezpośrednio do Łodzi.

  • Ale to był po prostu transport, czy w jakiś sposób udało się uciec?


Nie, tam najprawdopodobniej, jak mama mówiła, były zapytania, kto ma rodziny w Polsce, gdzie ma rodzinę, czy chce wracać do rodziny, czy chce jechać do Niemiec. Takie były tam podobno układy.

  • No tak, a mama miała dwójkę małych dzieci, więc powrót do rodziny był jak najbardziej sensowny.


Był jak najbardziej wskazany.

  • W Łodzi mieszkała rodzina zarówno mamy, jak i ojca?


Jak i ojca.

  • Czyli pojechali państwo do rodziny, czyli do rodziców mamy?


Do rodziców mamy, tak.

  • Czyli do pana dziadków. Jak się nazywali dziadkowie?


Jóźwiak. Też niełatwo było zdobyć, jak mama opowiadała, dach nad głową i jakąś sensowną pracę, żeby utrzymać dwoje dzieci, bo rodzina nie za bardzo garnęła się do wsparcia, do opieki. Niezbyt miłe to wspomnienia i mnóstwo później problemów, które matka przeżywała w związku z kontaktami rodzinnymi.

  • Rozumiem, że do warszawy już państwo nie wrócili, tak?


Już nie wróciliśmy, nie.

  • Czy matka próbowała chociaż tam do Warszawy się dostać, sprawdzić, czy coś zostało po państwa mieszkaniu, czy rozdział został jakby zamknięty?


Zamknięty został. Matka obarczona obowiązkami, dwójką dzieci, problemami zarobkowania, problemami życia, nawet nie chciała wspominać tego, co przeżyła. W sporadycznych momentach wracała, ale to już na jakichś takich szczególnych odruchach.

  • Czy pamięta pan swój pierwszy świadomy przyjazd do Warszawy po wojnie? Czy odwiedził pan w ogóle to miejsce, państwa miejsce zamieszkania?


Mi tak przykro było, że… Jest jeden budynek, ten, który odwiedzałem, jest, stoi, a ten budynek, który był naprzeciw, Zielna 42, zniknął z powierzchni. No bo Warszawa wracała do życia i trzeba pewne regulacje było wykonać. Nawet nie mogłem jakoś skojarzyć tego miejsca, patrząc na dom PAST-y, naprzeciw, bo tam już jakieś sklepiki, jakieś zabudowania. A próbowałem też, bo stryj Marian miał...

  • Czyli brat Tadeusza?


Brat Tadeusza miał chyba właśnie róg Próżnej, Marszałkowskiej zakład rymarsko-kaletniczy i ja tam bardzo lubiłem do niego biegać, przesiadywać, bo wujek miał produkcje kagańców, smyczy, pejczy i tam pieski różnego kalibru, różnej wielkości przychodziły i jaka frajda, jak można było go pogłaskać, pobawić się. Pamiętam, że takie zdarzenie miało również miejsce w czasie okupacji.

  • […] Kiedy miał miejsce pana przyjazd do Warszawy?


To teraz, ostatnie okresy, nie wiem. Pierwszy to tam byłem dziesięć czy piętnaście lat temu. Teraz też jak byłem i ta ogromna zabudowa, przytłaczająca, jak człowiek nie widział przez dwadzieścia lat, jak się to wszystko pozmieniało, no to taka radość, takie doznanie satysfakcji, że ta stolica tak pięknie się prezentuje. Można z przyjemnością i oglądać, i przebywać.

  • Czy odwiedził pan Ogród Saski i fontannę?


Też, też byłem

  • Ta fontanna stoi cały czas, zapewne ta fontanna główna, tak?


To był taki główny moment.

  • Tuż przy Grobie Nieznanego Żołnierza?


Na tyłach, jest to moment, który głęboko utkwił w pamięci i trudno było nie odwiedzić podczas pobytu. Poza tym jestem cały czas w takim nastroju, że pamięć po tych wszystkich zdarzeniach, po tej tragedii Powstania Warszawskiego, nie pójdzie u nas Polaków w zapomnienie, tylko będą jeszcze miejsca na to, żeby w historii istniała, żeby w historii można było potomnym przekazywać, jak to piękne dzisiaj miasto miało tyle cierpień i tyle zniszczeń.

  • Tak naprawdę to nasza rozmowa i pana wspomnienia to też jest element tej pamięci, dlatego to zostanie i takich wspomnień mamy jeszcze sporo.


Tak, tylko że ze mną ta pamięć odejdzie, a takich jak ja już jest niewielu i dlatego historia powinna to zakodować jakoś, utrwalić, żeby tej młodej generacji nie uszło to uwadze w przyszłości. […]

Łódź, 10 grudnia 2025 roku
Rozmowę prowadziła Anna Sztyk

Bogusław Porwisiak Dzielnica: Śródmieście Północne

Zobacz także