Janusz Komorowski „Wir”

Archiwum Historii Mówionej
  • Jak wyglądało pana życie przed wybuchem wojny?

Po zamieszkaniu przez moich rodziców na stałe w Warszawie, zacząłem uczyć się w szkole powszechnej, a następnie w gimnazjum – tak się ładnie nazywało – Sukcesorów Ludwika Lorentza, Bracka 18. [Uczyłem się] do momentu wybuchu wojny. Wtedy zaczęła się moja wielka przyjaźń z trzema kolegami: z Romem Dobrackim, którego ojciec był charakteryzatorem filmowym, z Januszem Harmelińskim, synem handlowca, i Olkiem Michałowskim, którego ojciec był kapitanem w przedwojennej „dwójce” (to był kontrwywiad). Najpierw uczyłem się prywatnie, a potem kontynuowałem naukę w Liceum imienia Reytana, to była pierwsza i druga klasa licealna, rok 1943.
Mówiłem o wielkiej przyjaźni. Otóż ci trzej wspaniali chłopcy byli ze mną codziennie, widywaliśmy się. Razem żeśmy uczestniczyli w Powstaniu, razem byliśmy w konspiracji, od 1942 roku. Na początku 1944 roku, w styczniu, moja mama została aresztowana przez gestapo, wpadła w „kocioł”. Została przewieziona na Pawiak, a potem do obozu w Ravensbrück. Tego samego dnia żeśmy wyprowadzili się z mieszkania – mój ojciec i ja. Poszedłem spać do mojego przyjaciela Janusza Harmelińskiego na Hożą. Następnego dnia mieliśmy komplet matematyki ze starym profesorem. Było nas dziewięciu i dziesiąty profesor. W pewnym momencie matka Janusza zawiadomiła nas: „Chłopcy uważajcie, gestapo!”. Rzeczywiście – dwóch facetów, na pewno Polaków – folksdojczów – bo świetnie mówili po polsku, wpadli. Zdębieli, jak zobaczyli nas, dziewięciu chłopaków. Myśmy z kolei zdębieli, że wyskoczyli do nas z rewolwerami. Przewieziono nas na Pawiak, [gdzie] przebywałem trzy tygodnie. W międzyczasie dwa razy byłem przesłuchiwany na Szucha. Rodzina zmobilizowała się i zapłaciła gestapowcom łapówkę, na skutek czego nas zwolnili i przewieziono nas na Skaryszewską do punktu wysyłkowego do Niemiec. Przebywaliśmy tam kilka dni i ponieważ stwierdzono u nas bardzo poważne zaawansowanie gruźlicy, zwolnili nas wszystkich do domu.

  • Jak wyglądało przesłuchanie na Szucha?

Zupełnie spokojnie. To już był 1944 rok, Niemcy już wiedzieli na pewno o swojej klęsce, tak że nie było żadnych ekscesów.

  • Chciałabym wrócić do wybuchu wojny. Czy pamięta pan ten dzień?

Tak, oczywiście. Poszedłem wtedy do szkoły. Samoloty latały nad Warszawą bardzo wysoko, w ogóle nie zorientowaliśmy się, że to niemiecki nalot. Wróciłem do domu. Potem żeśmy przeprowadzili wędrówkę z Warszawy do majątku Czartoryskich i po kilku miesiącach wróciliśmy do Warszawy. Mieszkanie na Nowogrodzkiej było spalone, przenieśliśmy się do mojego brata na Kruczą, [gdzie] mieszkaliśmy kilka lat.

  • Jak wyglądało pana życie w okupowanej Warszawie?

Jak już wspomniałem, byłem w konspiracji od 1942 roku. Po wyjściu z Pawiaka kontynuowałem naukę do wybuchu Powstania. Potem wszystko się zmieniło.

  • Kiedy nastąpiło pana pierwsze zetknięcie z konspiracją?

W 1942 roku.

  • Chciałabym wrócić do wielkiej przyjaźni, o której pan mówił na początku. Czy pańscy przyjaciele razem z panem wstąpili do konspiracji?

Tak, razem ze mną.

  • Czy znaleźliście się w tym samym oddziale?

Tak, cały czas byliśmy razem.

  • Czy pańscy rodzice też uczestniczyli w konspiracji?

Tak, oczywiście. Mama była łączniczką i wtedy została aresztowana z tajnymi papierami. Ojciec ukrywał się przez cały czas.

  • Jak środowisko, w którym pan przebywał, było nastawione na wybuch Powstania? Czy ludzie przeczuwali, że Powstanie wybuchnie?

Tak. Moja drużyna była zmobilizowana na Hożej tydzień przed wybuchem Powstania. 1 sierpnia przenieśliśmy materiały, broń na Marszałkowską, tam był nasz punkt wyjściowy. Wtedy już rozpoczęła się walka.

  • Jak do tego podchodziła ludność? Czy ludzie byli pozytywnie nastawieni? Jakie były nastroje wśród ludności cywilnej?

Nastroje w pierwszych dniach były entuzjastyczne. Rozdawali nam papierosy, w ogóle to była wielka euforia. Ale potem zaczęło się powoli zmieniać, zmieniać. Głód, wody, lekarstw. Potem była nawet pewna wrogość do naszych chłopców.

  • Czy przed wybuchem Powstania i na samym początku dużo było opinii, że Powstanie nie powinno wybuchnąć, że to jest bezsensowne działanie?

Myśmy byli z daleka od tych wszystkich spraw, po prostu nie zajmowaliśmy się tą stroną.

  • Gdzie pan przebywał, kiedy rozpoczęło się Powstanie?

Byliśmy na Marszałkowskiej, gdzie był punkt naszego batalionu. Potem, kilka dni po zdobyciu Poczty Głównej przenieśliśmy się tam na kwaterę i byliśmy do końca Powstania, do momentu zbombardowania poczty.

  • Czy brał pan bezpośrednio udział w zdobyciu Poczty Głównej?

Nie. Odbywałem służbę (to była służba bez przerwy) na barykadzie Nowy Świat – Warecka. W międzyczasie były pewne wypady. Potem druga barykada była róg Świętokrzyskiej i Nowego Światu i tam pełniliśmy służbę.
Gdy zbliżał się koniec sierpnia, nasz pluton został przeniesiony na Próżną, [gdzie] mieliśmy uczestniczyć w akcji, która polegała na tym, że część żołnierzy ze Starówki przedzierała się górą przez Ogród Saski i myśmy mieli im pomóc w tej akcji. W nocy, o dwunastej, żeśmy wyszli na Królewską. Spotkał nas bardzo silny ogień z granatników, z broni maszynowej, tak że nie mogliśmy się przez pewien czas ruszyć, ale z kilkoma kolegami skoczyłem do budynku, który mieliśmy zdobyć. W piwnicy żeśmy czekali na dalszą akcję polegającą na tym, że saperzy mieli wyburzyć ścianę i mieliśmy dostać się do środka. Ale nic takiego nie nastąpiło, zaczął się poranek i myśmy musieli wycofać się z piwnicy. Wycofałem się ostatni i na Królewskiej zostałem ciężko ranny w udo. Straciłem przytomność, miałem bardzo silny upływ krwi. Przeniesiono mnie do szpitala w PKO na Świętokrzyskiej. Po pięciu dniach odzyskałem przytomność – to było 5 września. W tym właśnie dniu nastąpił bardzo silny atak, nalot samolotów niemieckich. Zbombardowali Pocztę Główną, zginął mój przyjaciel Rom Dobracki i część mojej drużyny.
Jak wspomniałem, byłem w szpitalu w PKO, [do którego] wpadła bomba, która na szczęście, nie wybuchła ([było to] na ósmym piętrze), ale naruszyła instalację wodną i zaczęła zalewać nas woda. Wobec tego ewakuowano nas i przeniesiono mnie do szpitala na Poznańską 12 (był tam mały szpitalik). Czekałem [w szpitaliku] do momentu transportu do Niemiec. Niemcy wywieźli nas do obozu jenieckiego Altengrabow – Stalag XIA (koło Magdeburga). Cały czas, oczywiście, byłem w szpitalu (notabene byli tam polscy lekarze). Pierwszego dnia zakończenia wojny wkroczyli sowieccy żołnierze i po kilku dniach wywieziono nas samochodami do Frankfurtu nad Odrą (teraz to nazywa się Słubice). Sowieccy żołnierze kazali nam zejść z samochodu, zostawili nas na środku jezdni i odjechali. Po krótkiej chwili podbiegła do nas grupka Polaków, którzy znaleźli się w Słubicach. Mówią: „Chłopcy! Wy z AK, z obozu? Nie wracajcie z powrotem, bo was sowieci wywiozą na Sybir!”. Na takie dictum zostałem z kolegą, przez miesiąc żeśmy w Słubicach głodowali tylko o chlebie i piklach, odnowiły mi się rany. Po miesiącu wróciłem do Warszawy. Znalazłem się w szpitalu na Grochowskiej. Przebywałem tam do momentu, kiedy moja mama wróciła ze Szwecji, mój ojciec z oflagu, z Niemiec. Wtedy wyjechaliśmy na rok na Śląsk. Potem żeśmy wrócili do Warszawy. Zacząłem studiować na wydziale architektury Politechniki Warszawskiej. W latach sześćdziesiątych ukończyłem jeszcze dwuletnie studium podyplomowe planowania przestrzennego.
Reżim komunistyczny mnie nie prześladował, natomiast muszę powiedzieć, że w pracy byłem elementem niepewnym – żadnych awansów, kiepska pensja. Dopiero kilkanaście lat przed emeryturą zacząłem pracować w Zjednoczonych Zespołach Gospodarczych INCO-VERITAS. Tam była zupełnie inna atmosfera, bo część kolegów to byli dawni akowcy, część osób była po wyrokach śmierci za konspirację powojenną, tak że to zupełnie inaczej wyglądało. W 1980 roku przeszedłem na emeryturę.

  • Chciałabym jeszcze zapytać o Warszawę podczas Powstania. Jak wyglądało życie w powstańczej Warszawie? Czy ludzie pomagali sobie wzajemnie? Jak wyglądało życie kulturalne, religijne? Czy zawierano małżeństwa?

Życie kulturalne polegało między innymi na tym, że raz czy dwa razy wystąpił Mieczysław Fogg – miał koncert. Poza tym myśmy byli tak umęczeni, że wracaliśmy na prycze na Poczcie Głównej i momentalnie zasypialiśmy. To było strasznie męczące, bo to była non stop służba na barykadzie. Poza tym żeśmy się nigdzie nie udzielali. Raz zrobiłem wypad – w BGK byli Niemcy. Potem drugi raz zrobiłem wypad na Hotel „Savoy”.

  • A pożywienie? Czy było dużo zrzutów alianckich?

Zrzuty były już wtedy, jak zostałem ciężko ranny, już wtedy nie uczestniczyłem.

  • Czyli pan nie walczył do końca Powstania?

Nie, 31 sierpnia moja służba się skończyła, byłem w szpitalu cały czas.

  • Czy pamięta pan rozgrywające się w pierwszych dniach Powstania zdobycie PAST-y?

Zdobycie PAST-y było 20 sierpnia. Wtedy uczestniczyłem tam jako obserwator.

  • Co pan pamięta z tego wydarzenia?

Pamiętam, jak przerażeni Niemcy wychodzili z rękami na głowie. Potem nasz oddział odprowadził ich w kierunku Świętokrzyskiej i tam chyba część gestapowców została rozstrzelana, ale tego nie jestem pewien.

  • Czy przedostawał się pan kanałami przez miasto?

Nie, wtedy już byłem w szpitalu. Niemniej wiem, że właśnie na Nowym Świecie przy Wareckiej był wyłaz. Część żołnierzy ze Starówki przechodziła i wyciągali żołnierzy z tego wyłazu. Ale to już było poza mną.

  • Czy pamięta pan jakieś szczególne historie z Powstania? Z dni, w których pan uczestniczył, o których pan słyszał?

Dużo słyszałem o uczestnikach Powstania.

  • Może mógłby pan coś opowiedzieć?

Przede wszystkim znam historię swojego batalionu. Dowódcą był rotmistrz „Leliwa” Roycewicz, który w 1939 roku stracił nogę, miał protezę. Część kolegów doskonale pamiętam. Jeszcze wspomnę, że ci uczniowie – koledzy, którzy byli ze mną aresztowani i więzieni na Pawiaku, to wszyscy byliśmy w konspiracji. Wszyscy zginęli, z wyjątkiem mnie i Janusza Harmelińskiego. Wszyscy zginęli podczas Powstania.
  • Wspomniał pan o rotmistrzu Roycewiczu. Czy pamięta pan tę postać?

Tak, oczywiście.

  • Czy dobrze pamiętam, że dowodził batalionem podczas zdobywania Poczty Głównej?

Dowodził cały czas naszym batalionem. Zresztą umarł dopiero po wojnie.

  • Czy mógłby pan przybliżyć nam tę postać?

Wysoki oficer, postawa zupełnie wojskowa, przystojny. Zdecydowany. Dobry dowódca.

  • Czy pamięta pan, czy cywile pomagali sobie nawzajem podczas Powstania i przed Powstaniem? Jak wyglądała łączność między ludźmi?

Wtedy raczej byłem wyłączony z tych wszystkich spraw, ponieważ się uczyłem. Potem uczyłem się w konserwatorium, potem udzielałem lekcji muzyki, tak że w ten sposób byłem zaangażowany do czasu Powstania.

  • Po tym, jak został pan ranny, został pan przewieziony do Niemiec?

Tak.

  • Kiedy spotkał się pan z rodziną?

W czerwcu wróciłem do Warszawy… Po roku. Cały czas byłem w szpitalu na Grochowskiej.

  • Kiedy spotkał się pan z rodzicami?

Właśnie jak byłem w szpitalu, to mnie odwiedzili.

  • Pańska mama została przewieziona do Ravensbrück?

Tak. Potem szwedzki Czerwony Krzyż wywiózł ją do Szwecji, [gdzie] przebywała kilka miesięcy.

  • Czy pamięta pan dzień zakończenia wojny?

O tak, doskonale pamiętam. Sowieccy żołnierze weszli do nas do obozu z harmoszką, zaczęli tańczyć. Obok obozu byli jeńcy sowieccy. Zebrali ich na mityng, czerwona płachta na stół, portret Stalina i zaczęli do nich gadkę. Wszyscy mieli martwe twarze, bo wiedzieli, co ich spotka, że przecież albo zostaną w dalszym ciągu w sowieckim obozie, albo zostaną rozstrzelani jako jeńcy, bo przecież inaczej nie mogło się odbyć.

  • A czy jeńcy niemieccy przed losem, który ich czekał, byli dobrze traktowani przez Sowietów?

Niemcy? Nie, nie było żadnych ekscesów.

  • A pan, jako przebywający w obozie?

Byłem bardzo dobrze traktowany. Niemiec, który był szefem tego obozu, nakazał przeprowadzić mi transfuzję, tak że dobrze się opiekowali.

  • Jakie były nastroje Niemców? Czy widział pan po nich, że szczególnie żałowali tego, co się wydarzyło?

Niemcy w obozie byli bardzo usłużni. Może dlatego, że dostawali od nas i papierosy… Myśmy dostawali po jakimś czasie amerykańskie paczki z Czerwonego Krzyża. Mieliśmy różne smakołyki i Niemcy od czasu do czasu dostawali od nas różne prezenciki. Ale raczej nie ingerowali w nasze życie.

  • Chciałabym zapytać o to, co wśród ludzi, którzy żyją współcześnie, budzi wiele znaków zapytania. Czy Powstanie było potrzebne, czy musiało zginąć tylu ludzi? To są często zadawane pytania. Jak pan do tego podchodził jako młody człowiek?

Nie mogę zgodzić się z opinią, że było niepotrzebne. Po pierwsze, gdyby nie Powstanie, to i tak Niemcy warszawiaków z Warszawy na pewno by wywieźli i na pewno Warszawę by zniszczyli. To było nieuniknione, po prostu. Były takie nastroje wśród Polaków, wśród młodzieży – to było nieuniknione. Zresztą gdyby nie Powstanie zorganizowane przez Armię Krajową, to konfidenci sowieccy by to sprowokowali. To nie ulega wątpliwości.
Warszawa to było przepiękne miasto przed wojną. To rzeczywiście było urokliwe miasto, pełne secesyjnej architektury. Mieszkańcy – ludzie na poziomie. Trzeba powiedzieć, że przecież nic nie stało na przeszkodzie, żeby Sowieci zaraz po upadku Powstania wkroczyli do Warszawy – wtedy by miasto zostało najprawdopodobniej uratowane, a tak to pozwolono Niemcom burzyć dom po domu. To była wielka zbrodnia. To była rzeczywiście wielka zbrodnia.

  • Kiedy wrócił pan do Warszawy po wojnie, po Powstaniu – jaką zastał pan Warszawę?

Wróciłem do Warszawy, która była pełna gruzów. Zniszczone domy, spalone domy – to był przerażający widok.

  • Czy pamięta pan naloty, bombardowania?

W okresie okupacji?

  • Tak.

Tak, były dwa razy takie naloty chyba sowieckie. Ale to było na rubieżach Warszawy.

  • I był pan tego świadkiem?

Obserwowaliśmy to po prostu.

  • Czy Warszawa powstańcza długo wierzyła, że nadejdzie pomoc, że ktoś pomoże powstańcom w walce?

Tak, oczywiście. Myśmy przecież dokładnie słyszeli sowiecką artylerię z Pragi. Czekaliśmy rzeczywiście na pomoc, ale co z tego? Natomiast Sowieci ograniczyli się do zrzutów z samolotów, ale amunicja i żywność, którą zrzucali, była [zrzucana] bez spadochronów, wobec tego wszystko się rozwalało i było zupełnie niezdatne do użytku. Ale już wedle zachodu oświadczali, że pomoc dla Warszawy nadeszła.

  • Kiedy wygasła nadzieja Warszawy na pomoc? Czy długo warszawiacy wierzyli?

Myśmy nie mieli właściwie kontaktu z ludnością cywilną. Kontakt był właściwie żaden.

  • Chciałabym zapytać o moment w Powstaniu „ku pokrzepieniu serc” – to były chyba radośniejsze momenty w Powstaniu, takie jak na przykład teatrzyki powstańcze odgrywane dla ludności. Czy pamięta pan coś takiego?

Nie.



Warszawa, 9 grudnia 2008 roku
Rozmowę prowadziła Anna Konopka
Janusz Komorowski Pseudonim: „Wir” Stopień: strzelec Formacja: Batalion „Kiliński” Dzielnica: Śródmieście Północne

Zobacz także

Nasz newsletter