Jan Widera „Wisła”

Archiwum Historii Mówionej
Nazywam się Jan Widera, urodzony 15 maja 1926 roku, Francja, on son coeur, tak zwany Polak z Francji. Ojciec ze Starówki, mama z Pragi, a ja urodzony jestem we Francji. Nas czworo tam urodzonych rodzeństwa pochodzi z Francji. Najstarszy brat, który zginął w 1943 roku, w czasie okupacji, był urodzony w Polsce na Pradze.

  • Proszę powiedzieć, jak wyglądało pana dzieciństwo we Francji.

Dzieciństwo we Francji bardzo radosne, warunki świetne. Jak tutaj do Polski żeśmy przyjechali, to dzień do nocy. Tam rozkosz, a tu płacz, że się wróciło do Polski.

  • Jak to się stało, że pana rodzina znalazła się we Francji?

Ojciec był pepesowcem, no i tam wyrzucali komunistów z Francji w latach trzydziestych. Ojciec w obronie kolegów, bo nie chciał, żeby ich wyrzucali, to i też ojca wyrzucili z Francji i jego rodzina cała przyjechała do Polski w 1936 roku. Dziesięć lat tam przebywaliśmy. Po przyjeździe do Polski na Dworzec Centralny, jak żeśmy zobaczyli tą Polskę, no to była różnica między krajem tamtym a obecnym, to jak jestem teraz… Na Pragę przejechaliśmy i na Pradze cały czas mieszkamy. Nawet do dziś dnia siostra jeszcze mieszka na Pradze, na Nurzyńskiej. A tak to Łochowska, Siedlecka, to były te ulice, to tam się mieszkało przed wojną.

  • Czyli w1936 zamieszkał pan na Pradze wraz z rodziną…

Do Polski przyjechaliśmy w 1936 roku i tu żeśmy mieszkali cały czas w Warszawie, na Pradze dosłownie.

  • Tam był pana tata, mama, również brat?

Było nas siedmioro. Rodzice, ojciec, mama, jak mówiłem, brat, który urodził się w Polsce, z Polski wyjechał i mama wyjechała z nim do Francji, do ojca. No i czworo nas, dwie siostry i dwóch chłopaków, urodzeni we Francji. Byłem jeden ze średnich z braci. Z pokolenia całego zostałem tylko ja i siostra najmłodsza, 1932 rocznik, została i jeszcze żyje też. No i ja do dziś dnia się dochowałem, nie wiem jak dalej.

  • Gdzie pan chodził do szkoły?

Na Kawęczyńską przy Korsaka, tam jest „piętnastka”. Tam później w okupację chodziliśmy do kościoła, do bazyliki. Tam kończyło się dalszy ciąg szkoły, nauki. To też taka była okresowa, jak uczenie za czasów okupacji.

  • I skończył pan szkołę w trakcie okupacji?

Dosłownie może nie tak… To tak z przerwami było. Siedmioklasowa ukończona jest oczywiście, ale to z takimi przerwami.

  • Jak pan zapamiętał 1 września 1939 roku?

Wojnę 1 września w 1939 roku?

  • Tak.

Na Pradze, akurat tam bomby poleciały na Siedlecką w budynki. Mieszkaliśmy na [Kochowskiego], obok, niedaleko tego i dzieciaki jak dzieciaki, leciały zobaczyć, co to się dzieje. No a sztukasy latały po Warszawie i obrzucali bombami. Po trzech, czterech dniach myśmy z Warszawy uciekli. Wyjechaliśmy wozami, bo rodzina moja, to znaczy rodziców, nie moja, mieli transport konny. No i taką platformą wyjechaliśmy z całą rodziną, w dwie rodziny, parokonka to była i wyjechaliśmy z Warszawy w stronę Białegostoku. Tak po bokach myśmy uciekali. No i gdzieś chyba pod jesień wróciliśmy z powrotem do Warszawy, z tamtej ucieczki. I tak w 1939 roku myśmy wojnę widzieli.

  • Czym zajmował się pan w trakcie okupacji?

To, co mówiłem, chodziłem do szkoły, ale później pracowałem jako już piętnastolatek. Byłem zarejestrowany, bo to trzeba rejestrować w Arbeitsamcie, jak to Niemcy nazywali, w pośredniku pracy i pracowałem jako robotnik na kolei, na Dworcu Wschodnim, to znaczy w warsztatach naprawczych parowozów.

  • Miał pan wtedy piętnaście lat?

Piętnaście lat i to tak już zaczął człowiek pracować.

  • I jak długo to trwało?

Do końca, do końca Powstania pracowałem na kolei. Natomiast konspiracja cała to brat nieżyjący. On był i on chodził na wysadzanie pociągów już, bo ich zbiórka była w Otwocku, u niejakiego Pawlaka, kolejarza. I później dalej w stronę Lublina były wysadzane pociągi przez ten oddział.

  • Czyli pana brat pierwszy trafił do konspiracji, przed panem jeszcze?

Tak, oczywiście. On był 1922 rocznik.

  • Jak to się stało, że trafił do tej konspiracji?

Zginął… Wyszedł z domu po gazetki. Na Ochockiej była taka ręczna… Były „Biuletyny…” drukowane i tam było nasłane przez Niemców. Wywiązała się walka i tam zginął.

  • Czy to przez brata również pan trafił do konspiracji?

Tak, przez brata, bo koledzy jego później… Po jakichś dwóch, trzech miesiącach złożyłem przysięgę na Wołomińskiej i tak do Powstania już byłem zaprzysiężony jako żołnierz Armii Krajowej.

  • Jak wyglądała ta działalność w konspiracji? Co pan wtedy robił?

Nic! Nic nie robiłem w czasie okupacji, dlatego że za świeży, młody. To jeszcze brat był tym, który był motorem, a ja tylko ten pionek, który był dopiero doszlifowany, ale to przez Powstanie tylko. Wiedziałem, co to karabin, a tak to człowiek wiedział, bo przecież nosili Niemcy karabiny, to człowiek wiedział, co to jest karabin. Tak to człowiek nie miał nic.

  • Jakie nastroje panowały przed wybuchem Powstania? Czy pan wiedział wcześniej, że Powstanie jest planowane?

Wiedziałem, bo przecież… To znaczy… Chwileczkę, czy ja wiedziałem? Nie, dopiero jak nas zgrupowali. Zostałem zgrupowany na Młynowie, na Przyokopowej, tam Młynów jest. Tam dwa dni byliśmy przed Powstaniem skoszarowani. Później stamtąd doszliśmy na plac Grzybowski. Na placu Grzybowskim łącznik powiedział nam, że mamy się zgłosić do Powstania na Sielecką i to na Sielcach, na Czerniakowie. A ten sierżant z piątki naszej mówił, że on wie, gdzie to jest, i przez całe miasto przeszliśmy na Mokotów… Tam jest też przy Woronicza. I tak do pierwszego dnia Powstania przesiedziałem w budynku, w piątkę żeśmy przesiedzieli, bo nie doszliśmy do swojego zgrupowania.

  • Pamięta pan kolegów, którzy wtedy z panem byli?

Jeden jest kolega z domu ode mnie też, Rysiu Biernacki, „Ryś” jego pseudonim. No a tamtych trójkę… Wiem, że sierżant też był z Pragi, bo wszyscy byliśmy z Pragi, to on na Zachariasza mieszkał. Ale nazwiska jego i pseudonimu to już nie pamiętam, bo to już starszy był. I to historia cała tego.

  • Jakie były wtedy nastroje, ten dzień przed wybuchem Powstania, kiedy siedziała panów piątka? O czym panowie myśleli, rozmawiali?

Teraz trudno cośkolwiek powiedzieć na ten temat, bo to tak człowiek nawet… Nie było kojarzenia sobie z tym, dlatego że ja tylko z tym kolegą Rysiem to tak [się znaliśmy], a ci trzej dla nas byli obcy. Tak że to nie było… Na temat bieżący, jak tam w domu się czuje, jak to się dzieje i co to ma być.

  • Jak pan zapamiętał 1 sierpnia 1944 roku? Jak pan zapamiętał wybuch Powstania?

Jak pamiętam pierwszy dzień? To tutaj jak byłem, to Niemcy byli w szkole na Woronicza, no i strzelanina tylko była i to wszystko. Nic poza tym. Ludzie… Nikt nie chodził, bo przecież każdy w domu siedział, żeby nie wychodził na ulicę. Ulice puste. Dopiero jak Woronicza na drugi dzień, dołączyliśmy się, ta piątka. No i rozdzielili nas do Kompanii B-3 i pierwsza noc moja służby w Powstaniu, z granatem w ręku tylko.

  • To proszę opowiedzieć.

Przed szkołą chodziłem po ulicy. Z tym że jednostka, to znaczy stanowisko z prawej strony przy rogu Puławskiej i Woronicza to był karabin maszynowy. Tak że nie to, że był strach, tylko taka potrzeba była, tylko po prostu żeby… Drugi, trzeci dzień, to tak w obrębie szkoły było chodzenie…

  • Czy miał pan broń oprócz tego granatu?

Później dopiero dostałem… Pierwszy karabin jaki dostałem, to przy jego pierwszym wystrzale lufa mi się rozleciała, bo to była starzyzna jakaś. Dopiero później dostałem drugi karabin, to już do końca Powstania był razem ze mną i był użytkowany. Tam gdzie potrzeba, to się strzelało.
Później piąty dzień Powstania tośmy poszli do fortów na Dolny Mokotów. Z tym że na drugi dzień strzelanina była, bomby zrzucali Niemcy. Skąd wiedzieli, że tam przeszło zgrupowanie na wypoczynek? Prócz tego był jeden dzień, kiedyśmy mieli do Wilanowa pójść pomóc, ale to tylko doszliśmy, jak teraz Stegny są, i z powrotem się cofnęło. Jak w szkole na Woronicza byłem, to dwa razy byłem atakowany przez Niemców. Pierwsza pozycja to właśnie ten karabin mi się rozleciał. A drugie, czołgiem podjeżdżali od Puławskiej, od Wyścigów. To też dojechali niedaleko. Byłem na drugim piętrze, to miałem wiązkę granatów na czołg i cztery butelki benzyny. No ale to nie doszli, tak że nie zużytkowałem tego materiału. Stamtąd wróciłem na Woronicza do szkoły, bo tam był na razie punkt. A gdzieś szósty czy siódmy, messerschmitt trzasnął bombę, rzucił i całą nam stołówkę rozbił, kuchnię. Rozleciała się cała kuchnia i tak po jedzeniu było.

  • Gdzie dalej się pan żywił? Skąd pan brał jedzenie później?

Nie wiem, skąd było jedzenie. Na Puławskiej niedaleko nas była taka fabryka sztucznego miodu, „Wanda” się nazywała w czasie okupacji, no i stamtąd mieliśmy dużo cukru kostkowego. To tym się karmiło też. Ale z jedzeniem to… Później Królikarnia, to tam też był na górze cekaem. Na dole miałem wartę też, już z karabinem to było, to był chyba szósty, siódmy dzień, to kolejka przyjechała i ludzie jeszcze wracali z tej kolejki do domu na dole, przy tej skarpie. To im mówię: „Wracajcie, bo nie ma po co odchodzić”. – „A nie, my do domu”. – „No to idźcie”. Nie miałem obowiązku ich wracać. „Chcecie iść? Idźcie, to jest wasza sprawa”. To takie pół dnia miałem służbę.

  • Jaki był ogólnie stosunek ludności cywilnej do Powstania? Jak przyjmowała Powstańców ludność cywilna?

Różnie, to trudno powiedzieć, bo człowiek nie miał styczności tak bezpośrednio z nimi, bo człowiek rozmawiał, ale tak to… Co ja będę mówił? No, różnie przyjmowali ludzie. Nie wszyscy byli radośni.

  • A kolejne dni Powstania? Cały czas był pan na Mokotowie. Jak przebiegały kolejne dni? Już kolejny miesiąc Powstania, co wtedy się działo?

Potem poszedłem na Dolny Mokotów. Na Dolnym Mokotowie wysłali mnie do „Granatu”, jednostki „Granat”. Tam miałem się zgłosić. Jak była Turecka, w tych okolicach, to tam na pierwszym piętrze stanowisko miałem, tam nas dwóch było. Ale to takie chwilowe. Później w nocy na dole znowuż człowiek miał tą służbę. To taka kolejność. No i na Sielcach tośmy się zebrali… Aha, wiem, że w nocy było zgrupowanie i atak był tu jak jest Podchorążych, siostry są, zakład sióstr jest i były atakowane tam przez… Ale do tych koszar się nie doszło. Tutaj przy tych budynkach to Niemcy widocznie musieli być, bo garnki jeszcze gorące były, jak żeśmy byli w tym budynku. Tam też trzy, cztery dni byliśmy w tych budynkach i tam się pierwszy raz wykąpałem z całego Powstania, bo tak to wody nie mieliśmy na górze, nie było możliwości.

  • Gdzie pan spał w trakcie walk?

Gdzie spałem? Na podłodze. Spanie, jedzenie to nie… Teraz człowiek tylko tak już, ale… Jedzenie i spanie, to… Nawet stojąco człowiek spał. A jedzenie, to jak się uda, to się zje.
  • Czy w trakcie Powstania uczestniczył pan w jakimś życiu religijnym?

Byliśmy raz, naszą drużynę kapral zaprowadził do kościółka. To jest przy Racławickiej, tam jest taki kościółek i tam mieliśmy ogólna spowiedź, komunię przyjęliśmy. To taki jeden gest był, nic więcej.

  • Pamięta pan, kto wtedy odprawiał mszę, kto był w kościele?

Księża zakonnicy byli, to był zamknięty taki klasztorek. Jak w kościele odbyło się, odprawił ksiądz zakonnik, komunię przyjęliśmy i do domu.

  • Co się stało po zakończeniu Powstania? Jakie były pana dalsze losy po zakończeniu Powstania Warszawskiego?

[Trafiłem] do Pruszkowa. Jak ranny byłem… To znaczy jeszcze jak Mokotów (wracając do Mokotowa) był wycofywany z dołu na górę, no to przy Dolnej, jak jest stacja benzynowa, był taki bunkier. Tam nas gdzieś około dziesięciu było w tym bunkrze, ubezpieczenie dla tych cofających się. Gdzieś około drugiej zdecydowaliśmy się wycofać też sami. Kawałek tego terenu, to znaczy do dojścia do Dolnej, od stacji benzynowej do bloków, to jakieś 300–400 metrów, to połowę był kawał rowu zrobiony, a resztę trzeba było lecieć po pustym terenie. To tak byłem trzeci w kolejności. Bo to losowania były, który ma uciec pierwszy. To znaczy uciec, wycofać się, bo to nie ucieczka, a wycofanie się. Bo w wojsku nie ma ucieczki, wycofania są na stanowisko z góry upatrzone. To samo i tu też mieliśmy – wycofanie się. I zostałem ranny, odłamkiem w nogę dostałem. Tak że karabinem podparłem się o ziemię i z powrotem doleciałem do siebie na górę, na Ursynowską. Tam był nasz punkt, moja kompania. Tam cały czas, już jako ranny… Chyba po dwóch, trzech dniach jak na punkcie leżałem, uderzyła „berta” i znowuż pół budynku zasypała. Piwnica była od ulicy zasypana piachem, tak że zostaliśmy zamurowani. No ale to odkopali, niedługo odsunęli ten gruz i żeśmy wyszli stamtąd.
Po paru dniach znaleźliśmy się na Makarewicza, taki teren był też i tam na punkcie… No to też przewinęli i już był koniec, dochodziło do tego… Dwudziestego siódmego już koniec Powstania, to nikt nie przyszedł, żeby powiadomić, że może macie możliwość wycofać się kanałami. Nikt, nic nie przyszedł, nikt nie widział, nie słyszał. Myśmy sami, w dwóch, trzech zebraliśmy się i poszliśmy na Racławicką, bo tam był kanał do wyjścia, wlotowy, to żandarmeria…

  • Jak to wyglądało? Przeszedł pan przez kanał. Jak wyglądało przejście przez kanał?

Jak wejście? No to na ulicy są te takie okrągłe i tam się wchodziło po… Ale myśmy nie wychodzili, bo tam nie wpuścili nas. Przepustek nie mieliśmy i kropka. Wycofać się.

  • A samo przejście przez kanał jak pan zapamiętał?

Ja nie chodziłem w kanałach, nie byłem w kanałach. Tak że nie mogę nic mówić, bo nie wiem. Natomiast ten kolega „Ryś”, o którym mówiłem, Biernacki, to on jeszcze jak byliśmy na Woronicza, to stamtąd, on był w dziale gospodarczym, mieli przeprawę kanałami, byli w Śródmieściu. Nie wiem, jaki cel był tego, ale był… To on mówił, jak chodzenie po tych kanałach [wyglądało]. To tak nie bardzo przyjemne to jest, ale innego wyjścia nie ma do wycofania się dla ludzi. No i później stamtąd na Fort Mokotowski doszedłem. Stamtąd furmanką do Pruszkowa nas zawieźli. Po paru dniach z Pruszkowa wywieźli nas do Skierniewic. I w Skierniewicach znowuż po pobycie w takich ziemiankach, pociągiem przez Berlin do Bremenvörde do stalagu. Tam też byliśmy parę dni, tam była dezynfekcja, odrobaczenie, było wszystko… I stamtąd do Hamburga, Schleswig-Holstein na placówkę.

  • Jak wyglądał transport ze Skierniewic?

Transport? Bydlęcym wagonem. No przecież nie dadzą furmanów, tylko transport w normalnych bydlęcych wagonach. Dla rannych, jak miałem jechać, to miała być sanitarka. Ale nie pojechałem, bo koledzy mówią: „Po co będziesz jechał? Nie wiadomo, co tam będzie z tymi rannymi”. No i z tymi rannymi, jak już później żeśmy się dowiedzieli, to tam nie bardzo było dobrze, gdzieś połowę wykończyli. Nas też, jak później z Hamburga, jak koniec był wojny, to nas Niemcy wycofali do Schleswig-Holsteina, do Husum, to tam byliśmy też parę dni do końca wojny. Tam pierwszy raz widziałem niemieckie samoloty odrzutowe. Pierwszy raz człowiek miał okazję. No i później stamtąd, Anglicy, jak już wyzwolili…

  • Jeszcze się zatrzymajmy. Jak wyglądała rzeczywistość w tym obozie? Co pan najbardziej zapamiętał z tego czasu w obozie?

W obozie w tej sztubie nas było dwunastu, życie nędzne jak w obozie. Praca była na… Żeśmy śmieci wozili różne, odgruzowanie było. Tak jak Niemcy brali jeńców do roboty. Ograniczenie żywności, [było] mało, owało. No i człowiek uwiązany był, nie miał odejścia, nie ma nic, chodzenia nigdzie, tylko do pracy, z pracy i z powrotem. Wykorzystywany był człowiek i na to się nic nie poradziło.
Później już po wojnie, jak już… To mówiłem, że znalazłem się w tym Husum, to stamtąd nas Anglicy przerzucili na wyspę Sylt. Tam znowuż była właśnie ta większa część Powstańców. Oprócz tego jeszcze dołączyli jakichś innych i tam pobyłem, bo ja wiem, z pół roku. Była taka jednostka straży ogniowo-wojskowej, do niej się dołączyłem, tak że miałem trochę swobody. Ale w którymś roku wyjechałem stamtąd i pojechałem do strefy amerykańskiej. W strefie amerykańskiej wstąpiłem do kompanii wartowniczych. Miałem ten zaszczyt, że też pilnowałem Niemców w obozie, też byłem na budce, na górze, karabin maszynowy i pilnowałem Niemców. Jak oni mnie, tak ja miałem tą okazję.

  • Co pan wtedy czuł?

Zadowolenie, że ten wielki, na których tak liczyli wszyscy, że zdobędą… I oni też zostali pokonani i ja też ich pilnowałem, jak oni mnie.

  • Przez ile czasu to trwało? Jak długo?

To był Amberg, była likwidacja tego obozu, Amerykanie zlikwidowali i stamtąd wycofali nas do Regensburga. A w Regensburgu pilnowaliśmy magazynów wojskowych. No i tak do końca 1947 roku przebywałem w tych kompaniach wartowniczych i przyjechałem do Polski w 1947 roku. No to tu też pretensja, że dopiero wrócił, a powinien wcześniej. Ojczyzna czeka, a tyś nie przyszedł, no ale to…

  • Odnalazł pan swoją rodzinę wtedy?

Ale nie miałem żadnych szykan, nic. Żadnego nie było… Nie wiem, może dlatego że ojciec górnik, był robotnik, tak że to może ta klasa robotnicza, uważali, że też z klasy robotniczej, zabłądził może, i nie rościli pretensji nic. Ale akowca zawsze podkreślałem – że akowiec i akowiec.

  • Wrócił pan na Pragę, do swojego mieszkania?

Tak, na Łużyńską, bo na Łużyńskiej mieszkałem na Pradze.

  • A co się stało z pana rodzeństwem?

Brat w 1943 zginął. Siostra w 1940 roku umarła na zapalenie opon mózgowych. Grypa była i zapalenie… Brat dwadzieścia dwa lata, owrzodzenie dwunastnicy i też umarł po operacji. Ot, i tak cała rodzina się rozleciała kompletnie. Siedmioosobowa zrobiła się raptem dwuosobowa. Ojciec w 1941 roku do szpitala… Byliśmy w niedzielę u ojca, a w poniedziałek zawiadomienie, że na serce umarł. U Niemców wszystko na serce umierało. Kominem wychodzili, to też mówili, że na serce umarł. No bo jak w Oświęcimiu, w rodzinie u mnie też tam wywieźli, to też powiadomili, że na serce umarł. To tak wszystko Niemcy… Nie trzymali w szpitalu ludzi.

  • Z całej pana rodziny, to tylko pan i brat działali w konspiracji?

Tylko siostra została i nikt więcej. Siostra też jest wdową. Syn pięćdziesięcioletni umarł też, no i ja, żona, jest córka, zięć, wnuczek i to cała rodzina, z mojej strony.

  • Czy był pan jakoś represjonowany po zakończeniu wojny?

Nie… Represjonowany? No byłem, mam w dowodach, że byłem represjonowany.

  • To proszę opowiedzieć coś o tym, jak był pan represjonowany.

To tylko to, co mam dowody, że byłem represjonowany. Ale nie rozumiem, jakie to ma znaczenie. Bo brałem udział w Powstaniu, siedziałem w obozie i byłem oddzielony od swoich, jak się siedziało w obozie.

  • Tak, ale czy w późniejszych latach, jak pan szukał pracy?

To nie.

  • Czy miał pan kłopot?

Czy kłopot? No pracy dobrej to człowiek nie dostał, bo trzeba było się wykształcić w jakimś kierunku, a byłem z zawodu kierowcą, monter i praca była. To do tego pracę dostałem. Ale to było marnie płatne, no to na to nic nie poradzisz i z tego dzisiaj emeryturę mam. I takie życie przeszło na tym, kończy się już ono.

  • A teraz, z perspektywy tylu lat, jaki jest pana stosunek do Powstania?

Musiało być i tak się odbyło. Co ja mogę, zwykły żołnierz, powiedzieć na temat, co ludzie myślą, ci, co kierują tą sprawą? Oni wiedzą. Ja jako zwykły szeregowiec, to człowiek może podejść tak lub inaczej, to jest tylko jego widzenie. Ale tu trzeba patrzeć na całość. A ja sam? No nic nie mogę powiedzieć, bo już sam nie wiem.



Warszawa, 21 września 2012 roku
Rozmowę prowadziła Monika Szmurło
Jan Widera Pseudonim: „Wisła” Stopień: 1926 Formacja: Pułk „Baszta”, kompania B-3 Dzielnica: Mokotów

Zobacz także

Nasz newsletter