Powrót do Archiwum Historii Mówionej
Janusz Pajączkowski „Orzeł”
Janusz Pajączkowski
pseudonim
„Orzeł”
stopień
kapral, dowódca drużyny
formacja
Batalion „Chrobry I”
dzielnica
Stare Miasto
Zobacz biogram

Nazywam się Janusz Pajączkowski, […] pseudonim „Orzeł”.

  • Gdzie pan w czasie Powstania przebywał, w jakiej dzielnicy?

Najpierw bliska Wola, a później cały czas na Starówce.

  • Oddział, w jakim pan był w czasie Powstania?

To był „Chrobry I”.

  • Proszę podać rok urodzenia.

1926.

  • Gdzie się pan urodził i w jakim domu się pan wychowywał?

Urodziłem się we Włocławku. Wychowywałem się w domu… Inteligencja, powiedziałbym.

  • Kim był pana ojciec z zawodu?

Ojciec był hurtownikiem artykułów spożywczych, później założył restaurację. Miał renomowaną restaurację.

  • Miał pan rodzeństwo?

Mam jedną siostrę.

  • Gdzie pan zaczął chodzić do szkoły?

We Włocławku, do szkoły powszechnej, [potem] Gimnazjum i Liceum imienia księdza Jana Długosza.

  • Jakie to było liceum? Czy były tam jakieś organizacje o nastawieniu patriotycznym? Czy należał pan do harcerstwa?

Nie należałem. W zuchach tylko byłem. Nie wiem, jak to później wyszło, że do harcerstwa nie należałem. W szkole to nie było specjalnie wymagane. Wydaje mi się, że gdyby były jakieś podpowiadanki: „Dlaczego nie wstępujesz?”, to bym wstąpił.

  • Gdzie pana zastał wybuch wojny, 1 września 1939 roku?

We Włocławku.

  • Ile miał pan wtedy lat?

Trzynaście.

  • Jak pan zapamiętał pierwszy dzień wojny?

Ten wielki dzień zapamiętałem z tego, co było najłatwiejsze do dostrzeżenia: naloty, nie na Włocławek nawet, ale przelatujące eskadry samolotów bombowych.

  • Czy pan jako dziecko bał się tego? Czy zdawał pan sobie sprawę z tego, co to jest?

Zdawałem sobie sprawę z tego, co to jest, ale żebym się bał… Może nie miałem tej wyobraźni. Dzieci czy młodzież nie zawsze mają wyobraźnię. Wszystkich może spotkać, ale ja ocaleję – tak w uproszczeniu mówiąc.

  • Jaka atmosfera była wtedy w pana domu rodzinnym?

Ojciec uciekał zaraz. To była powszechna historia, że przed Niemcami uciekali na wschód. Ojciec uciekł do Warszawy, natomiast mama została. Była właścicielką restauracji, prowadziła restaurację. Były sceny dość tragiczne, „piąta kolumna”, która uruchomiła swoją maszynerię, strzelanina do wycofujących się oddziałów polskich.

  • Czy pan był świadkiem tego typu wydarzeń, czy tylko pan to słyszał?

Widzieć, nie widziałem bezpośrednio, bo to się odbywało tak, że strzelali z wieży kościoła ewangelickiego. Później rozstrzeliwanie „piątej kolumny” następowało na placu koło dworca. -->
Mogę powiedzieć jeszcze jedno, o czym zapomniałem, że mama ze mną i siostrą też najpierw uciekały w kierunku Warszawy, ale niedaleko. Podjechała do zaprzyjaźnionego majątku, tam gdzie znała dobrze ziemianina. W krótkim czasie, poprzez Aleksandrów Kujawski, troszkę dokoła, wróciła do Włocławka. Ojciec już nie wrócił. Bardzo dobrze, że nie wrócił, bo jako właściciela restauracji Niemcy potraktowaliby go tak jak „dwójkę”, to jest wywiad, kontrwywiad. Restauracje, [gdzie] bywają tacy, tacy, tacy i Niemcy, którzy później zostali folksdojczami. Gestapo dowiadywało się: „Gdzie ojciec?”. A mama mówi: „Nie wiem”. Wiedziała, że jest w Warszawie, mieszka u mojego wuja, ale nie powiedziała. Powiedziała: „Uciekł i nie wiemy, co się stało. Może go zabili gdzieś po drodze”. Na tym te badania gestapowców skończyły się.

  • Co z panem się działo? Nie chodził pan do szkoły, w momencie jak wojna wybuchła. Kiedy pan wrócił do szkoły? Czy pan w ogóle wrócił do szkoły?

Do szkoły wróciłem już w Warszawie.

  • Kiedy pan przyjechał do Warszawy?

Do Warszawy przyjechałem w lutym 1940 roku.

  • Razem z mamą i z siostrą?

Razem z mamą, a siostra wcześniej przez mamę była już wywieziona, dostała przepustkę. Siostrę mama wcześniej przywiozła do Warszawy.

  • Czyli cała rodzina w lutym 1940 roku już była w Warszawie. Zamieszkaliście razem z ojcem? Czy ojciec był z rodziną?

Zamieszkaliśmy wszyscy czasowo u wujka, który był rodzonym bratem mojej matki, Żochowski Stefan. Najpierw w jednym mieszkaniu mieszkaliśmy, na Koszykowej. Później wujostwo wynajęli na Odyńca piękne mieszkanie, trzy pokoje z kuchnią i jakiś czas mieszkaliśmy razem z wujostwem i ich synem. Natomiast później, ponieważ to było dla nich przede wszystkim kłopotliwe, trzy osoby dodatkowo, ojciec wynajął mieszkanie na Puławskiej 83, pokój z kuchnią. Cała czwórka tam mieszkała.

  • Gdzie pan zaczął chodzić do szkoły w 1940 roku?

W 1940 roku zacząłem chodzić do szkoły na jesieni. Najpierw uczył mnie profesor Ogonowski. To był, można powiedzieć, wspaniały człowiek, który znał wszystkie przedmioty. Nie wiem, jak to określić, ale takich ludzi się nie spotyka. Pan Ogonowski. To trwało kilka miesięcy, później przeszedłem na tajne komplety w gimnazjum imienia Stanisława Kostki.

  • Tylko na tajnych kompletach się pan uczył?

Na początku u profesora Ogonowskiego, on mnie uczył wszystkich przedmiotów. Wspaniały człowiek, jak on sobie z tym wszystkim radził! Później angielskiego się uczyłem nawet, ale to już nieco później. Po Ogonowskim już były tajne komplety Stanisława Kostki.

  • Kiedy się pan zetknął z konspiracją?

Z konspiracją zetknąłem się dwa lata przed Powstaniem, 1942 rok.

  • Kto pana wprowadził do konspiracji?

Muszę krótko powiedzieć wstęp. Zacząłem pracę, żeby rodzicom finansowo pomóc, w fabryce cukierków i herbatników Michała Wiśniowskiego.

  • Kiedy pan zaczął pracować?

Zacząłem pracować w 1942 roku. Tam poznałem… On był społecznikiem, do niego przychodzili na obiady, [pan] Karne między innymi, ze znanych nazwisk. Przychodzili różni ludzie, literaci, rzeźbiarze.

  • Pamięta pan jakieś nazwiska?

Karne – to wymieniłem, natomiast dobrze znane mi jest nazwisko tego, który wprowadził mnie do konspiracji. Żeśmy siedzieli na tych obiadach, obiady były fundowane przez dyrekcję, siedzieliśmy obok siebie. Podpytywałem, czy on ma jakieś kontakty z konspiracją i tak dalej. On musiał mnie rozeznać, więc to tak nie od razu, ale po jakimś czasie on mi mówi: „Janusz, dam ci kontakt i tam już tobą się zaopiekują”.

  • On też w tej fabryce pracował, czy tylko się znaliście ze wspólnych obiadów?

Ze wspólnych obiadów. To był poznaniak, który był w 1939 roku ranny, miał jedną rękę sztywną. Jego nie wzięli do niewoli, tylko do szpitala na Ujazdowie.

  • Ile on mógł mieć lat, jak był ranny? Był dużo starszy od pana?

Tak, on był starszy. Był studentem jakiejś uczelni poznańskiej, już nie pamiętam jakiej. Został powołany do wojska, a żeby być powołanym, to trzeba było mieć określony wiek.

  • Jak on się nazywał?

Stefan Wyduba. Po wojnie żeśmy się spotykali. Uroczy człowiek zresztą. Tak się zaczęło. On mi dał kontakt, zgłosiłem się pod wskazany adres i się okazało, że to jest wyszkolenie partyjne, nie partyjne. Nie od razu dostałem się do czysto militarnych elementów, tylko to było szkolenie polityczne, trzymiesięczne. Tam wykładali narodowcy, cywile. Nie byli w zbrojnych elementach, tylko byli od tego, żeby nauczyć nas Dmowskiego. To było nasze wyszkolenie polityczne. „Myśli nowoczesnego Polaka” Dmowskiego musieliśmy niemalże na pamięć recytować. W czasie tego szkolenia politycznego byliśmy zaprzysiężeni. Jak to się skończyło, to skierowali mnie na kurs podoficerski.

  • Pamięta pan z tego pierwszego okresu, kto pana szkolił z politycznych tematów?

Trudno mi powiedzieć, bo tam Dmowskiego nie było. Byli na zasadzie konspiracji, oni się nam nie przedstawiali.
  • Pseudonimów też pan nie pamięta?

Nie.

  • Jak duża była grupa, w której pan przechodził to szkolenie polityczne?

Chyba gdzieś około ośmiu. To była taka cyfra dla konspiracji, zawsze było coś koło tego. Jak byłoby dziesięć, piętnaście, to już zbiórka jakaś – wszystko byłoby bardziej widoczne. Ta ósemka to było prawdopodobnie maksimum, ile może być. Później nas przekazali swoimi kanałami na kurs podoficerski. Byłem na tym kursie do wybuchu Powstania, ale nie skończyłem go, bo przerwało Powstanie. Teraz mogę powiedzieć na temat kursu podoficerskiego. Oparty był na regulaminach przedwojennego wojska i kursów podoficerskich. Uczyli nas składania i rozbierania broni polskiej, niemieckiej, angielskiej, bo już były jakieś zrzuty. PIAT-ów jeszcze nie było, ale były pistolety automatyczne, chyba angielskie.

  • Zapoznawano was z bronią?

Z bronią tak, ale posługiwanie się to nie wszystko. Opowiem to w kilku słowach. Była znajomość, czytanie map wojskowych. Sztabowe one się nazywały. Mieliśmy taką rzecz już związaną ściślej z walką. Na przykład tu, gdzie jest Gagarina, róg Belwederskiej, tam był dom jednopiętrowy. Nasz instruktor to był kapral czy jakiś wyższy stopień. Posługiwanie się mapami sztabowymi było związane bezpośrednio z walką. To znaczy patrzyliśmy przez okno i widzieliśmy pałacyk na Dworkowej. Tam był posterunek żandarmerii niemieckiej, cały ten obiekt był przez nich zajęty. Na Grottgera, idąc z dołu w górę, po lewej stronie była szkoła. Tam częściowo był niemiecki szpital wojskowy dla Wehrmachtu, a częściowo były koszary, w ten sposób podzielili ten budynek szkolny. Mieliśmy zadanie zdobycia tego. Widzieliśmy wszystko przez okno. Dobrze wypadłem. Już nie pamiętam szczegółów, ale miałem zainteresowanie wojskiem od dziesiątego roku życia. Musiałbym się cofnąć, bo robiłem mapę plastycznie, to znaczy układałem, żeby była konfiguracja jakaś: tu gdzieś rzeczka, jakaś wstążka… Potrafiłem godzinami siedzieć przed tym. Byłem wodzem jednej grupy albo jak nie miałem kolegi, z którym mogłem pograć, to wtedy byłem jednym i drugim. Mama mnie wypędzała z domu. Interesowały mnie historie związane ze sportem, ale przy tych mapach siedziałem godzinami. Były już złożone papiery do kadetów.

  • Kiedy to było?

Miałem 2 września zdawać egzamin. Dostałem od pułkownika Sodoła (był zaprzyjaźniony z rodzicami, dowódca 14. pułku piechoty) opinię. Nie wiem, co on napisał. Nigdy się nie dowiem. Miałem 2 września zdawać egzamin.

  • W 1939 roku?

W 1939. Później oczywiście w planach życiowych była podchorążówka. Myślałem o inżynierii wojskowej, ale to nie było jeszcze zaklepane. Tak to wyglądało, że jestem stworzony dla wojska. Dopiero mnie Armia Krajowa złapała, stałem się wojskowym.

  • Te tematy były bliskie, wszystkie ćwiczenia w czasie szkolenia były panu bliskie.

Tak, z sercem do tego podchodziłem. Miałem taką smykałkę, że potrafiłem tak ustawić zdobywające oddziały, żeby zwyciężyć Niemców na tym odcinku. A zadanie było trudne, bo pałacyk był obsadzony żandarmami. To były ich koszary. Na dole szkoła, w tej szkole kawałek szpitalika Wehrmachtu, reszta to były koszary. Nie było to takie łatwe. Mam to w oczach, jeszcze teraz widzę. Jak to rozegrałem, trudno mi w tej chwili powiedzieć, ale atakowaliśmy tylko oddziałami. Miałem też oddziały, które szły z góry z Górnego Mokotowa, tak to by nas wszystkich wystrzelali.
Miałem jedną bardzo niebezpieczną historię. Mieliśmy skrypty, ale skrypty podzielone na kartki, że nie było w całości, tylko mieliśmy dwie strony czy trzy strony, już nie pamiętam dokładnie. Idę na szkolenie, na dół ulicą Dworkową. Doszedłem do schodów, które są w dół. Patrzę, a żandarm rewiduje jakiegoś faceta. Mógł trafić na mnie, tamtego przepuściłby, a ja miałem przy sobie kilka stron szkoleniowego wojskowego [skryptu]. Nie wiem, jak to by się skończyło. Zacząłem się uśmiechać do niego, on do mnie się uśmiechnął, puścił mnie dalej. Nerwy miałem w innym stanie, bo dzisiaj – nie wiem [jak bym zareagował].

  • Brał pan przed Powstaniem udział w jakichś akcjach?

Na pewno. Pierwsza rzecz, to obrona… To jeszcze było w NOW. Dowiedziałem się, że w sądach na Lesznie, kilka domów dalej, jest jakiś oddział akowski. Jeszcze nie wiedziałem, że to podpułkownika „Leśnika”. Poszedłem tam i zameldowałem mu, że sześciu moich kolegów z kursu, bo byłem w konspiracji przecież…

  • O jakim okresie pan mówi? Kiedy to było, jak pan tam poszedł?

W konspiracji byłem w NOW. Mógłbym długo opowiadać, bo to wszystko wiąże się z Mokotowem. Byłem w tej komórce, która miała… Przed Powstaniem to był punkt kontaktowy czy alarmowy, który mieścił się na ulicy Odyńca, róg Krasickiego. Na ostatnim piętrze był pokój z widokiem na dwie strony, ale nie na przelot. W tym samym pokoju było duże okno. Wcześniej byłem już na kursie podoficerskim. Zaczął się okres alarmowy na kilka dni przed Powstaniem. Mieliśmy kontakt z dowództwem wyższego stopnia i mieliśmy kontakt z kolegami, którzy byli w naszej drużynie podoficerskiej.

  • Zaczynamy mówić o samym przygotowaniu do Powstania?

Przygotowanie do Powstania.

  • A w czasie okupacji, zanim wybuchło Powstanie, ponieważ pan już był w konspiracji, czy brał pan udział w jakichś akcjach?

Tak. Równolegle ze szkoleniem podoficerskim mieliśmy rozbrajanie Niemców i Bahnschutzów. Pamiętam, było to na Targówku, ulica Tykocińska. Nas trzech było do tego. To była taka technologia, że dwóch było po jednej stronie – Bahnschutz idzie – trzeci był po drugiej stronie. Tych dwóch idzie. Mieliśmy pistolety wtedy, były wypożyczone na określoną akcję. To było rozbrajanie.

  • Udało wam się rozbroić tego Bahnschutza?

Tak. On zobaczył, że tu dwóch, trzeci jest po drugiej stronie. Wyczuł, o co chodzi.

  • Pamięta pan, kiedy to było, porę roku, jeśli nie miesiąc?

Jeśli byłem w konspiracji od 1942 roku, to było w połowie. Tak dokładnie nie pamiętam, bo jeszcze inne rzeczy robiliśmy.

  • Jakie?

Wykopywaliśmy broń zakopaną w 1939 roku przez wojsko polskie. Mieliśmy cynk na Dworcu Południowym, tak to się kiedyś nazywało. Tam szukaliśmy broni. Mieliśmy powiedziane, co mamy mówić, jeśli nas ktoś nakryje: „Co robicie?”. Wszystko było przez dowódcę podane, jak mamy kłamać. Kabel wykopujemy czy coś.

  • W jakich jeszcze akcjach brał pan udział?

Co jeszcze robiliśmy? Rozbrajanie, to już opowiedziałem. Kolportaż „Biuletynu Informacyjnego”. Jeszcze jedna rzecz, bardzo istotna, to ochrona zebrań politycznych na Odyńca, kilka domów od Krasickiego, w kierunku Puławskiej. Broń była już dostarczona, my przychodziliśmy. Byliśmy w kuchni (bo w pokojach odbywało się zebranie) i byliśmy w parku Dreszera, tak że z kuchni mogliśmy sobie podawać umówione znaki. Byłem dwukrotnie w takiej obstawie. Taki BOR, można powiedzieć.

  • Jaką broń wtedy mieliście do dyspozycji?

Dokładnie nie pamiętam, ale to była broń… Co ja bym dał, gdybym był dowódcą?

  • Mówimy o tym, co pan miał.

Pistolet chyba. Ci, którzy byli na dole, mogli mieć szmajsery czy jakieś inne. Dokładnie nie pamiętam. Ale to też była nasza funkcja: ochroniarzy. NOW to były Narodowe Oddziały Wojskowe. Przyszli starostowie czy wojewodowie, rozdzielali się prawdopodobnie stanowiskami, a my to biedna ochrona. Czy jeszcze coś? Powiedziałem funkcje dodatkowe, bo szkolenie było podstawowym zajęciem.

  • Czy był pan świadkiem w czasie okupacji jakichś drastycznych scen – na przykład rozstrzeliwania, łapanki – groźnych dla pana sytuacji?

Widziałem miejsca straceń, jak jechałem do pracy, do fabryki. Tu gdzie było kino „Moskwa”, było rozstrzelanie jakichś stu Polaków, bo ktoś zastrzelił gestapowca.

  • Pan widział ciała rozstrzelanych Polaków, czy tylko pan wiedział, że w tym miejscu to było?

Nie, widziałem tylko ciało zabitego gestapowca. Fabryka Wiśniewskiego… Była kawiarnia „Lardelli”, jak Polna styka się z dzisiejszą ulicą AL-u, tam gdzie w wykopie idzie Trasa Łazienkowska. Widziałem przy domu na ulicy Mokotowskiej leżącego, nieżywego gestapowca, ale mnie nie zatrzymali. Poszedłem sobie przez ulicę tylko i byłem w fabryce. To był „Bebetrip” [??], to też z korzystne. „Abetrip” [??] to były zakłady metalurgiczne, jakieś warsztaty samochodowe. Były takie, że we razie łapanki, jak się wylegitymowało, to go puszczali. Natomiast „Bebetrip” to był taki, który robił herbatniki, cukierki, po które Niemcy przyjeżdżali. Na front to szło. Bezpośrednio rozstrzeliwania nie widziałem, ale widziałem dwie godziny później czy trzy godziny… Jedno rozstrzeliwanie – mówiłem już gdzie. Drugie widziałem, gdzie jest hotel „Forum”. Oczywiście jeszcze nie było hotelu, to inaczej wyglądało. Od razu tam były kwiaty, znicze. Płakać się chciało. Były wywieszone później Bekanntmachung, że tylu i tylu. Nie wiem, czy stanowiska też. Między innymi profesor Bryła został aresztowany, rozstrzelany. Brali z Pawiaka, to było przerażające. Nie spotkałem tam jakiegoś znanego mi człowieka, ale wystarczyło. Tam były stanowiska nawet, jak ktoś był profesorem wyższej uczelni, to chyba wypisywali.

  • Jak się działo w pana domu rodzinnym czasie okupacji?

Ciężko. Ojciec był zdolnym kupcem, ale czasami to nie wystarczało. Nie mówię już o maśle, to wszystko przychodziło ze wsi przecież, wieś wtedy się obłowiła. Jeździli pociągami różni ludzie z miasta. Tamci dyktowali ceny. Kupował, pociągiem dowoził do Warszawy. Ale ceny były wysokie.

  • Ojciec nie był w konspiracji?

Nie, ojciec się do tego nie nadawał. Mama tak. Ale nie wiedzieli, że byłem.

  • Rodzice nie wiedzieli o tym?

To jest podstawa konspiracji. Widzę filmy z okresu okupacji: cała rodzina wie, narzeczona wie. Mówię: „Nie ma co dalej oglądać, bo to przecież idiotyzmy są”. Konspiracja na tym polega, że gdyby oni przyszli do domu, to nawet gdyby ojciec chciał mnie wydać, to nie wiedział. Siostra nie wiedziała, matka nie wiedziała.

  • Teraz wróćmy do przygotowań przed Powstaniem.

To wyglądało tak: nie wiedzieliśmy jeszcze, że Powstanie, nie było o tym mowy, tylko tydzień mniej więcej przed Powstaniem były ostre pogotowia. Polegało to na tym, że były punkty alarmowe, tak to nazywam. Mieliśmy kontakt z wyższym dowództwem, mieliśmy kontakt wszystkimi z kolegami, którzy są w naszej komórce.
  • Ilu ich było?

Szkoła podoficerska. Wiedzieliśmy jedno – nie od razu – ale wiedzieliśmy, że mamy zapamiętać dwie cyfry. Na przykład trzydzieści dwa łamane przez siedem. To nic nie mówiło. Jak już była sytuacja alarmowa w pełni, to wtedy sz