Cichociemni 1941–1945: Myśl nabiera kształtu

Podczas wojny do okupowanej Polski przerzucono 316 Cichociemnych. Każdy z nich ukończył bardzo wymagający kurs, czyniący z niego wszechstronnie wyszkolonego, elitarnego żołnierza Armii Krajowej. Cichociemni zasłynęli bohaterstwem i zdolnością wykonywania najtrudniejszych zadań. W kolejnych odcinkach cyklu prezentujemy ich niezwykłą historię.

W listopadzie 1939 r., wobec znalezienia się Polski pod okupacją, we Francji zaczęły działać polskie władze naczelne. Prezydentem RP został Władysław Raczkiewicz, a premierem rządu RP na Uchodźstwie – gen. dyw. (od 1940 r. gen. broni) Władysław Sikorski, który pełnił jednocześnie funkcję Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych. Zaczął on odbudowywać Wojsko Polskie, gromadząc pod swoją komendą żołnierzy, którzy nie poszli do niewoli (lub z niej uciekli) i różnymi drogami przedzierali się na Zachód. Trwał także werbunek wśród Polonii.

Gen. broni Władysław Sikorski. Fot. Stefan Bałuk/ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego

W tym samym czasie w okupowanym kraju działała, od 27 września 1939 r., Służba Zwycięstwu Polski. Już 13 listopada 1939 r. została ona przeformowana w Związek Walki Zbrojnej, a następnie, 14 lutego 1942 r., w Armię Krajową – największą armię podziemnej Europy. W 1940 r. utworzono Delegaturę Rządu RP na Kraj, stanowiącą substytut podziemnej administracji cywilnej. Tak powstało Polskie Państwo Podziemne.

Jednym z kluczowych problemów, jakie stały przed Sztabem Naczelnego Wodza, było utrzymanie łączności z walczącym krajem. Pośród pierwszych metod, jakie przyszły sztabowcom na myśl, było sformowanie eskadry lotniczej. Już 27 listopada 1939 r. Sikorski wydał Dowódcy Lotnictwa, gen. dyw. Józefowi Zającowi, rozkaz sformowania do 2 grudnia 1939 r. komunikacji lotniczej zdolnej dostarczać zaopatrzenie do Polski. Rozkaz ten nie został jednak wykonany. Jak się wydaje, główny problem stanowiła niechęć rządów brytyjskiego i francuskiego, które nie zdecydowały się pomóc w tworzeniu polskiej eskadry. Zaabsorbowane wojną państwa były bardziej skore do formowania w pierwszej kolejności dywizjonów bombowych i myśliwskich, a nie transportowych.

Gen. dywizji Józef Zając. Fot. Stefan Bałuk/ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego

Pewne sukcesy osiągnięto na polu łączności radiowej, nawiązując kontakt między Paryżem i Warszawą. Innym sposobem utrzymywania kontaktu było wysyłanie kurierów lub emisariuszy, którzy przenosili najważniejsze informacje i m.in. pieniądze. Przesyłanie materiałów tą drogą trwało jednak bardzo długo. Podróż w jedną stronę potrafiła zająć od 10 do 12 dni albo więcej. Dodatkowo łącznicy musieli pokonywać szereg granic, przemieszczając się także po terytorium wroga, co wiązało się z dużym zagrożeniem i nie dawało żadnej gwarancji regularności w dostarczaniu przesyłek.

Tymczasem na Zachód, różnymi drogami i przez wiele państw, wciąż napływali polscy żołnierze, którzy nie pogodzili się z klęską i byli gotowi dalej walczyć. 18 grudnia 1939 r. w Paryżu zameldował się kpt. Jan Górski, a mniej więcej tydzień po nim do Francji przedarł się kpt. Maciej Kalenkiewicz. Obaj oficerowie, prywatnie starzy przyjaciele, byli świetnie wykształconymi inżynierami wojskowymi o szerokich horyzontach myślowych. Doskonale rozumieli, że ojczyzna potrzebuje pomocy. Kapitan Kalenkiewicz zdążył nawet na własnej skórze poznać realia konspiracji. Zanim bowiem przybył na Zachód, służył w partyzanckim Oddziale Wydzielonym Wojska Polskiego pod dowództwem mjr. Henryka Dobrzańskiego „Hubala”.

Twórcy idei Cichociemnych – kpt. Jan Górski (po lewej) i kpt. Maciej Kalenkiewicz. Fot. Stefan Bałuk/ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego

Wkrótce obaj zaczęli opracowywać koncepcję przerzutu do Polski spadochroniarzy. Do pomysłu przekonali również kpt. Jana Jaźwińskiego, zajmującego się sprawami łączności z krajem. Wkrótce w otoczeniu oficerów zaczęło się pojawiać więcej wojskowych takich jak oni – wyedukowanych, sprzeciwiających się rutynie i myślących w sposób nieszablonowy. Nie była to sformalizowana struktura – raczej grupa zapaleńców skupionych wokół Kalenkiewicza i Górskiego. 

Nazywali siebie Chomikami. Trudno powiedzieć, skąd się wzięło to określenie. Według jednych to pseudonim kpt. Górskiego, Chomik, przeniósł się na całą grupę. Zgodnie natomiast z teorią innych określenie to miało się odnosić do uporu, z jakim kreatywni żołnierze „przegryzali” się przez mur skostniałej wojskowej administracji.

I rzeczywiście. Dwaj kapitanowie, nie zrażając się porażkami, z uporem dążyli do celu. 30 grudnia 1939 r. Górski skierował do Sztabu Naczelnego Wodza raport zawierający główne tezy projektu wysłania skoczków do Polski. Nie otrzymał odpowiedzi. Ponowił więc wysyłkę 21 lutego 1940 r. Kiedy znów spotkał się z brakiem zainteresowania, przesłał kolejne pismo – tym razem na ręce gen. broni Kazimierza Sosnkowskiego „Godziemby”, który był wówczas Komendantem Głównym Związku Walki Zbrojnej.

Gen. broni Kazimierz Sosnkowski. Fot. Stefan Bałuk/ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego

W dokumencie, datowanym na 14 lutego 1940 r., mężczyźni zaraportowali, że w czasie pozasłużbowym prowadzą badania nad przerzutem spadochroniarzy do ojczyzny i zwrócili się z prośbą o udzielenie, w celu prowadzenia dalszych prac, zgody na zapoznanie się ze zdeponowanymi w Ministerstwie Spraw Wojskowych materiałami dotyczącymi wojsk spadochronowych.

Do wniosku załączyli uzasadnienie, w którym opisali, jak bardzo ważny jest przerzut ludzi do Polski. Byłoby to wydatne wzmocnienie konspiracji, umożliwiające podjęcie przygotowań do planowanego powstania powszechnego. Do kraju trafiłby także najnowszy sprzęt i cenne wiadomości. Nie wspominając już o pozytywnym wpływie na morale Polaków... Do pisma dołączyli również listę 16 (wraz z nimi samymi) oficerów gotowych do desantu. Generał otrzymał też prawdopodobnie listę 11 pilotów, z których 5 miało przeszkolenie spadochronowe (4 z nich było instruktorami).

Sosnkowski skierował Kalenkiewicza i Górskiego do gen. dyw. Zająca, który miał zorganizować przeszkolenie spadochronowe. Planowano objąć nim większą liczbę żołnierzy, przygotowując ich jednocześnie do służby w kraju. Przesłana 17 kwietnia 1940 r. odpowiedź Dowódcy Lotnictwa była druzgocąca – nie rekomendował on podjęcia takich działań. Szkoda było zachodu, skoro Polskie Siły Powietrzne nie miały dość środków, by przeprowadzić operację desantową w Polsce.

Dzień później, 18 kwietnia 1940 r., odebrano przesłaną z kraju depeszę informującą o tym, że w strukturach ZWZ powstały komórki odpowiedzialne za utrzymywanie łączności lotniczej. Wysunięto w niej także szereg dezyderatów natury technicznej. Temat ten poruszono także podczas konferencji pomiędzy delegatami władz RP na uchodźstwie i KG ZWZ, która odbyła się w Belgradzie w dniach 29 maja – 4 czerwca 1940 r.

Sosnkowski, który rozumiał wagę utrzymywania łączności lotniczej z ojczyzną, nie zbagatelizował inicjatywy oficerów i w maju 1940 r. skierował ich do dowodzonego przez siebie Biura gen. Sosnkowskiego, czyli Komendy Głównej ZWZ. Tam dopiero poczuli wiatr w żaglach. Bazując na polskich i niemieckich doświadczeniach spadochronowych, stworzyli dokumenty zatytułowane: „Użycie lotnictwa dla łączności i transportów wojskowych drogą powietrzną do kraju oraz dla wsparcia powstania. Stworzenie jednostek wojsk powietrznych”; „Instrukcja dla pierwszych lotów łącznikowo-rozpoznawczych”; „Zapoczątkowanie rozpoznania lotnisk w Kraju” oraz „Plan wsparcia i osłony powstania w Kraju”. Były to główne założenia stworzenia polskich wojsk spadochronowych.

Niepomyślny wynik kampanii francuskiej (10 maja – 25 czerwca 1940 r.) jedynie na chwilę przystopował plany „Chomików”. Wraz z polskimi władzami i wojskiem zdołali się przedostać z Francji do Wielkiej Brytanii, gdzie kontynuowali prace nad projektem. 30 lipca 1940 r. przesłali do Sztabu Naczelnego Wodza najnowsze ustalenia dotyczące m.in. środków szkoleniowych, oddziałów dywersyjnych oraz łączności lotniczej z Polską. Jednocześnie Kalenkiewicz zaczął kolportować napisaną w sierpniu broszurę „O zdobywczą postawę polskiej polityki”. Wysunął w niej tezy o tym, że Polska powinna sobie sama wywalczyć niepodległość. W przypadku zaś podjęcia otwartej walki z wrogiem żywotną sprawą stanie się zaopatrzenie kraju w nowoczesny sprzęt i gruntownie wyszkolonych żołnierzy. Posunął się nawet do stwierdzeń, że docelowo Polskie Siły Powietrzne winno się przekształcić w Lotnictwo Wsparcia Powstania oraz Polski Korpus Powietrznodesantowy, które w chwili próby miałyby wziąć udział w walce o wolność.

Opracowanie zaczęło szybko zdobywać uznanie coraz większej rzeszy polskich oficerów i wkrótce zapoznali się z nim także oficerowie ze Sztabu Naczelnego Wodza, z samym gen. broni Władysławem Sikorskim na czele. Ten, 20 września 1943 r., zaprosił kpt. Macieja Kalenkiewicza na śniadanie robocze, w trakcie którego zaaprobował projekt przerzucenia skoczków spadochronowych do Polski.

Gen. broni Władysław Sikorski w otoczeniu oficerów ze Sztabu Naczelnego Wodza. Fot. Stefan Bałuk/ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego

Po kilkunastu dniach, w październiku 1940 r., w ramach Oddziału III Oddziału Sztabu Naczelnego Wodza, powstał wydział studiów i szkolenia wojsk spadochronowych pod dowództwem ppłk. Wilhelma Heinricha. Wraz z innymi oficerami Kalenkiewicz z Górskim zaczęli opracowywać realne wytyczne dotyczące przerzutu polskich żołnierzy do Polski z pomocą eskadry specjalnego przeznaczenia. W listopadzie 1940 r. odbył się pierwszy kurs spadochronowy w brytyjskim ośrodku spadochronowym w Ringway k. Manchesteru, który ukończyło 12 żołnierzy.

Rekrutacją kolejnych kandydatów zajął się utworzony 29 czerwca 1940 r. Oddział VI Sztabu Naczelnego Wodza. Początkowo liczył on jedynie kilkunastu pracowników, by w szczytowym okresie rozrosnąć się do rozmiarów dużej komórki odpowiedzialnej za utrzymywanie łączności z Polską oraz werbunek, szkolenie i przerzut ludzi oraz zaopatrzenia do ojczyzny. Służący w nim żołnierze ściśle współpracowali z brytyjskim Kierownictwem Operacji Specjalnych.

W nocy z 15 na 16 stycznia 1941 r. w Polsce wylądowała pierwsza ekipa Cichociemnych spadochroniarzy Armii Krajowej.

Autor artykułu:

Rafał Brodacki
Dział Historyczny Muzeum Powstania Warszawskiego

Zobacz także

Nasz newsletter